Tylko cieszyć, że tak się stało. Mówię poważnie. Nagrania Karoliny Piaseckiej i jej męża Rafała mogą nas wszystkich tylko cieszyć.

Ale po kolei. Nie, nie czerpałam sadystycznej przyjemności z odsłuchiwania krzyków państwa Piaseckich. Wręcz wyłączyłam je jakoś w połowie, nie mogąc znieść upokorzenia, strachu i bólu tej kobiety. Nie bawi mnie w żadnym stopniu fakt, że to nie była jedna, dwie sprzeczki małżeńskie, a kawał życia, w którym żona Piaseckiego bała się o siebie i dzieci.

Cieszę się natomiast, że udało jej się dokonać tego, co dla wielu kobiet jest nieosiągalne. Nie dość, że wyszła z przemocowego kręgu, to jeszcze nagrała niezłe studium przypadku, które zresztą ciągnie się daleko poza nagranie. Bo oto mamy człowieka znęcającego się nad drugim człowiekiem, być może pod wpływem alkoholu czy innych używek, a być może nie były one nawet potrzebne. I kiedy prawda wychodzi na jaw i w święta Polacy jedzą paschę, dzielą się jajkiem, cieszą się ze zmartwychwstania, a wieczorem siadają do laptopów i smartfonów i odsłuchują nagranie, Piasecki tłumaczy się.On się tłumaczy tak szablonowo, jak tylko może tłumaczyć się przemocowiec. Marne to zresztą tłumaczenie i nie mam pojęcia, kto mógłby w nie uwierzyć, Znaczy się, zdaję sobie sprawę, że zwolenników „samsobiewinnizmu” ( pamiętasz jeszcze, co to takiego? KLIK) nie brakuje i z pewnością znajdą się obrońcy Rafała, ale to już pomińmy milczeniem. Wróćmy do tłumaczeń Piaseckiego. Oto ich schemat:

  • to jej wina, od samego początku!
  • ok, może byłem pod wpływem i coś mi się wypsnęło, ale pokazała mi fucka i prowokowała…
  • ok, może powinienem zareagować inaczej, źle zrobiłem!
  •  ale ze mnie świnia, co ja nawyprawiałem!
  • kocham ją, tak ją kocham, nie chciałem jej skrzywdzić…
  • no ale nie dało się inaczej, nie dało się, bo…
  • bo to jej wina.

To schemat, który widziałam już wiele razy.

Na szczęście nigdy osobiście, natomiast wokół mnie takie historie jak najbardziej się działy. Niekoniecznie dochodziło do pobicia, przemoc ma wiele twarzy, czasem to zastraszanie, grożenie przemocą, wyśmiewanie, przemoc ekonomiczna, często zakres przemocy zwiększa się z upływem czasu tak, że ofiara nawet nie orientuje się, jak głęboko w bagnie tonie. Nie mam tu zresztą zamiaru tłumaczyć, dlaczego ofierze jest ciężko się z tego wydostać, bo to temat dla ogarniętego psychologa, a ja ani nie jestem psychologiem, ani ogarnięta.

W każdym razie, tym bardziej brawa dla Karoliny, bo to przypadek tak schematyczny, że aż boli. A skoro tak, z pewnością odnajdą się w nim inne ofiary, których zarówno w Polsce, jak i na całym świecie, jest ogrom. Karolina pokazała jedno: przemoc istnieje tam, gdzie się jej nie spodziewamy, czyli wszędzie. Jest w przykładnej katolickiej rodzinie i w mieszkaniu ateistów, którzy zawsze mówią „dzień dobry” na klatce. Przemoc stosują konserwatyści i liberałowie, zwolennicy wolnego rynku i ustroju socjalistycznego, rudzi i blondyni, mężczyźni i kobiety.

Karolina zrobiła w końcu więcej, niż zrobi jakakolwiek marna konwencja antyprzemocowa, nawet jeśli ratyfikować ją jeszcze piętnaście razy, więcej niż tańczenie na rynkach w Walentynki, wstawianie łańcuszków na facebooka i inne akcje teoretycznie antyprzemocowe. Pokazała po pierwsze, jak zachowuje się przemocowiec. Bardzo możliwe, że tkwiący w chorych układach ludzie zobaczą w sobie Karolinę. Uświadomią sobie, że może wczoraj wieczorem niepotrzebnie płakali i przepraszali oprawcę, uspokajali i tłumaczyli przed sobą i innymi. Że może wina nie tkwi w nich.

Po drugie, pokazała że należy szukać pomocy.

Akurat Karolina miała pieniądze, bez problemu w każdej chwili mogła odejść – oczywiście, w teorii. Większość ofiar ma gorsze warunki na start, niż ona, być może jednak odważą się powiedzieć komuś, że boją się o siebie, o swoją psychikę, o swoje życie. Być może zawalczą. Oby tak się stało.

Jakiś czas temu, niedaleko mojego miejsca zamieszkania, w jednym z ogródków wykopano zwłoki. Była to kobieta, której zaginięcie zgłosił przed siedmioma laty mąż. Jak się okazało, to on był tym, który ją zakopał. Ona zaś przez długie lata była ofiarą przemocy domowej. Któregoś razu mąż poszedł o krok za daleko.

Wiecie, tą kobietą mógł być każdy z nas. Karoliną również. Dlatego cieszą mnie te nagrania, a raczej fakt, że wypłynęły na jaw i ofiara jest już bezpieczna.

Komentarze

komentarze