„Szczepić czy nie szczepić” to chyba jedna z najczęściej stawianych przez rodziców pytań. Zastanawiam się czy sposób karmienia, ubierania, miejsce spania albo noszenie ma w ogóle szansę w jakiś sposób to przebić. Masz ochotę na rozróbę w internecie? Rzuć temat szczepionek i patrz, jak świat płonie.

Pamiętaj – nie ma nic pośrodku. Dozwolone są wszelkie chwyty, możliwe wyzwiska, ośmieszanie jednego i drugiego. Żeby ludzi zadowolić, musiałyby chyba powstać dwie enklawy: ludzi szczepionych i nieszczepionych, które wzajemnie nie miałaby ze sobą kontaktu i nie zarażały się nawzajem. Bo wiecie, każda grupa twierdzi, że to ta druga zaraża. Kojarzycie kopułę z Truman Show? Wyobraźcie więc sobie takie dwie i macie usatysfakcjonowanych rodziców: antywacków i zwyczajnych wacków.

Antyszczepionkowcy

Twoje dziecko mając trzy lata, nagle dostało kataru, a temperatura niebezpiecznie zaczęła oscylować wokół 38 stopni? Pochwal się tym na forum antyszczepionkowym. No jasne, że to NOP! Nic innego i proszę nie wierzyć konowałowi, który zasugeruje że to właśnie rozwija się przeziębienie i powinnaś się cieszyć, że z odpornością Twojego dziecka jest o tyle dobrze, że to jedno z pierwszych. Nie jesteś chyba naiwna?

Oczywiste jest, że szczepionki są wymysłem big pharmy – i tu zaczynają się teorie, których nie jestem w stanie przytoczyć. Bowiem logika, mająca udowodnić że szczepionki służą zagładzie ludzkości jest tak pokrętna, że wolę już wersję z zarabianiem na ciemnym ludzie. Jeśli antyszczepionkowcy wchodzą na tematy big farmy, możesz być pewnym, że zaraz każą Ci zamienić apteczkę na czystek, zioła i kamień czyszczący energię (KLIK! Medycyna czy czystek?), żeby tylko te podłe konowały na Tobie nie zarobiły. Nie próbuj sprawdzać cenników homeopatów i innych cudaków medycyny natuaralnej – Twój dentysta nagle wyda się tak uroczo taniuśki.

Na potwierdzenie antywacki zarzucą Cię linkami z kefirekxx345.wordpress i podobnie brzmiących stron. Chcesz zaszczepić? Mimo tego, co powiedzieli Ci antyszczepionkowcy? Brawo. Brawo za skrzywdzenie dziecka, za wstrzykiwanie mu niebezpiecznej chemii, za zagwarantowanie mu autyzmu, za narażanie go na trwałe okaleczenie. Siebie traktuj czym chcesz, jakżeś głupi, ale żeby tak własne dziecko szczepić?!

Szczepionkowcy

Najchętniej izolowaliby antywacków grubym murem, zabierali im przywileje obywatelskie i zamykali w koszach na śmieci. Jakiekolwiek argumenty przeciw szczepieniu zbywają śmiechem, sugestią, że z nauką i pubmedem to pewnie nigdy nie miałeś do czynienia (kit, że właśnie kończysz prawo/medycynę czy inne), a w ogóle to jesteś lewakiem/prawakiem/socjalistą/kapitalistą, w zależności od upodobań politycznych wacka.

Taka izolacja występuje również online. Jakiś czas temu kilku znanych blogerów napisało tekst sponsorowany przez portal promujący szczepienia. Jakiekolwiek komentarze, w których ktoś się delikatnie nie zgadzał, zostały usunięte. Tak było również kilka dni temu, gdy jedna z blogerek oburzała się na antywacków, zaznaczając, że nie ma u niej miejsca na ich wypowiedzi. I żeby nie było, sama twierdzę, że przestrzeń blogową urządzamy my i mamy prawo nie życzyć sobie pewnych komentarzy. Sama dziś zapewne usunęłabym te, w którym ktoś forsuje niebezpieczne ideologie, z którymi się nie zgadzam. Blogerzy mieli do tego prawo, tylko jakoś tak… dziwnie, że tak niby-spójnie. Niesmak dla mnie pozostał.

Nie wytłumaczysz im, że w rodzinie był NOP. Taak, nop – srop. Nie ma nopów, ewentualnie czasem są, ale tak rzadko, że przejmowanie się nim to przejaw ciemnoty i zacofania. Nie szczepiłaś dziecko, bo chorowało? Debilka. Oni szczepili dziecko z zapaleniem płuc i żyje. Twoje dziecko miało NOP? Tjaa… I jesteś pewna, że to NOP? Bo wiesz, że wysypka i wysoka gorączka pięć dni po szczepieniu to najczęściej przypadek? Firmy farmaceutyczne zbijają majątek na szczepieniach? Niech zbijają, skoro ratują świat! No i nie posyłaj dziecka do tej szkoły, co nasze. Co się będzie z chodzącą zarazą bawiło?

