Mieć piękne, długie, proste włosy… Ot, takie moje marzenie. Niespełnione, bo zwyczajnie nie mam czasu o te kudły zadbać. Nie mówiąc o tym, że zdrowe włosy to przede wszystkim zdrowe cielsko – i tu nie wchodźmy bardziej w temat.

Jeśli jednak pamiętasz, zadbane włosy to jedno z moich noworocznych postanowień. I nie, nie oznacza to, że w pół roku usiadłam, zaczęłam smarować czym się da i dziś mogę pochwalić się szopą z holyłudu. Szczególnie że w ciąży włosy nie wypadają, a więc czego bym nie robiła, teraz jest dobrze, a za chwilę będzie bardzo źle.

Co nie znaczy, że w takim razie nie zrobiłam nic w kierunku udoskonalenia nieco swojej grzywy. Niestety, nie mam czasu, by niczym włosomaniaczki, olejować, miodować i wylewać na nie pół lodówki (pamiętasz beznadziejną reklamę jednego z koncernów kosmetycznych?), miałam za to czas, by zapoznać się ze składem szamponów, które kupuję, a nawet zaopatrzyć się w bardziej naturalny, niż używałam dotychczas. Miałam czas na to, by obciążające odżywki wymienić na ocet jabłkowy i miałam czas na to, by kupić w końcu nową prostownicę.

Prostownica Babyliss Diamond Ceramic

Zaczęłam tradycyjnie, od „badania rynku”… Ech, no dobrze. Po prostu zaczęłam sobie czytać, co mają dzisiejsze prostownice takiego, czego nie miały te dziesięć lat temu. I wyczytałam – że regulacja temperatury, jonizator, mechanizm samowyłączający, funkcja odkurzania pokoju, zmywania naczyń, układania mokrych jeszcze kudłów, płytki z rozmaitych materiałów, odprowadzanie dziecka z przedszkola – dobrze jest popuścić wodze fantazji, prawda?

Tyyyle opcji temperatur do wyboru. Lubię to!

W każdym razie, moja dziesięcioletnia staruszka nadawała się jedynie do śmieci, a odstające we wszystkie strony kłaki potrzebowały prostownicy. Mój wybór padł więc na prostownicę Babyliss Diamond Ceramic. Znaną również jako: „prostownica Babyliss ST389E” albo „Babyliss i-Pro 235 XL Intense Protect”. Tak, przez ten „nadmiar nazw” trudno było mi znaleźć konkretny model i być pewną, że to na pewno ten. Czy z perspektywy czasu był to słuszny wybór?

Pierwsze co zrobiłam…

To zdjęłam te dziwne grzebyki. Ja wiem, jestem egzemplarzem niereformowalnym, nawet warkocza nie potrafię dobrze zapleść, tym bardziej z grzebykami sobie nie poradziłam. Następnie pozostało mi poradzić sobie z nieintuicyjnym dla mnie mechanizmem blokującym. Mąż jednak od razu, bez żadnej instrukcji, pokazał mi, jak to się robi – prawdopodobnie więc to moje nieobycie w świecie zawiasów i blokad. Ot, keine grenzen w moim wydaniu!

Hurra! Długi kabel z mechanizmem, który w dodatku kręci się wokół własnej osi. A więc nie ma niebezpieczeństwa, że się jakoś strasznie skróci, kiedy będziemy manewrować kudłami. Ogromny plus na wstępie, a jeszcze nawet nie włączyłam.

Tina lubi zabawę…

W opiniach słyszałam narzekania na brzydki wygląd – rzeczywiście, brakuje ptaszków, pszczółek i kwiatków. A poważnie, nie kupuję sobie elektroniki pod instagrama. Fajnie kiedy sprzęt ładnie wygląda, ale nie wygłupiajmy się, lepiej jednak żeby odpowiadał nam pod innym względem. No chyba że szukasz sprzętu pod kolor kafelek, ja broń Boże nie oceniam! Masz prawo. Kup sobie inną, ładniejszą.

Co ta prostownica ma takiego, czego ja nie mam?

No więc, prostownica Babyliss Diamond Ceramic dziecka z przedszkola nie przyprowadza. Za to posiada ceramiczne płytki, które mają za zadanie nie zniszczyć nam włosów, a przynajmniej nie od razu. Jest tu również świetna regulacja temperatur – mamy bowiem aż sześć do wyboru! Od 140 do 235. Szybko okazało się, że mi do szybkiego wyprostowania wystarczy spokojnie 180 stopni, choć pewnie posiadaczki grubych, gęstych kudłów będą potrzebować nieco więcej.

