Nie wiem czy zauważyliście, że facebook nagle jakby przychylniej spojrzał na grupy. Pamiętam jeszcze, kiedy były one głównie zbieraniną znajomych albo ludzi mających świra na konkretny temat. Był wtedy czas na fanpejdże. Grupy pełniły funkcję słupów ogłoszeniowych.

A teraz? Cukiergóra przycina zasięgi, aż chce się płakać. Ma to swoje „minusy dodatnie”! Na przykład jeśli napiszę gorszy post i przeczyta go tylko mama, mogę sobie łatwo wmówić, że do nikogo nie dotarłam, bo facebook uciął zasięg. W każdym razie, przez dni kilka na facebooku wyświetlały mi się praktycznie treści z samych grup. Jako że osobiście kilka takich grup prowadzę, widzę że nagle administracja facebooka zaczęła je rozwijać. Co skutkuje jeszcze większym napływem ludzi do tych grup.

Grupa jednak to nie fanpage i nie prywatny profil. Są zachowania, które nie są tam akceptowalne, o czym wciąż wielu użytkowników nie wie. Czego więc nie robić, by pewnego dnia nie obudzić się poza grupą, do której tak bardzo chciałeś należeć? Jakie grzechy najczęściej popełniają ludzie? Czego nie robić w grupie na facebooku?

Kropkowanie postów

„Moje drogie, czy ktoś ma skan trzeciego wydania Sierotki Marysi” – pyta się Barbara z Bytowa. I czeka. Pięć minut później pod jej pytaniem pojawia się kropka od Zenona z Zabrza. Barbara się dziwi, ale uznaje, że może komuś zjadło wypowiedź. W końcu na facebooku dzieje się różnie. Dziesięć minut później pojawia się kolejna kropka. A następnie pojawia się wkuty admin.

O co chodzi? Ludzie wciąż stosują „taktyczną kropkę obserwowania tematu”, jeśli chcą śledzić temat. Co w tym złego? To, że w prawym górnym rogu po kliknięciu uruchamia się opcja „włącz powiadomienia” i zamiast stosować nieestetyczną górę kropek, wystarczy te powiadomienia uruchomić i czekać, aż ktoś napisze „Barbaro, ja mam. Chętnie udostępnię”.

Nie, zakazu kropkowania nie trzeba wpisywać do regulaminu grupy. Tego po prostu się nie robi. Po pierwsze, niepotrzebnie podrzuca to temat do góry, po drugie, jak już pisałam, wygląda nieładnie i powoduje bałagan.

Up-owanie

Zamiast kropkowania, lepiej włączyć powiadomienia

„No hej! Ma ktoś odsprzedać borówkę Basię?” – pyta Wojciech z Wałbrzycha, zatroskany o los kolekcji swojej najmłodszej córki. I czeka. Po godzinie okazuje się, że nikt nie odpisał, a w międzyczasie jakieś dwie mendy wrzuciły swoje zapytania. Ale nie z Wojciechem takie numery! Wystarczy przecież, że podrzuci wpis komentarzem. „Up” i gotowe. Po godzinie nadal nikt borówki Basi nie sprzedaje, za to wpis Wojciecha znika nieco pod dwiema ożywionymi dyskusjami. No więc znów wpisuje „up”. Po trzecim „upie” akurat pojawia się admin. Wojciech o borówkę Basię będzie się już pytał w innych grupach.

Dlaczego nie? Dlatego że nie ma powodu, żebyś uważał że Twoje pytanie jest w grupie najważniejsze i byś samozwańczo przypinał je na górze strony podbijaniem. Oczywiście, jeśli w regulaminie up-owanie jest dozwolone całkowicie lub pod pewnymi warunkami, czuj się swobodnie. Jeśli nie ma o nim mowy, domyślnie się tego nie czyni.

Zamiast „up”, występuje nieraz wspomniana już kropka albo inne słowa. Najczęściej jednak spotykam się z „up”. Nie wiem, dlaczego.

