Wsi spokojna, wsi wesoła! – z zachwytem wrzasnęła Grażynka. Oto ostatnie zwózki mebli dobiegły końca. Miała dość mieszkania w ruchliwej dzielnicy Gdańska, gdy więc nadarzyła się okazja, czym prędzej kupiła działkę w Wygnajewie Małym. Potem z rodziną działali błyskawicznie – sprzedali mieszkanie za niemałą sumę i postawili dom.

Tradycyjnie, pochłonął on większą sumę pieniędzy, niż Grażynka z rodziną przewidywała. Nic to jednak, gdy w perspektywie było mieszkanie w miejscu, gdzie rano budzą nie samochody, a ćwierkające ptaszki. Gdzie zamiast latarni, w nocy świeci księżyc i gwiazdy. Gdzie zamiast „betonowego parku”, kilkadziesiąt metrów dalej zaczyna się las. Gdzie z pewnością zamiast sztucznego żarcia z sieciówki, można było kupić świeży chleb, jaja od rolników mieszkających kawałek dalej. Żyć, nie umierać! Po co komu cywilizacja?

Po wieczornym winie z mężem na nieukończonym jeszcze tarasie Grażynka poszła spać. Wcześnie rano obudził ją warkot. Traktory? Czy inne maszyny? I dlaczego hałasują o piątej nad ranem?! Powariowali? Otworzyła okno, żeby w upalnym lecie wpuścić nieco świeżego powietrza… I natychmiast zamknęła. Tu cuchnie, jakbym się w środku chlewu znalazła! – krzyknęła, budząc męża i dzieci.

Tego nie można tak zostawić!

Więc Grażynka wzywała policję. Pisma pisała, żeby te brudasy w końcu ogarnęły smród i hałasowały, jak Bóg przykazał, od 8:00 do 16:00. Bo w takich porach się pracuje! A że pracowała w lokalnym wydaniu jednej z większych gazet, nie zawahała się tam opisać problemu. Rozbawieni czytelnicy nie zostawili na artykule suchej nitki.

Grażyna nie była jedyna. Jej brat Janusz w końcu kupił mieszkanie. Cena okazyjna, że aż żal było nie brać! W pobliżu co prawda pustki, no ale spożywczy niedawno postawiono, miasto kilometr dalej, a niedaleko był tor wyścigowy.

Janusz nawet się cieszył, bo w młodości jeździł czasem, paląc opony. Dopóki nie okazało się, że na tym torze wyścigowym to jest trochę głośno i wszystko słychać w mieszkaniu Janusza. Co z tego, że tor był pierwszy, a Janusz długo potem? Tak być nie może! Janusz przeszedł się po nowo powstającym osiedlu z petycją. Nieco zmarkotniał, bo większość mieszkańców pukała się w głowę, ale znalazło się z dziesięciu, którzy podpisali, a nawet wysyłali z Januszem maile do różnych programów, a na koniec stanęli przed kamerą, gdzie przekonywali pana z mikrofonem, że źle się dzieje. Pan z mikrofonem w myślach przeklinał dzień, gdy mama wysłała go na staż w telewizji, kiedy rozpoczynał obiecującą karierę bibliotekarza.

I ja miałam okazję obserwować coś podobnego

Pierwszy rok studiów (ten ostatni dobry rocznik – KLIK!). Na starówce otwarto nowy klub. Jako że muzyka miała być nieco lepsza, niż „łupłupłup”, poszliśmy – mimo niestudenckich cen piwa. Nie zawiedliśmy się, miejsce strasznie klimatyczne, nieraz potem tam przesiadywałam, kiedy miałam zawrotną sumę 5 złotych na piwo (się nie śmiej! W klubie studenckim za tę cenę miałam dwa piwa!).