No i jonizacja. Dzisiaj chyba to podstawa, choć podczas szukania znajdowałam modele, które jej nie miały. Pamiętam jak dziesięć lat temu dziewczyna z akademika chwaliła się jonizującą prostownicą, po użyciu której włosy wyglądały, jakby je wodą z tłuszczem wyprostowała (hehe, nie lubiłam jej). Tu efekt jest już całkiem inny, bardziej sympatyczny. Pojedyncze kłaki nie latają w powietrzu tak, jak przedtem i nawet ja wyglądam na ogarniętą. Serio!

Z innych udogodnień? Podobno automatyczny wyłącznik, ale ja nie korzystałam, bo mając małe dziecko, wyłączam natychmiast po szybkim użyciu i odkładam w bezpieczne miejsce. Blokada płytek, której też nie używam – bo dla mnie mało wygodna. Ten wbudowany grzebień, z którym nie umiałam sobie poradzić, więc zdjęłam czym prędzej, ale może bardziej zaawansowanym fryzuromaniaczkom się przyda. I możliwość stosowania na lekko wilgotnych jeszcze włosach – coś, czego czasem potrzebuję.

Plusy

Nagrzewa się „ino myk”! Poważnie, zajmuje jej to chyba pół minuty. Szybkie wyprostowanie włosów też nie zajmuje dużo czasu. Oczywiście, jeśli wybieramy się gdzieś, gdzie musimy wyglądać bardziej efektownie, trzeba te kilka minut przysiąść. Inaczej prostowanie wciskam gdzieś między malowanie rzęs i szminkę.

O, takie płytki ładne. I to po pół roku!

Po pół roku używania nie widać też, żeby płytki się ścierały, jakość była inna albo żeby działo się coś, co sprawi że wkurzona będę reklamować prostownicę. Cena (ok. 150 zł) też nie jest wygórowana w stosunku do jakości. Szczególnie że bywają okresy, gdy używam jej codziennie i nie zauważam specjalnie żeby moje włosy wyglądały po niej źle. O ile dbam o nie w inny sposób.

Minusy

Prostownica Babyliss Diamond Ceramic to nie jest prostownica do krótkich włosów. Nieco się przeliczyłam, bo kupując ją, miałam nadzieję na krótką prostą grzywkę i niestety, tak szerokimi płytkami trudno było ją zrobić – do dziś pamiętam przypalone czoło. Dziś jednak grzywki znów się pozbywam, a i włosy urosły, więc jest dużo lepiej. Nie jest to minus w typowym tego słowa znaczeniu, bardziej wskazówka dla nie-długowłosych. No i trochę moja wina, bo o tych płytkach w sumie wiedziałam. Ot, miałam nadzieję, że będzie łatwiej.

Na guzikach, które używam najczęściej, szybko starła się farba. Ja i tak wiem, o co chodzi i że co trzeba nacisnąć dla uzyskania pożądanego efektu, jednak gdybym ją komuś pożyczyła, mógłby mieć problem.

Niestety, napisy na guzikach się ścierają. „Intense” nie używam.

Czy są to poważne minusy?

Powiem szczerze – gdy okazało się, że nie mogę wyprostować grzywki, chwilowo zwątpiłam w fakt korzystnego zakupu. Do czasu. Grzywa urosła, włosy również i prostownica zaczęła czynić cuda. A manewruje się nią naprawdę wygodnie, również dzięki temu okręcanemu kablowi.

Jestem osobą, która ceni sobie czas, w jakim z potwora przeistoczy się w uroczą ogrzycę Fionę, gotową do wyjścia. A tu nie muszę czekać pięciu minut na nagrzanie, włosy prostują się nawet po jednym pociągnięciu. No chyba że akurat ma się na deszcz, ale na to chyba nie ma mocnych prostownic.

Podsumowując więc – polecam. Szczególnie że patrząc na ceny dobrych prostownic, miałam przed oczami rozbicie mojej świnki skarbonki, do której odkładałam przez lata. A potem przypomniałam sobie, że nigdy nie miałam takiej świnki i jestem zdana na to, co fruwa po portfelu. Polecam również z perspektywy czasu, gdzie pół roku używałam jej wcale niemało, a ona wciąż działa.

Szkoda tylko, że efekt nie jest trwały. Marzy mi się tak na pół roku… Kto wie? Może kiedyś? 🙂