Widujemy je codziennie. Nie mają dzieci. To znaczy, one nie biegają wokół nich. Ta kobieta, o której mówię, nie martwi się, że jej dwulatka zaraz wybiegnie na ulicę.

Nie idzie do przedszkola po dziecko. Nie zapyta się go za chwilę, czemu popchnęło koleżankę, wyrwało zabawkę koledze. Do szkoły po nie też nie pójdzie.

Nie zwierzy Ci się, że wyczuła od swojej nastolatki papierosy albo było ją czuć piwem, gdy spóźniła się pół godziny, wracając ze szkoły.

Nie pochwali się, że jej syn zdał sesję czy przeszedł do kolejnej klasy szkoły zawodowej.

W końcu, nie widzimy jej pchającej z rozczuleniem (lub też ekstremalnym zmęczeniem) wózek niemowlęcy. Choć zdarza się, że i taki został zakupiony. Czasem za szybko, ale przecież radość była tak ogromna!

Czy w ogóle są matkami?

Sama nie wiem, czemu wszystkie one przyszły mi na myśl o piątej rano, gdy obudziło mnie dziecko, wędrujące do mojego łóżka na poranną drzemkę. Dlaczego nagle zdałam sobie sprawę, jak wiele ich jest! Jak wiele ich znam. Niekoniecznie piłam z nimi kawę, to często internetowe znajomości. Czasem bardzo przelotne.

Może to kwestia Irlandii? „Światłość w ciemności świeci, ciemność jej nie ogarnia”.

A może raczej post na jednej z babskich grup sprzed kilku dni? „Dziewczyny, mam ich troje! Trzy razy się nie udało i wygląda na to że może się już nie udać. Problemy zdrowotne. Ale one są, cholera jasna, są! Mam dzieci! W niebie je mam, nie żyją, odeszły, ale mam! To co, to jest mój dzień czy nie? Przepraszam za chaotyczność, ale ryczę. Bo ja już nie wiem”.

Przyznam się, że też ryczałam. I to mimo że jej problem nie jest na szczęście moim problemem. Inne też ryczały, choć różnice zdań były spore.

Matka która straciła dziecko

Mają prawo, by czuć się matkami. Tymczasem słyszały już zbyt wiele:

„Oszalała Pani? To ciąża biochemiczna, żadne tam dziecko. Było nie robić tak wcześnie testu ciążowego, to by Pani nie wiedziała. Tak wcześnie się nie robi, potem kobiety wariują i myślą że im dziecko nie żyje. Następnym razem proszę odczekać tydzień”.

„Ósmy tydzień? E, to nie ma się co przejmować. Nawet układ nerwowy nie był rozwinięty. Nie tym razem to następnym. Ja w ósmym tygodniu nawet objawów ciążowych jeszcze nie miałam”.

Nieco więcej współczucia odczuwają, jeśli straciły dziecko później. Jeśli zmarło przed porodem, czasem w trakcie. Choć i tu nawet grobu nie ma. Dziecko? „A dajcie spokój, zajmijcie się tymi, które żyją. Na wolontariat jakiś idźcie”.

Oczywiście, nie zawsze tak jest. Jednak słowa takie macierzyństwo, tutaj i tak ulotne, eteryczne i czasem uchwytne tylko chwilami, skutecznie zatruwają.

Masz prawo!

Masz prawo czuć się matką! Nawet jeśli Twoje dziecko zaistniało głównie na teście ciążowym, a dwa dni później spadająca beta boleśnie oznajmiła, że próba się nie powiodła. Ta właśnie, w której po staraniach pokładałaś tak ogromne nadzieje.

Nawet jeśli poroniłaś kilkukrotnie i Twoich dzieci z Tobą nie ma. Nawet jeśli pozostaje Ci głównie nadzieja, że kiedyś, po drugiej stronie je uściskasz.

Nawet jeśli w związku z tym nie dostaniesz od nich kwiatków, czekolady. Nie wypijesz w spokoju mrożonej kawy, nie dostaniesz torcika, telefonu z zagranicy.

Nawet jeśli w tym dniu po prostu usiądziesz wieczorem na kanapie i wyjmiesz zdjęcie USG, tak głęboko schowane, na którym widać małą kropeczkę. Albo przez woreczek strunowy będziesz wpatrywać się w test – jedyny dowód na to, że zaistniało. A może po prostu zamkniesz oczy i przypomnisz sobie te chwile ogromnej radości i lęków, które się ziściły.

Matka która straciła dziecko, to też matka. Bez względu na to, kiedy je straciła! Bez względu na to, ile tych dzieci straciła.

Tak więc – po prostu – wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Matki! Tobie i innym. I nie wartościujmy. Nie dziś.