Wrzucanie niechcianych postów

Jedną z grup, jakie współprowadzę, jest grupa nauczycieli uczących w przedszkolu – miejsce na wymianę wiedzy dotyczącej różnych kierunków, trendów wychowawczych, plany i pomysły na zajęcia. Wachlarz jest szeroki. Tymczasem, nie wiedzieć czemu, grupę upodobały sobie jakiś czas temu blogerki parentingowe. I rozumiałam, jeśli wpis rzeczywiście w jakiś sposób przysłużył się nauczycielkom – podmiot zainteresowań przecież ten sam. Tyle że po jakimś czasie miałam grupę pełną postów typu „Pięć książeczek, które czytam Alankowi do spania”, „Sześć zabaw, które Leja lubi najbardziej” i inne, które blogerki na siłę starały się połączyć z przedszkolną tematyką. Było tego tyle, że potem usuwałyśmy wszystkie tego typu posty, niestety łącznie z tymi, które niosły jakąś wartość.

Przyznam, że spory czas potem parenting kojarzył mi się z nachalnością i wciskaniem się wszędzie, gdzie się da, żeby tylko podnieść zasięgi. A potem odkryłam, że to nie kwestia parentingu, a ogólnie ludzi, którzy dołączą do piętnastu grup ogrodniczych, bo w jednym z ich wpisów zdjęcie jest na tle rododendronów.

Oczywiście, wciskanie niechcianych postów to przewina nie tylko blogerów. Choć wydaje mi się, że są na podium, łącznie z MLMem i szkoleniowcami. A przecież istnieją grupy dedykowane. Oczywiście, czasem możemy nie mieć pewności czy pasujemy profilem i czy nam wolno. Możemy wtedy zwyczajnie zapytać albo zaryzykować. Jeśli jednak sami widzimy, że robimy to na siłę, odpuśćmy. I czytajmy regulamin – tam czasem jest zakaz promowania się.

Nachalne promowanie się

Pozostańmy przy tej nieszczęsnej edukacji. „No hej! Pewnie nie możecie się doczekać kursu. Mam dla Was na początek obniżkę, dowiecie się, w jaki sposób kreatywnie zorganizować dzieciom czas…” – głosi post jednej z pań organizujących szkolenia. Pomijam fakt, że widzimy ją pierwszy raz na oczy, a już ponoć nie możemy się doczekać. Pewnie tak każą pisać na szkoleniach dla robiących szkolenia, bo widzę to ciągle.

Chwilę potem Grażyna z Garwolina pyta się, co może zrobić z dziećmi podczas zajęć o warzywach i owocach. Szkoleniowiec już tam jest i informuje, że chętnie rozwinie kreatywność Grażyny kursem za jedyne 399 zł po obniżce i ta już nigdy nie zada tak beznadziejnych pytań. I tak co nowy post.

Poza dedykowanymi grupami z ogłoszeniami, promowanie się, zwłaszcza nachalne, jest raczej niemile widziane. Oczywiście, co innego jeśli promujemy się dyskretnie – pomożemy w problemie, pochwaleni napomkniemy dyskretnie, że jesteśmy szkoleniowcami… Możliwości na dyskretną promocję jest wiele. I nie jest nią absolutnie wysyłanie na priva oferty do wszystkich członków grupy, w której jesteśmy! Brzmi zabawnie? Po kolejnej ofercie nie jest.

Nieczytanie regulaminu

Dziś większość poważniejszych grup posiada choć kilka punktów regulaminu. Mamy tam jasno wyznaczone, do czego grupa służy, co w niej wolno i czego w niej absolutnie nie wolno. Warto wczytać się i stosować, zwłaszcza że niektóre regulaminy są naprawdę długie.

I nawet rozumiem, gdy przy ponad dwudziestu paru punktach popełnimy jakiś błąd i złamiemy regulamin. I mi się zdarzało. Przepraszałam, usuwałam post/komentarz, jeśli jeszcze nie zrobił tego admin i sprawa załatwiona. Tyle że niektóre osoby robią to nagminnie, ewentualnie jak już łamią to z impetem. Zdarza się również udawanie, że nie widzi się upomnienia, po to by regulamin móc złamać „przypadkowo” jeszcze raz. Muszę coś dodawać?

