Przeczytałam ostatnio, po raz setny dwudziesty trzeci, biadolenia o tym, że dzieci nie chodzą na w-f. Pojawiło się tradycyjne pytanie: dlaczego? Przecież to takie ważne!

Paaanie! Kiedyś to dzieci na wychowaniu fizycznym potrafiły przez kozła skakać, a teraz to nawet nie przejdą. Nieroby, tylko by siedziały przed telefonem“. Istotnie, o ile na olimpiadach bite są co chwila nowe rekordy, w szkole idzie nam coraz gorzej.

Nie da się ukryć, że ruszamy się mniej. Po prostu jesteśmy społeczeństwem bardziej miejskim, przyzwyczajonym do jazdy samochodem, mniej biegającym po podwórku. Czasy się zmieniają. Na lepsze. Na gorsze. Na inne. Stale.

Bo jestem zmęczona

Skoro ruszamy się mniej, brakuje nam kondycji. A brak kondycji jest jednym z powodów, dlaczego dzieci nie chodzą na w-f. Przykre, bo to samonapędzający się mechanizm, którego działanie da się przerwać. Te pięć godzin w czwartej klasie naprawdę starczy, by coś wypracować.

O ile rzecz jasna chce się nauczycielowi i uczniowi. Załóżmy na chwilę dobrą wolę i profesjonalizm nauczyciela… Który styka się ze ścianą. “Mnie się nie chce!” Smutne? Smutne.

Oczywiście, warto sprawdzić, bo pod “nie chce mi się” mogą kryć się powody, o których za chwilę napiszę. Może kryć się leniwy rodzic, siedzący tryb życia całej rodziny, problemy ze zdrowiem. Wszystko może. Nie z wszystkim da się tak łatwo walczyć.

Bo nie potrafię

Nie każdy urodził się Małyszem, Korzeniowskim… Ok, tak naprawdę to Małysz też nie urodził się tym Małyszem, którym jest dziś i swój sukces okupił zapewne potem, łzami i Bóg wie czym jeszcze. Smutna prawda jest jednak taka, że nie każdy wyćwiczy swój mały lub większy sukces.

Są dzieci z problemami z integracją sensoryczną lub z równowagą, wadami postawy – wieloma innymi. Uczniowie zawierający się w definicji “dzieci, z którymi nigdy nie chcieliście być w drużynie koszykówki“. Wiecznie na końcu, wszyscy ostentacyjnie wzdychali, gdy dołączały. Czujecie, nie? Może sami tacy byliście?

Nie chodzi nawet o oceny, bo te będą inne. Trudno. Chodzi o to, by zaakceptować, jako nauczyciel, fakt pewnej słabości. Docenić wysiłek. Nauczyć tego grupę. Pomóc dziecku się odnaleźć.

Może dzieciak nigdy nie pójdzie nigdy na szkolne zawody – za to polubi się z ruchem na tyle, że jako dorosły człowiek poranek zaczynać będzie od biegania albo pójdzie od czasu do czasu na aerobic. Bo przecież o to między innymi chodzi.

Kompleksy

Czwarta klasa podstawówki. Dojrzewanie rusza na całego, niczym machina wprawiona w ruch w fabryce o 8:00 rano. Pryszcze, kudły pod pachami, na nogach, kończyny stają się przydługie, przykrótkie, u dziewczyn piersi płatają figla i albo ich nie ma, albo nie mieszczą się w żaden stanik.

Masz ochotę schować swoje ciało pod jesiennym kocem. Udawać, że to przecież modne i tak pojawiać się na zajęciach. Nic z tego, bo nadchodzi lekcja wychowania fizycznego. Trzeba wcisnąć się w najciemniejszy kąt szatni (zauważyliście, że kąty szatni zapełniają się pierwsze?), tam jak najszybciej się da, przebrać koszulkę, szorty…

Po drodze jeszcze wytrzymać kpiny “tych” koleżanek. “Tych” kolegów. Bielizna to chyba po młodszej siostrze? Ej, kupić ci maszynkę? Uuu stary!

Potem już tylko ćwiczyć. Z uczuciem, że wszyscy patrzą Ci na nogi, że nie wyglądasz dobrze. Że czujesz się jakby nago. Przypominając sobie słowa wujka “Franek, weź coś z tym bębzonem zrób!“, “Gosia, ale cycki w tym wieku już mogłabyś mieć, hehe!

Rozwiązanie?

Rodzicu, nigdy nie pozwalaj na krytykę ciała Twojego dziecka! Chyba że jest to kulturalna i uzasadniona krytyka lekarza lub fizjoterapeuty.

Drogi nauczycielu, mów o tym, że nasze ciała są różne. Że kwadratowe poślady są spoko, inne nierówności też. Mów o akceptacji siebie, o ciałopozytywności. Podkreślaj, że każdy jest piękny w swój indywidualny sposób, że kanony się zmieniają. A przede wszystkim reaguj, gdy usłyszysz wyśmiewanie.