Przepraszam, mam swoje zdanie

I tak się żrą jedni z drugim, a temat „szczepić czy nie szczepić” powoduje rzucanie się na siebie z pazurami. Ja zaś straciłam już przyjemność czytania jednych oraz drugich. Nawet do popcornu wolę matki karmiące i głodzące butelką. Dziecko szczepię i uważam, że głupio zrobiłabym, narażając je na WZW typu B, gruźlicę czy krztusiec, jeśli mogę ją zaszczepić i poza wysoką gorączką przy dwóch dawkach HiBu na szczęście nic się nie działo. No chyba że jej nadaktywne zachowanie to NOP, ale obawiam się, że była taka od początku i to po prostu charakter. Kalendarz szczepień przyjmuję z pokorą i z obsuwami, ale w miarę regularnie, zgłaszamy się na szczepienia. A właściwie zgłaszaliśmy, bo chwilowo mamy spokój. Nieobowiązkowymi nie szczepię, skojarzonymi również nie, co kolejna grupa również uważa za krzywdzenie dziecka. Obowiązkowe jednak uważam za obowiązkowe.

Bawi mnie z drugiej strony tekst o rzadkości NOP-u. Jako oligofrenopedagog, jeszcze w to wierzyłam, przecież na tylu podopiecznych tak mało było niepełnosprawnych z powodu szczepionek. Tyle że nie chodzi przecież o ciężką niepełnosprawność! Być może wierzyłabym w to dalej, gdyby nie to, że mam kontakt z wieloma dziećmi w wieku mojej córki. A jeśli coś dobrego mogło wyjść od antyszczepionkowców to podejrzliwość w stosunku do lekarzy i wnikliwość oraz niezbywanie, gdy coś się dzieje. A działo się i to kilka razy. Reakcje lekarzy były różne – jedni podeszli do sprawy poważnie, odnotowali odczyn, inni rodzice musieli narobić rabanu w przychodni, zanim obrażony personel zrobił, co do niego należało. Jeszcze innym rodzicom NOP-u, mimo wskazań, nie odnotowano, zwłaszcza że nie mieli siły przebicia, żeby się wykłócić.

Gdzie tu pojedynczy człowiek?

Nie uważam też, żeby „big pharma” była największym złem tego świata. Owszem, jest to biznes, dzięki temu biznesowi jednak nasze życie jest dużo bardziej komfortowe, niż życie naszych przodków. Wiem jednak również, że ich marketing to nie chodzenie po aptekach i ciche: puk puk, ja nieśmiało zapytam, bo taki fajny syropek na kaszel mam, może chcecie? Nie wnikając w teorie spiskowe, swoje za uszami mają. Również w kwestii szczepionek. Wiara bezgraniczna wacków jest tu więc tak samo idiotyczna, jak leczenie raka witaminą C przez antywacków, żeby tylko nie korzystać z usług „big pharmy”.

Jest jeszcze jedna sprawa. Co jeśli jednak coś się stanie? Dzieje się rzadko, ale przecież się zdarza. Nie przekonuje mnie tłumaczenie, że przecież i w trakcie zwykłego leczenia może „coś” się stać, a objawy niepożądane mogą wystąpić nawet po syropie na kaszel. Nie przekonuje, bo jeśli jednak zdarzy się tragedia, rodzic zostaje z tym sam – z niepełnosprawnością, z rehabilitacją, z gorzkim poczuciem winy, że nie uratował, bez pomocy psychologa, bez żadnej innej pomocy.

I tak jak nie mam zamiaru wznosić haseł typu: jest ryzyko, musi być wybór, tak uważam, że dzieci z NOP-em powinny natychmiast być objęte specjalistyczną opieką. Tak, również finansową, ponad świadczenia obowiązkowe. Zarówno państwo, jak i firmy farmaceutyczne, powinny poczuwać się do odpowiedzialności. Jeśli NOP-ów jest niewiele, przecież chyba nie ma problemu? I uważam, że to skandal, że przy obowiązkowych szczepieniach nie ma obowiązkowej pomocy tym, którzy z powodu szczepień tej pomocy potrzebują. Szkoda, że jakoś tej potrzeby blogerzy przy okazji seansu plucia na antywacków nie widzieli.

I uważam tak, mimo że szczepię. Mimo że uważam, iż szczepienie zdrowego (!) dziecka powinno być obowiązkiem, a wiara że wyleczymy gruźlicę biologią totalną jest groźniejsza niż NOP.

To jak? Jestem wackiem czy antywackiem?


Zapraszam również na fanpage, instagram i bloglovin 🙂

Komentarze

komentarze