Jeśli byliście kiedyś we włoskiej kawiarence, zapewne kojarzycie tę niewymuszoną swobodę w zachowaniu zarówno właścicieli, jak i klientów. Taką właśnie swobodę czułam w kawiarni „Po drodze” w Sopocie, którą odwiedziłam z okazji trójmiejskiego festiwalu „Czas na kawę”.

„Po drodze” mieści się przy ulicy Grunwaldzkiej, blisko morza oraz sopockiego molo. Urządzone jest w stylu minimalistycznym, który mi przywodzi trochę na myśl stylistykę skandynawską. A to z kolei pasuje do serwowanego przez kawiarnię świeżego i dietetycznego jedzenia, takiego jak sałatki, kanapki i koktajle, przygotowywane na miejscu.

Z okazji festiwalu, „Po drodze” oferowało kawę i ciasto w nieco niższej, niż zwykle cenie. Skusiłam się więc na latte, do tego wzięłam sobie sernik na zimno. Pewnie zauważyliście tendencję do ciekawego zdobnictwa kawy – tu mięta, tam narysowane serduszko w piance, jeszcze gdzieś indziej ciekawy kubek, podoba mi się to, ale łatwo w tym wszystkim przesadzić. Tu kawę podano w estetyczny, prosty sposób – pasujący do ogólnej stylistyki i strasznie mi się to podobało! Nic na siłę, za to bardzo smacznie. Idealna kawa z lekko spienionym mlekiem na ciepłe południe, a do tego zapach morza z oddali. Żyć, nie umierać.

Sernik, jak ochoczo wyjaśnił właściciel, zrobiony był między innymi z kruszonych ciasteczek, mascarpone oraz galaretki z truskawkami i nasionami granatu. Wiedzieliście, że granat tak idealnie pasuje do truskawek? Ja przyznaję ze wstydem, że nie i bardzo mi się ta wiedza w kuchni przyda. A połączenie tego wszystkiego z mascarpone dopełniło jedynie obrazu ideału. Nie dziwi mnie więc fakt, że w godzinach południowych został ostatni kawałek sernika.

Wnętrze czy człowiek?

Muszę przyznać, że w kawiarni „Po drodze” duszę przybytku stanowi nie wnętrze, które co prawda ładne, to nie odbiega od modnego dziś minimalistycznego stylu, a właśnie pracujący tam ludzie – naturalni, rozmowni i naprawdę życzliwie nastawieni. Kojarzycie pewnie ten kawiarniany klimat, gdzie tu ktoś rozmawia z właścicielem, za chwilę zagaduje do kogoś innego, tak że nikt nie czuje się obco, a przy okazji jedzenia sernika, niczym u fryzjera, można uciąć sobie miłą rozmowę. Wnętrze skandynawskie – klimat śródziemnomorski. Mamy więc kawę w klimacie „dookoła Europy” w jednej kawiarni.

Przy okazji miłego kawkowania, właścicielka pokazała mi sprzedawany przez nich chleb, który jest całkowicie bez konserwantów, a wypieka go znajoma z Koła Gospodyń Wiejskich. Spróbowałam nawet i mogę tylko zachęcić do kupna, zwłaszcza tych, którzy po dziurki w nosie mają dmuchanego pieczywa z popularnych spożywczych sieciówek oraz takich jak ja amatorów ciemnej, lekko ciągnącej się skórki.

Komentarze

komentarze