Irytuje Cię każdy hałas? Być może jesteś bucem… Ale jeśli to mizofonia?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Czy te bachory muszą tak się drzeć na placu zabaw? Zwariuję zaraz, ja się przecież muszę uczyć!” – wyrwał mnie znad książek głos współlokatorki w akademickim pokoju. Chwilę zastanawiałam się, o co chodzi, a potem usłyszałam dzieci.

I byłam w szoku. Zaczęła się bowiem sesja letnia, a więc mieliśmy upalny czerwiec w mieście. Co te dzieci miałyby robić, jak nie latać po placu zabaw? Oczywiście, jeśli zabawa się przedłuża, dobrze byłoby, gdyby tak nie krzyczały, ale te krzyki słyszałam może kilka razy. Wisienka na torcie? Obie studiowałyśmy nauki pedagogiczne i znaczenie ruchu oraz zabawy w życiu dziecka niejednokrotnie przewinęło się na egzaminacyjnych kartach.

Nie mam zamiaru krytykować koleżanki, bo sesja to zjawisko niebywale stresujące i czasem w nerwach, gdy wiedza nie chce wejść do głowy, człowiek zwyczajnie jest zły na wszystko i wszystkich. Nikt tu zresztą nie poleciał do administracji ze skargą. Koleżanka jedynie zwierzyła się z trudności w skupieniu uwagi. Dało mi to jednak do myślenia, że drugi człowiek przeszkadza nam zbyt często i że czasem nie w nim jest problem.

Nie toleruję otoczenia

Pamiętasz tekst o Grażynie, która w pogoni za ciszą i spokojem wyjechała na wieś, a potem próbowała walczyć z hałasującym na polu rolnikiem? Zawsze bawili mnie tacy ludzie. Wiesz, bo najlepiej zamknąć wszystko i wszystkich wokół, a potem mieć spokój.

Jeśli mieszkasz w bloku, być może wiesz, o czym mówię. Sama mam szczęście mieć tolerancyjnych sąsiadów i to się opłaca w każdą stronę. To nie jest tak, że nie męczą mnie dwa tygodnie wiercenia dzień w dzień. Tylko że remont po cichu się nie zrobi, a najczęściej mamy na niego dwa tygodnie urlopu, więc robimy go intensywnie. Z drugiej strony, innych męczą pewnie moje wrzaskuny i domyślam się, że niejednokrotnie ktoś dwa piętra niżej głęboko odetchnął, powstrzymując rzucaną „panią lekkich obyczajów„, gdy dwulatek cały dzień… był dwulatkiem.

Może jednak masz gorzej i trafił Ci się w sąsiad, o którym tu mowa? Chwila wiercenia i słyszysz walenie do drzwi oraz krzyki, że może już dosyć? Dzieci? Niejednokrotnie słyszałam opowieści o tym, jak sąsiad wzywał policję, bo dziecko przebiegło z pokoju do pokoju. A może sam jesteś takim egzemplarzem i co pewien czas chodzisz na pobliski plac zabaw „poinformować” dzieci, żeby bawiły się ciszej?

Mam dla Ciebie złą wiadomość

Jak już pisałam, świat się do Ciebie nie dostosuje, bowiem składa się on z jednego wielkiego hałasu. I ten hałas to czasem śpiew słowika, innym razem wrona kracząca nieustannie od czwartej nad ranem. Czasem to głośniejsza impreza studencka w tym samym bloku i „Szklanka Wody” Bajmu o pierwszej w nocy.

I oczywiście, są hałasy, na które reakcja nikogo nie dziwi, a czasem nawet jest potrzebna. Impreza studencka odbywa się po raz kolejny w tym tygodniu i jest naprawdę głośna? Idź, porozmawiaj kulturalnie, a jeśli to nie odniesie skutku, zadzwoń po odpowiednie służby. A może hałas brzmi jak przemoc domowa? Tu reakcja jest wręcz konieczna!

W innym przypadku? Oczywiście, być może studenci powinni być ciszej – jeśli jednak impreza nie zdarza się co chwila, nic się nie stanie, jeśli dziś zagryziesz zęby. Być może sąsiad nie powinien wiercić po 20:00. Co jednak jeśli musi koniecznie dziś dokończyć? Pójdziesz i będziesz machać mu regulaminem pod nosem?

A może to mizofonia?

Przyznam, że jeszcze niedawno powiedziałabym, że to z pewnością Twoja wina, że każdy hałas Ci przeszkadza. Nie do końca jednak tak jest. W międzyczasie bowiem z pewnych powodów bliski stał mi się temat mizofonii.

Czym jest mizofonia? Masz może tak, że nie możesz znieść odgłosów jedzenia, nawet jeśli ludzie jedzą grzecznie i nie mlaskają? I tak, mizofonia częściej dotyczy chrząkania, mlaskania, strzelania palcami oraz innych odgłosów wydawanych przez ludzi. Zdarza się jednak, że irytację powodują odgłosy za oknem i mowa tu nawet o odgłosach przyrody. Rzucenie wszystkiego i wyjazd w Bieszczady nie będzie tu więc dobrym pomysłem.

Oczywiście, możesz zastanawiać się czy ta wrona o czwartej nad ranem irytowała Cię, bo chciałeś spać, czy to mizofonia. Tu jednak nie chodzi o irytację z powodu niewyspania. W skrajnych przypadkach osoba dotknięta przypadłością odczuwa agresję w stosunku do osoby obok, która odważyła się „dziamgnąć” przy posiłku. Smarkające dziecko to już prawdziwa udręka. I tak, smarkanie nie jest przyjemnym dźwiękiem, nie każdy jednak reaguje na nie automatycznie ucieczką z pokoju, krzykiem, piskiem czy złością albo wręcz napadem paniki.

Jeśli więc naprawdę irytują Cię podobne dźwięki i utrudniają życie, może warto po prostu odwiedzić psychiatrę, albo nawet rozpocząć terapię? Szczególnie że mizofonia niestety nie jest łatwa w leczeniu.

To jednak nie mizofonia?

Na nic nie cierpisz i po prostu irytują Cię te dzieciaki za oknem i masz ich serdecznie dość, bo wrzeszczą od rana do wieczora?

Przykro mi, nie pomogę. I obawiam się, że nawet jeśli w wyniku Twoich nacisków dzieciaki znikną, w wyniku wizyt policji student z klatki obok przestanie imprezować, a sąsiad wkurzony Twoimi wizytami odłoży remont na święty nigdy…

Prawdopodobnie i tak zaraz coś zakłóci Twój spokój. Choćby ta wrona o czwartej nad ranem. Polecam więc nauczyć się żyć z hałasem. Tak jak tylko potrafisz.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować