„Czas na kawę” – Po Drodze w Sopocie

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Jeśli byliście kiedyś we włoskiej kawiarence, zapewne kojarzycie tę niewymuszoną swobodę w zachowaniu zarówno właścicieli, jak i klientów. Taką właśnie swobodę czułam w kawiarni „Po drodze” w Sopocie, którą odwiedziłam z okazji trójmiejskiego festiwalu „Czas na kawę”.

„Po drodze” mieści się przy ulicy Grunwaldzkiej, blisko morza oraz sopockiego molo. Urządzone jest w stylu minimalistycznym, który mi przywodzi trochę na myśl stylistykę skandynawską. A to z kolei pasuje do serwowanego przez kawiarnię świeżego i dietetycznego jedzenia, takiego jak sałatki, kanapki i koktajle, przygotowywane na miejscu.

Z okazji festiwalu, „Po drodze” oferowało kawę i ciasto w nieco niższej, niż zwykle cenie. Skusiłam się więc na latte, do tego wzięłam sobie sernik na zimno. Pewnie zauważyliście tendencję do ciekawego zdobnictwa kawy – tu mięta, tam narysowane serduszko w piance, jeszcze gdzieś indziej ciekawy kubek, podoba mi się to, ale łatwo w tym wszystkim przesadzić. Tu kawę podano w estetyczny, prosty sposób – pasujący do ogólnej stylistyki i strasznie mi się to podobało! Nic na siłę, za to bardzo smacznie. Idealna kawa z lekko spienionym mlekiem na ciepłe południe, a do tego zapach morza z oddali. Żyć, nie umierać.

Sernik, jak ochoczo wyjaśnił właściciel, zrobiony był między innymi z kruszonych ciasteczek, mascarpone oraz galaretki z truskawkami i nasionami granatu. Wiedzieliście, że granat tak idealnie pasuje do truskawek? Ja przyznaję ze wstydem, że nie i bardzo mi się ta wiedza w kuchni przyda. A połączenie tego wszystkiego z mascarpone dopełniło jedynie obrazu ideału. Nie dziwi mnie więc fakt, że w godzinach południowych został ostatni kawałek sernika.

Wnętrze czy człowiek?

Muszę przyznać, że w kawiarni „Po drodze” duszę przybytku stanowi nie wnętrze, które co prawda ładne, to nie odbiega od modnego dziś minimalistycznego stylu, a właśnie pracujący tam ludzie – naturalni, rozmowni i naprawdę życzliwie nastawieni. Kojarzycie pewnie ten kawiarniany klimat, gdzie tu ktoś rozmawia z właścicielem, za chwilę zagaduje do kogoś innego, tak że nikt nie czuje się obco, a przy okazji jedzenia sernika, niczym u fryzjera, można uciąć sobie miłą rozmowę. Wnętrze skandynawskie – klimat śródziemnomorski. Mamy więc kawę w klimacie „dookoła Europy” w jednej kawiarni.

Przy okazji miłego kawkowania, właścicielka pokazała mi sprzedawany przez nich chleb, który jest całkowicie bez konserwantów, a wypieka go znajoma z Koła Gospodyń Wiejskich. Spróbowałam nawet i mogę tylko zachęcić do kupna, zwłaszcza tych, którzy po dziurki w nosie mają dmuchanego pieczywa z popularnych spożywczych sieciówek oraz takich jak ja amatorów ciemnej, lekko ciągnącej się skórki.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować