Zuzanna – powieść o uzdrowieniu serca

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Nie mam czasu czytać. Zresztą nie mam czasu jakoś tam żyć. Przyznam, że wiedziałam – pierwsze pół roku będzie ciężkie. Nie wiedziałam jednak, że tak się skomplikuje.

Nawet nie trzeba było dużo. Plan przecież zakładał maksymalne wykorzystanie każdej minuty i optymalne warunki. Planu B nie było. Wystarczyło więc, że dzieci zaczęły chorować… I że nie chciały przestać. Ciągłe izolowanie jednego od drugiego, lekarz czasem nawet pięć dni w tygodniu. Tak, poważnie tak bywało. Niekończąca się opowieść. Niekończąca, bo właściwie jeszcze się nie skończyła. Albo właśnie się kończy, choć obawiam się, że „przydzwoni” nowym, ciężkim epizodem.

Ciężkim? Toć to tylko choroba! I w ten sposób przez ostatnie miesiące kilkanaście razy zbijaliśmy w nocy 40-stopniową gorączkę. Mam nadzieję, że tylko kilkanaście. Nie ominął nas szpital, a na koniec dopadło i mnie. Ostatnio czułam się tak podle, będąc chora w ciąży.

Dlaczego?

Te i inne sploty wydarzeń sprawiły, że rok zaczął się fatalnie i to na wielu polach. Pytanie „dlaczego”, zadawane ku Górze? Ile to razy! Chwilowo jest dobrze. Chwilowo piszę, chwytam moment, kiedy chyba większość nadrobiłam, a tego co zaniedbałam, już raczej nie naprawię.

Książka „Zuzanna – powieść o uzdrowieniu serca” autorstwa Emilii Litwinko spłynęła do mnie jakoś w środku zawieruchy. Zastała oglądającą siwe włosy, których chwilowo nie mam jak zafarbować, bo niemowlak trafił mi się czuły na zapachy. Wiesz, co to dla mnie oznacza? Wiesz. Zuzanna jest gdynianką i trochę jej tego zazdroszczę. Tylko troszkę, bo jeśli Gdynia ma 10/10, moje miasto ma jakieś 9. Nie zazdroszczę jej sytuacji, przynajmniej na początku.

Nie zazdroszczę poczucia „zmamusienia”, z którego tak mozolnie się wychodzi, odkrywając na rozmowie kwalifikacyjnej podczas siadania na skórzanym fotelu, że do tyłka przykleił Ci się lizak, a Ty nie dość że właśnie prezentujesz go szefowi, który nie będzie jednak Twoim szefem, to jeszcze pokazałaś go połowie miasta. Poza tym nie zazdroszczę również pewnego tragicznego przeżycia… I nawet potrafię zrozumieć, że jest jej trudno. Czy da sobie radę?

Kim jeszcze jest Zuzanna?

Zuzanna jest matką. Matką dwójki dzieci żyjących i jednego w niebie. Trudne macierzyństwo, o którym pisałam trochę tutaj. Żyjące dzieci nie zaleczyły rany w jej sercu i kiedy zbliża się kolejna rocznica, robi się źle…

Sytuacja komplikuje się jeszcze mocniej, gdy Zuzanna wybierze się na spotkanie z przyjaciółkami. Tymi, które w przeciwieństwie do niej „coś” osiągnęły. Mają się czym pochwalić. Rozumiesz, nie siwe włosy i wrzask przy wieczornej kąpieli, a bardziej „mierzalne” sukcesy. Jednak czy porównywanie się do drugiego człowieka kiedykolwiek wyszło nam na dobre?

A już w ogóle czarno robi się, gdy mąż z hukiem traci pracę. W domu było przecież ciężko, ale stabilnie. Szukać zatrudnienia, mając dwoje dzieci i męża niebezpiecznie zbliżającego się do depresji?

Czy „Zuzanna – powieść o uzdrowieniu serca” jest hitem?

Jakiś czas temu narzekałam, że trudno o dobrą polską literaturę, a tu proszę – nie dość, że polska, to jeszcze trójmiejska! W dodatku „katolska”, choć po „Zuzannę” spokojnie można sięgać, nie mając z katolickim wątkiem w życiu wiele wspólnego. Książka jest o szukaniu siebie. Obie z Zuzanną szukamy się w Bogu, a jednak skorzysta tu każdy, kto trochę się pogubił i chce nieco rozjaśnić sobie priorytety.

Tak, biorąc pod uwagę że przeczytałam ją podczas jednego przedłużającego się maratonu karmieniowego i że była to pierwsza przeczytana w całości książka w tym roku – jest to mój hit. Hit o codzienności oraz szukaniu się w niej. O tym, że nie wiesz, co przeżyła osoba, która z Tobą rozmawia. O tym, że każdy dźwiga swój ciężar i że sami wybieramy, w jaki sposób chcemy go dźwigać i czy damy sobie pomóc.

Za egzemplarz bardzo dziękuję autorce. Spłynął w dobrą porę. Dodał otuchy.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować