Akcja #metoo od początku wydawała mi się być jedną wielką hipokryzją. Przykro mi, za długo siedzę i obserwuję, by nie widzieć, ile za uszami miały środowiska krzyczące na facebooku „mituuu! Mituuuu, bo kolega z pracy powiedział mi kiedyś, że mam zacny tyłek i biodra idealne do rodzenia!!!” I nie będę przeczyć, że może i w jednostkowych przypadkach wyszło z tego coś dobrego. Że nie wyszło na jaw to, co powinno gdzieś wyjść przedtem.

Dlaczego nie piszesz o mituu?” – kiedy dwie osoby zadają Ci to pytanie, powinnaś się zastanowić czy o swoich wątpliwościach jednak nie wspomnieć. Nie napomknąć, że coś Ci leży na wątrobie i może przedstawić swój punkt widzenia. Wstrzymywałam się jednak i widząc akcję związaną z Asią Argento, czołową postacią akcji, która miała molestować 17-letniego chłopaka (nie no, żarcik, przecież mężczyzny się nie molestuje i nie gwałci), bardzo się potem cieszyłam.

I nie chodzi nawet o to, że producenta Weinsteina oskarżono jakoś „nagle” i że sprawa tradycyjnie śmierdziała mi długim ukrywaniem przez tych, którzy potem go wydali i oburzeni krzyczeli razem z innymi. Nie chodzi o to, że pewne zachowania są w pewnych środowiskach przykrą, akceptowaną normą, która potem przydaje się, jeśli „władca” będzie fikał jeszcze bardziej władczym. Nawet nie o to, że wiele aktorek, szczególnie w Polsce, twierdziło, że kariera przez łóżko to coś, co im w sumie pasowało. Nie – CHODZI O HIPOKRYZJĘ! Póki jesteś z nami, będziemy Cię chronić! Póki jesteś z nami, choćbyś ją zgwałcił na korytarzu, po cichu wyjdziemy innym wyjściem.

To lewica!

To prawda. Lewica ma na koncie mnóstwo takich zachowań. W takim razie TV Trwam powinno zadbać o to, by zatrudniać jednak konserwy, bowiem nad tym, co powiedział Stanisław Michalkiewicz, nie da się przejść obojętnie.

Nie wnikam tutaj w sprawę. Nie będę rozprawiać czy słusznie Towarzystwo Chrystusowe ma zapłacić oraz ogólnie, rozwodzić się nad sytuacją. Sprawa jest trudna, jedno w niej jest jasne: doszło do gwałtów na 13-latce. Pisałam już o tym, że nastolatki w tym wieku o seks dorosłych mężczyzn raczej nie proszą, a jeśli nawet tak się zdarza, dorosły mężczyzna powinien smarkulę oddać w ręce rodziców i poinformować, że kurka blada, z dziewczyną jest problem.

Tu sprawa była jasna. Mężczyzna zgwałcił dziewczynkę i to nieraz. Sprawa bolesna, nie tylko ze względu na to, że był to ksiądz (choć i to bardzo boli – skrzywdziła w końcu osoba, która miała być autorytetem moralnym), ale przede wszystkim na ogromną krzywdę ofiary. Tym bardziej słowa Michalkiewicza powodują we mnie chęć skomentowania go w słowach, po których bloga musiałabym oznaczyć planszą „od lat 18”.

Niestety, znaleźli się i tacy, co Michalkiewicza bronią. „Bo on ma taki styl przemawiania! To starszy człowiek! Rzeczywiście, po latach wszyscy sobie przypomną, że byli molestowani” Kurczę, naprawdę życzę każdemu, kto rzeczywiście był skrzywdzony w dzieciństwie, żeby mógł zawalczyć o swoje. Każdemu z nich życzę takiej sprawiedliwości. A jeśli nie, to chociaż ukojenia, bo pamiętam do tej pory rozpacz dorosłej kobiety, która przyznała się przy nas do molestowania w dzieciństwie. Szkoda że Michalkiewicza z nami nie było. Może zrozumiałby. Może dziś nie palnąłby czegoś, co tak mocno uderzyło w ofiarę oraz w inne osoby.

Oj no, czepiacie się!

Odejdźmy chwilę od konserw, lewaków i reszty. „Centrum” bowiem również w ostatnich dniach pięknie pokazało się za sprawą prezydenta Legionowa. „„Pani od seksu. Przepraszam, ale tak mi się pani kojarzy” – przedstawił Smogorzewski jedną z kandydatek. Nie no, spoko, proszę się nie krępować, dalej bawić się w skojarzenia. No więc bawił się, i to jak. Kolejne kandydatki do Rady Miasta były dla prezydenta jakieś takie napalone, jedna była – cóż, za ładna. Też żaden problem, prawda?

Podejrzewam, że kandydatki były po prostu w ciężkim szoku i tylko dlatego żadna z nich nie przerwała tej żenującej szopki. Smogorzewski natomiast po ujawnieniu nagrania poddał się do dymisji i znika z polityki. Tja. Jest lepiej. Z rozdziawioną gębą czytałam komentarze na jego profilu: „Jesteśmy z Panem!„, „Głosuję na Romana!„, „Oj tam, gafy się zdarzają” – to tylko niektóre z komentarzy. Inni wręcz wieszali psy na tych, co jednak odważyli się być oburzeni.