Wtedy jednak, podczas pierwszej wizyty, ok. 22:00 muzyka przestała grać. Ludzie popatrzyli na siebie nieco zdziwieni, bo jednak klub muzyczny bez muzyki to słaby eksperyment. Potem wyjaśniono nam, że w samym środku starówki mieszkańcy po prostu nie życzyli sobie muzyki i dzwonili na policję. Powiedzieć, że byliśmy w szoku, to powiedzieć ciut za mało. Na szczęście klub jakoś sobie poradził i istnieje do dziś. Chyba musieli po prostu wygłuszyć nieco wnętrze. Żeby osoby mieszkające na starówce miały cichutko.

Gdzie nie mieszkać, żeby nie mieć pretensji do otoczenia?

Ja rozumiem, że nie każdy może sobie wybrać, gdzie mieszkać, a gdzie nie mieszkać. Sama, jeśli dorobię się kiedyś mieszkania, pewnie będę wybierać w tańszych okolicach, być może obciążonych hałasem czy innymi niedogodnościami. Szczególnie że mieszkania u nas są drogie. Naturalnie, że są osoby, które kupią mieszkanie niedaleko oczyszczalni ścieków, wysypiska, składu węgla, ruchliwej autostrady – bo tam najtaniej.

Świat się jednak do Ciebie nie dostosuje. Bez względu na to czy wybrałeś sam, czy życie wybrało za Ciebie. Wieś z kurkami, świnkami i traktorem nie przesunie się dalej, bo Tobie się wydawało, że na wsi jest cicho i pachnie mokrymi gałązkami, a tu smród krowiego łajna i warkot od wczesnych godzin porannych. Ludzie nie przestaną jeździć samochodami, bo zamieszkałeś właśnie przy ruchliwej ulicy, a jeśli tramwaj przewraca Ci kredens, to do jasnej cholery, nie trzymaj go, tylko przymocuj do ściany albo przesuń gdzieś dalej!

Skąd pomysł na tekst?

Z rozbawieniem, ale i ciężkim zażenowaniem przeczytałam, że coraz częściej nakładane są na rolników kary za hałasowanie „miastowym”, którzy przeprowadzili się na wieś. I można się śmiać, że miastowy odkrywa, iż chleb nie powstaje z rosnącego w doniczkach ciasta, wieprzowiny i wołowiny nie wykopuje się w kopalni, jajek natomiast nie produkuje się jeszcze w laboratoriach in vitro. Tylko że problem pozostaje.

A wtedy zdałam sobie sprawę, że podobnych przypadków, gdy ludzie nie mogli znieść otoczenia po przeprowadzce, jest wokół mnie więcej. I ja to czasem nawet rozumiem. Tylko że to nie problem otoczenia. Jak smutnie to nie brzmi, mamy do wyboru albo się przyzwyczaić, albo kombinować z kolejną zmianą miejsca zamieszkania.

Jakieś wskazówki, jak wybrać miejsce zamieszkania?

Mogłabym teraz pobawić się w doradcę i powiedzieć Ci, że: zanim kupisz mieszkanie, sprawdź gdzie nie mieszkać, pomyśl co przeszkadza Ci najbardziej, czego nie możesz znieść, zobacz jakie obiekty istnieją w okolicy i czy są plany, by utworzyć nowe, inwazyjne. I pewnie nawet znajdzie się ktoś, kto stwierdzi że nie wpadłby na to i pogratulował.

Zamiast tego przypomnę jednak, że nie jesteśmy tu sami. I że nie warto być człowiekiem, któremu przeszkadza wszystko (rzekła ta, której przeszkadza naprawdę wiele), bo nawet jeśli po długiej walce i byciu „upierdliwą grażyną”, którą każdy ma ochotę wywieźć ze wsi na taczce, osiągniemy upragniony cel i zamkniemy klub, tor wyścigowy albo doprowadzimy rolnika do bankructwa, z pewnością znajdzie się coś innego, co bardzo nam przeszkadza. Na miejscu hałasującego obiektu powstanie inny – być może jeszcze gorszy, nie dający się wywalić.

Natura nie lubi próżni. Więc może po prostu lepiej spróbować się dostosować?