Rysownik Maciej M. Michalski wymyślił niegdyś ciekawy obrazek. Stoją sobie rozmaite flagi i pytają się polskiej: A dlaczego Ty nie łopoczesz z wiatrem? Na co polska flaga dumnie oświadcza: Bo nie chcę.

Tyle o flagach. Początek tekstu nie miał za zadanie nikogo urazić (tralala), a jedynie zwrócić uwagę, że o ile flaga może mieć dumnie wybór, może być z ciężkiego płótna – o tyle chorągiewka wyboru nie ma. Najczęściej robi się ją z najtańszej prującej się cienizny i daje do umorusanej rączki na paradzie, wiesza za lusterkiem albo gdzieś, gdzie nie będzie przeszkadzać. Nie musi nawet przedstawiać niczego ważnego. Może, ale nie musi. Ma sobie po prostu powiewać, jak wiatr zawieje.

Pamiętasz jeszcze, jak napisałam o wadach, których w ludziach najbardziej nie znoszę?  O ile spóźnialstwo i nadmierne umiłowanie porządku było czymś oczywistym, to bycie chorągiewką zaciekawiło wtedy wielu. Dlaczego akurat chorągiewką? O co w tym chodzi? Że niby lubi sobie połopotać na wietrze? Paralotnia i te sprawy?

Co to niby te ludzie chorągiewki?

Tłumaczę więc jeszcze raz, choć tam już wytłumaczyłam. Istnieją ludzie, którzy swoje zdanie uzależniają praktycznie zawsze od zdania innych. I nie, nie chodzi tu o maksymalny konformizm, gdzie ktoś dla świętego spokoju najpierw przyznaje rację koleżance z jednego pokoju, a potem, gdy koleżanka z drugiego pokoju uraczy go swoją wersją, machnie ręką i stwierdzi, że „No Kaśka, w sumie to racja”.

Tu jest inaczej. Człowiek chorągiewka wierzy święcie w wersję silniejszego psychicznie. To jest ta koleżanka, która spędzała z Tobą całe przerwy, dopóki Gosia z Asią z ławki obok nie powiedziały jej, że masz wszy i śmierdzisz. Gosia z Asią miały większy „respekt na dzielni” niż Ty, więc koleżanka ploty o wszach puszczała od tej pory razem z nimi. I to nie była złośliwość. Ona naiwnie i święcie w to wierzyła.

Nie chodzi również o zmianę zdania pod wpływem wieku, rozmaitych czynników, które czasem się pojawiają. Wiadomo – nasze poglądy się zmieniają i jak już pisałam, gdybym dziś obudziła się z poglądami sprzed dziesięciu lat… O kurczę, ale byłabym głupia! Poważnie jednak, nie chodzi o to, by zdania nie zmieniać w ogóle. To wręcz normalne, że je zmieniasz, jeśli nie drepczesz w miejscu.

Ludzie chorągiewki przy partnerze

Jakoś dziwnie chorągiewki najczęściej łopoczą w stronę aktualnych partnerów. Szczególnie te rodzaju żeńskiego. I o ile oczywiste jest, że dobieramy się pod kątem jakichś przekonań i staramy się patrzeć coraz mocniej w jedną stronę, docierając siebie i nasze poglądy, tak chorągiewki są w tym wręcz śmieszne.

Najzabawniej wygląda to u osób, które nie potrafią długo zagrzać miejsca w jednym związku. Miałam taką znajomą, u której bycie chorągiewką było tak nachalne, że szybko była zostawiana przez kolejnych chłopów, znudzonych wiecznie potakującą babą. Wiadomo, że poza chłopem, ma się jeszcze jakichś znajomych. I ci znajomi wręcz z rozbawieniem reagowali na kolejną jej zmianę ubioru i postaw.

To jest śmieszne?

Szczerze mówiąc, to jest przede wszystkim irytujące. Nie wiesz bowiem czy ta osoba przytakuje Ci, bo rzeczywiście masz według niej rację… A właściwie zdajesz sobie sprawę, że za chwilę coś może sprawić, że jednak Twoja opinia będzie zupełnie bez znaczenia.

I chociaż może to wyglądać infantylnie, rodzi mnóstwo nieporozumień. A to dlatego, że bycie człowiekiem chorągiewką nie jest zależne od wieku. I tak, może się zdarzyć, że w pracy omawiając z człowiekiem chorągiewką ważną kwestię, w której potrzebujesz silnego sprzymierzeńca, jutro chorągiewka zostawi Cię, bo kolejna osoba wywrze na nią wpływ. I nie będzie to nawet chęć zysku z jej strony. A przynajmniej nie świadomie. Żadne zdanie nie będzie tak naprawdę jej zdaniem. Ot, tamta osoba była druga. Albo głośniejsza.

Bywa też śmiesznie. Znałam chorągiewkę subkulturową. Zdążyła namiętnie słuchać hip hopu, chodząc w szerokiej bluzie i adidasach, pół roku później szybko kupić glany, zmienić ubrania na czarne… Dwa miesiące później, a jakże! Ujrzałam ją w podróbach Louboutina.

Jak odbierani są ludzie chorągiewki?

To trudny temat, bo chorągiewki są nawet lubiane! W końcu, kto by nie chciał mieć przy sobie kogoś o zbliżonych do siebie poglądach? Kogoś, kto po jednej, góra dwóch rozmowach, da się pociąć za przekonania zbliżone do Twoich? Człowiek chorągiewka idealnie dopasuje się do grupy, w której przyjdzie mu się znaleźć.

W końcu jednak przyjdzie mu tę grupę zmienić. I wtedy hop, stanowiska i postawy się zmieniają. I to nawet o 180 stopni. Człowiek chorągiewka niby nadal jest bardzo lubiany przez „swoich”, poprzedni znajomi jednak patrzą na niego najczęściej z mieszaniną pogardy i politowania. Bo jak tu traktować kogoś takiego poważnie? Szybko przylega do niego etykieta „człowieka fałszywego”, co jest nawet krzywdzące, bo zmiana poglądów chorągiewki najczęściej nie wynika z wyrachowania.

Jest to tym śmieszniejsze, że ludzie chorągiewki nie bardzo potrafią do swoich ciągłych zmian nabrać dystansu. I tak jakiś czas temu była sobie gorąca i przedłużająca się w nieskończoność dyskusja na facebooku. Poważnie, trwała jakieś kilka miesięcy! Fakt, to nie żaden rekord, ale ta była dość zażarta. I chorągiewka zdążyła radykalnie opowiedzieć się po jednej ze stron, jadąc po drugiej. W międzyczasie zmieniła po raz n-ty chłopa i środowisko. Kiedy zaczęła obrażać drugą stronę, jakby nie kojarząc, że może warto byłoby wyjaśnić, że po drodze zmieniła zdanie (rozumiesz, taka zmiana była dla niej normą, codziennością, której nie warto już omawiać), dyskusja w sumie się skończyła. Ludzie rozbawieni poczuli się, jak aktorzy Teatrzyku Zielona Gęś, a umówmy się, bez odpowiedniej gaży aktorskiej nie lubimy się tak czuć.

Jak ja je odbieram?

Możesz być nieco zaskoczony, bo z tego tekstu tchnie nieco pogardą. Sama to przyznaję, trudno mi jest zaakceptować ludzi chorągiewki. Oczekuję od innych pewnej stałości – rzecz jasna, zmiana zdania jest normą, ale w pewnych granicach i nie co chwila. Więc tak, zdarza się, że człowiekiem chorągiewką po prostu gardziłam. Mój nonkonformizm nie przyjmował do wiadomości, że można być aż tak do bólu konformistą. To tak jakbym ja na siłę starała się mieć odrębne zdanie od rozmówcy – czyli fajnie że się różnimy, ale do jasnej anielki, bez przesady!

Gardziłam więc i ze smutkiem stwierdzam, że zdarza mi się nadal, choć mniej. Odkryłam bowiem coś, co w sumie jest oczywiste. Jeśli ktoś tak mocno i tak usilnie potrzebuje obok siebie bratniej duszy, z którą będzie mógł sobie przytaknąć, przybić pionę i jeśli tak się boi z kimś nie zgodzić – to nie wyobrażam sobie, jak bardzo brak mu poczucia bezpieczeństwa.

Kompleksy? To swoją drogą, ale kto ich nie ma? Tak, one również odgrywają pewną rolę, wydaje mi się jednak, szczególnie znając życiorysy tych osób (ludzie chorągiewki to najczęściej osoby bardzo otwarte, chętnie mówiące o sobie i swoich problemach), że właśnie bezpieczeństwa im brak. Wśród nich były tak zwane eurosieroty, czyli dzieciaki z pokolenia, które zmuszone było zostawać z babcią albo i same, bo rodzice pracowali za granicą, dzieciaki odrzucane przez jedno z rodziców – ogólnie, cała plejada.

Czy łatwiej mi jest z tą wiedzą?

Trochę łatwiej. Nadal ciężko byłoby mi pewnie bliżej zaznajomić się z taką osobą – zresztą przyjaźń z kimś, kogo nie jesteś pewny, mija się trochę z celem. Łatwiej jest jednak zaakceptować fakt, że tacy ludzie istnieją. I można, trzymając się na dystans, starać się jednak utrzymać ten dystans w sposób przyjazny. Łatwiej też, konkretyzując problem, przyznać że pogarda jest równie bezcelowa, co taka przyjaźń. Stop! Jest dużo bardziej bezcelowa. Dlatego łopotanie na wietrze, mimo że nie jest moją wadą, jest również moim problemem.

Znasz takich ludzi? A może sam masz problem z łopotaniem na wietrze?