I tak jednak nic nie przebiło filmu, gdzie prezydent stoi w otoczeniu kobiet z zaciętym spojrzeniem i przepraszając za słowa, za które każdy inny dyscyplinarnie wyleciałby z roboty i mówiąc, że pardon, ale to nie może przekreślać tego, co zrobił do tej pory. W partii zresztą już nie jest (tyle przyzwoitości, podejrzewam że nie jego), a jednak znalazło się grono, które problemu nie widzi. Bo to nasz! Pójdźmy innym korytarzem, jutro będziemy go bronić.

W lewicy nadzieja

Pomyślałby ktoś, śmiejąc się do rozpuku. Tam się bowiem dzieje. Nie będę grzebać – z litości przytoczę chyba najgłośniejszy polski przypadek, jakim było „mituu” jednej z dziennikarek, ujawniającej, że została nazwana przez znanego pisarza tzw. „panią lekkich obyczajów”. Pisarz znany jest z obrony tzw. „praw kobiet”, a więc co z tego, że wyszedł na jaw jego niewybredny, bardzo seksistowski „humor”? No kurczę, bez przesady!

Tak też pomyślały koleżanki i koledzy Rudnickiego. A wśród nich była… uwaga! Szczuka, Kofta, Eliza Michalik – słowem, sama śmietanka, gotowa oskarżyć Cię o molestowanie, bo spojrzałeś się na nie niewłaściwie, pijąc kawę. Był również Maciej Stuhr i kilka innych męskich nazwisk. W większości przewijających się, gdy mowa o „prawach kobiet” i „seksizmie”. Tym razem rzucili się jak lwy, broniąc kolegi, który przecież po prostu ma takie śmieszne poczucie humoru, no kurczę. To nie jest molestowanie, to było przecież zabawne! Hihi, o ku*wy się tak czepiać?

I nawet ja, która tę obłudę widzę na co dzień, przecierałam oczy. Szczuka, zwijając się pewnie ze śmiechu, twierdziła że ją bawią żarty Rudnickiego, jak ten o ich rzekomym „bzykaniu”. Nie żeby nie miał prawa ją bawić. Feministka odkryła po prostu pojęcie kontekstu, ale jeszcze nie na tyle, żeby rozwinąć je i zdać sobie sprawę, że to, co bawi wśród bliskich przyjaciół, niekoniecznie bawi w dalszym środowisku.

To nie jest molestowanie seksualne

To była jedna z przyczyn, gdzie „mituu” również mi nie leżało. Czym innym jest bowiem gwałt albo obłapianie kogoś czy aluzje seksualne, sugerujące że ewentualne korzyści zależą od spraw łóżkowych. Czym innym zaś gwizd na ulicy, żenujące teksty menela albo nawet durny jednorazowy żart kolegi z pracy.

Są jednak standardy, których przestrzegamy. Szczególnie jeśli sami je przedtem „wprowadziliśmy” na salony, zadbaliśmy, by być z takimi standardami kojarzeni. To trochę jak sytuacja, w której sama brałam udział. Na moim prywatnym profilu pojawił się kiedyś bardzo „seksistowski” żart, dotyczący zresztą w dużej mierze naszego środowiska. Rozbawił chyba każdego, poza znajomym, który raczkował właśnie sobie w świecie feminizmu i nie omieszkał poinformować, że to było żenujące i nie mamy prawa się na to zgadzać. Ten sam „feminista” jakiś miesiąc później wrzucił zdjęcie z koleżanką, podpisując „z moją dupcią”. Na moją uwagę czy to jest ten jego feministyczny standard, zareagował mniej więcej tak, jak środowisko Rudnickiego.

To jak reagować, jak boli, że u nas?

Oczywiście, jest opcja siedzenia cicho – jest nam przykro, że ktoś z naszego otoczenia okazał się gwałcicielem? Jest nam przykro, że to ktoś z naszego otoczenia, z naszymi poglądami skrzywdził kogoś słownie lub fizycznie? Molestując lub po prostu będąc skrajnie chamskim?

Mamy prawo milczeć. Mamy prawo się prywatnie odciąć. A nawet mamy prawo powiedzieć, że jest nam po ludzku przykro i nie chcemy komentować.

Czy mamy prawo bronić, pokazując tym samym własną hipokryzję? Niby mamy – a że wychodzi to tak, jak w opisywanych przypadkach? Mówi się trudno. Przecież my nie molestujemy! Molestują oni! U nas to taka głupia zabawa, to nie jest molestowanie. Żart durny. No, może odlecieliśmy, ale to wciąż były żarty. Albo ofiara troszkę się jednak prosiła. No i ciekawe, że teraz sobie przypomniała. Każdy by chciał tyle kasy co ona, prawda?

No jednak nie

I chyba już nie muszę tłumaczyć, dlaczego. Molestujący i gwałciciele nie mają zawsze określonych poglądów. Nie jest nimi tylko jedna, jedyna określona grupa. I nigdy nie będzie. Co jakiś czas po jednej ze stron wybuchnie skandal. Prawdziwy lub taki, gdzie ktoś oskarża bezpodstawnie. Często jednak prawdziwy.

I zawsze znajdą się obrońcy. Tacy, którzy widząc nagranie, mając przed sobą namacalne dowody, będą mówić, że kurczę blade, bez przesady. To nie jest molestowanie seksualne. To nie jest gwałt. Szukajcie po drugiej stronie. Nie u nas. U nas tego nie ma.

Na tym korytarzu nie gwałcą. To tylko taki żarcik.