Muszę. W jednej z grup obowiązuje zakaz wrzucania szkoleń. Jedna z kobiet, która została wyrzucona z grupy za kolejną z rzędu reklamę szkolenia, pisała oburzona, że celowo działamy na szkodę przedsiębiorców i szkodzimy członkom grupy, pozbawiając ich informacji o tak dobrym szkoleniu. Druga moje działanie w postaci usunięcia jej szkolenia porównała do działań hitlerowskich. Ot, takie miłe anegdotki 🙂

Nieumiejętność szukania

Czy wszyscy wiemy, co to google? Patrząc na niektóre pytania zadane w grupach, obawiam się że nie. „Czy w Empiku kupię nową książkę Grocholi?” – brzmi przykładowe pytanie, na które odpowiedź można znaleźć, wpisując tytuł w empikową wyszukiwarkę. Po co, skoro można zapytać w grupie?

Inną sprawą jest zadanie piąty raz w ciągu trzech dni tego samego pytania, na które odpowiedź można znaleźć w grupowej wyszukiwarce. I tego nam się czasem nie chce, choć przyznam, że te grupowe działają różnie i potrafią kaprysić. Warto więc być tolerancyjnym. Jak i również używać jednak tego google’a.

Kłótnia z adminem

„Adriana z Andrychowa, proszę nie wstawiać postów z ofertą sprzedaży. To zabronione” – pisze admin. „Ale dlaczego? Proszę mi wskazać taki punkt w regulaminie” – odpowiada Adriana. Niektórzy już tutaj wyrzucają Adrianę z grupy za nieczytanie regulaminu. Ten cierpliwszy i łaskawszy admin jednak punkt podaje, na co Adriana pyta się, skąd taki zapis, dlaczego miałaby go przestrzegać oraz próbuje wymusić zgodę na to, co chciała wrzucić.

Co ciekawe, kłótnia najczęściej zdarza się tym osobom, które wchodzą do grupy z konkretną już historią i zasadami utworzonymi wskutek różnych wydarzeń, nieraz wspólnie z użytkownikami. Oczywiście, przyjazna i konstruktywna dyskusja na temat zasad to sprawa całkiem inna. Tu chodzi jednak o oburzanko, bo „Adrianie nie wolno”. Skandal!

Spam

„No hej! Wciąż nie wierzę, że tyle osób oglądało dziś mój profil! A Twój? Wejdź na bzzzdkpzjk” – pisze Danuta z Dębicy. Reszta czyta i się dziwi, skąd na grupie o scrapbookingu tak dziwny post? To zadziwiające, ale wciąż znajdują się tacy, którzy dadzą się nabrać. I tak, jeśli admin akurat ma wolne i nie pojawia się na grupie, za chwilę pięć kolejnych osób oznajmia, że niczym na Naszej Klasie, ma wgląd w osoby przeglądające profile.

Sama na początku swojej bytności na facebooku wysłałam spam na priva do wszystkich znajomych. Od tego czasu minęło ładne parę lat i większość z nas zdążyła już zapoznać się z zasadami bezpieczeństwa. A i tak najśmieszniej jest, gdy piszesz komuś, że rozsiewa spam, a ten się broni „Ale to nie ja! Ja na nic nie kliknęłam, to samo się pojawia!” Samo nic się nie pojawia. Admin również nie będzie wnikać czy musisz wyczyścić aplikacje czy po prostu nie klikać na wątpliwego pochodzenia linki. Ja takie osoby z grup usuwam, bo najczęściej za chwilę jest to samo. Tak też robią najczęściej inni admini.
______________

Grupy na facebooku są naprawdę różne, różne są więc i zasady w nich panujące. W zdecydowanej większości z nich jednak wyżej wymienione zachowania nie są mile widziane. Czego nie robić w grupie na facebooku? Przede wszystkim tego, czego zakazuje regulamin grupy. Wyżej wymienionych zakazów powinniśmy przestrzegać, nawet jeśli regulamin o nich nie mówi – no chyba że wyraźnie na nie zezwala.

A może dodacie coś jeszcze?

Komentarze

komentarze