Źle prowadzone zajęcia

Ja wiem, że nauczyciel musi trzymać się podstawy programowej i nie wszystkie zaliczenia uczniom się spodobają. Test Coopera mało kogo zachwyca, a być musi. Sama jednak miałam nauczycielkę, która właściwie poza graniem w siatkówkę, niewiele z nami robiła. Odrywała się od niej, gdy trzeba było zaliczyć skoki w dal czy inne konieczne dyscypliny. Muszę mówić, że niespecjalnie je przedtem ćwiczyliśmy?

Da się urozmaicić zajęcia wychowania fizycznego! Naprawdę, da się zorganizować czasem aerobik, lekcje z elementami zumby czy coś podobnego. Można zapytać uczniów, jakie są ich preferencje…

Można też rzucić im piłkę i kazać grać. W piłkę nożną. Albo siatkową – jak kazali mi i mojej klasie. Niech się nudzą. I niech robią w kółko to samo. Niech w końcu się wkurzą i załatwią sobie zwolnienie, bo ile można się nudzić?

Fatalny nauczyciel

Co oznacza “fatalny” w tym przypadku?

Przede wszystkim, zawstydzający. Wychowanie fizyczne w szczególny sposób dotyka naszej cielesności. Wiąże się z przekraczaniem barier fizycznych, sportowym ubraniem, w którym szczególnie zimą możemy poczuć się mniej komfortowo.

Tymczasem odnoszę wrażenie, że pewna część nauczycieli wręcz czuje jakąś chorą władzę, mogąc tej cielesności dotknąć i zbrukać. Tak, zbrukać. Bo chyba nikt nie uważa, że wyśmiewanie nadwagi 12-latki podczas zajęć jest tym, co powinno ujść na sucho? Mam tylko nadzieję, że dziś zdarza się to rzadziej.

Podobnie jest z umiejętnościami. Rzadko słyszę, że ktoś jest wyśmiewany, bo z matematyki z wielkim trudem wyciąga się na 3 albo 4 – mimo ślęczenia w książkach i korepetycji. Raczej nauczyciel i reszta akceptuje, że jako ludzie, posiadamy ograniczenia.

Tymczasem krytyka i wyśmiewanie umiejętności na wychowaniu fizycznym ma się znakomicie. A przecież różnimy się budową ciała i koordynacją ruchową. Nie wszyscy będziemy rzucać piłką lekarską na piątkę, skakać w dal na piątkę czy biegać na piątkę. Fajnie byłoby, abyśmy wszyscy chcieli to robić.

A chcemy!

Oczywiście, zawsze znajdą się “olewusy”, osoby z gorszą kondycją… A jednak ruch jest naturalną potrzebą dziecka! Większość dzieciaków naprawdę chce się ruszać. Pytanie, dlaczego nie na w-fie?

Nie tylko dzieci zresztą. Zapytałam Was o wrażenia z waszych zajęć. Wiele można streścić w jednej z wypowiedzi: “Nie znosiłam wf-u. Byłam kiepska i migałam się jak się tylko da. A jako dorosła szukam aktywności: grywałam w squasha, biegałam, podnoszę ciężary. Nie jestem leniwa.”

I cieszy mnie, że po latach odkrywamy, że ruch jest super. Szkoda, że nie zawsze dano nam to odkryć wcześniej.

Moje doświadczenia

Sama sięgam dziś pamięcią do moich zajęć wychowania fizycznego. I choć wydolność płuc z nieznanego mi powodu zawsze była moją piętą Achillesa, plus nie ukrywam, że koordynacja również leżała i kwiczała, ćwiczyłam.

Nie przepadałam za zimnem szatni. Za zapachem potu i zakurzonego sprzętu. Nie byłam specjalnie chętnie wybierana do drużyny. A jednak cieszyła mnie myśl o unihokeju na szkolnym korytarzu. Lubiłam też odgłos kozłowanej piłki i samą koszykówkę również. No i siłownię! Mało kto jej nie lubił.

Sukcesy? W szóstej klasie po zajęciach grałam sobie w Szkolnym Klubie Sportowym. Bez umiejętności, dla relaksu. Nauczycielka cieszyła się, że przyszłam i chcę grać. Tworzyła przyjemną, nieoceniającą atmosferę. W innej szkole mieliśmy w ramach w-fu dwie godziny wybranej przez siebie dyscypliny. Wybrałam basen. Do tej pory go uwielbiam.

A potem…

Poszłam do liceum. I tam zetknęłam się z wieloma zachowaniami, o których piszę: z zawstydzaniem z powodu cielesności i braku umiejętności. Z graniem wciąż w jedną jedyną piłkę siatkową, jakby nic innego nie było. Z fatalnym nauczycielem.

Całe szczęście byłam już wtedy starsza. Dzięki temu doświadczeniu wiem jednak, dlaczego dzieci nie chodzą na w-f. U nas też z roku na rok coraz więcej nas siedziało na ławce. I nie miało to specjalnie związku z “kontuzjami”.

Dzieciakom życzę takich nauczycieli, jakich miałam w szkole podstawowej i w gimnazjum. Bo było naprawdę dobrze, a mówię to z perspektywy osoby, która w sport nie potrafi.

I jak najmniej takich, na jakich trafiłam w liceum. Dla Waszego dobra.

Podziel się tym wpisem!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

O mnie

Karolina Jurkowska

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Archiwum

 

Instagram

Zapraszam do dyskusji