Zacznijmy od krótkiego ćwiczenia: obiad zjadłeś całkiem niedawno, ale Ci nie wystarczył. Za mało go było, miało wyjść więcej, a tu makaron jakby się skurczył, sosu też niewiele. A może dziecko spytało czy może po Tobie „dojeść”? 

Godzinę później ssie Cię tak, jakbyś nigdy tego obiadu na oczy nie widział. Może to efekt przemęczenia lub zmiana pogody? Cokolwiek by to było, musisz coś zjeść! No musisz, zanim wgryziesz się w rękę przypadkowej osoby. Na szczęście po gotowaniu lodówka nie jest jeszcze tak całkiem pusta! W szafce również coś się znajdzie.

Znalazło się! Masz przed sobą dwie rzeczy: jabłka, kupione wczoraj na targowisku i paczkę chipsów. Miały być do oglądania kolejnego meczu, ale jakoś tak straciłeś ostatnio serce do piłki. Wytłumaczysz sobie, że mimo ssącego głodu lepiej byłoby zjeść jabłka? Czy machniesz ręką i dojesz sobie jednak garścią chipsów?

Dziecku wytłumaczyć jeszcze trudniej

Jest szansa, że sobie poradzisz. Przypomnisz sobie, że za kilka miesięcy ten wyjazd, na którym miałeś wyglądać jak aktor „Słonecznego Patrolu”. Włączysz sobie Chodakowską, która krzyknie, żebyś się nie poddawał. Wrzucisz chipsy na samo dno szafki, chwycisz jabłko i wmówisz sobie, że wyboru nie było. Tak może być.

Teraz jednak wyobraź sobie dziecko, postawione przed podobnym dylematem. Zdziwione popatrzy i wybierze chipsy. Bo niby dlaczego miałoby wziąć jabłka, skoro przed nim leżą pyszne, paprykowe, wzmocnione glutaminianem sodu i innymi środkami przekąski z reklamy? Jaką ma motywację?

Zdrowie? Przeciętny ośmiolatek naprawdę nie myśli o konsekwencjach zdrowotnych związanych z kiepskim odżywianiem się. To jeszcze nie ten etap. Ba, najczęściej nie robi na nim wrażenia groźba przybrania na wadze. Za trzy lata pewnie zacznie się martwić, teraz jednak co najwyżej poinformuje mamę, że koszulki ma za ciasne.

nasze dzieci będą grubaskami

A więc to my musimy zadbać?

Niestety, tak to wygląda, że o zdrowe odżywianie dziecka dbamy sami. I owszem, jest szansa iż dziecko, któremu powtarza się, jak ważne jest zdrowe odżywianie, wybierze zdrowszą alternatywę. Tylko warto ten wybór wzmacniać za pomocą kilku tricków. Jakich?

Wyjaśniałam nieraz, że do matki idealnej mi daleko. Pomijając fakt, że maluch zapoznany jest z roztoczami, kłębkami kurzu oraz innymi, bardzo chciałam jak najdłużej karmić go zdrowo. Nie, nie zawsze się udawało, o czym pisałam tutaj, to, że nie zawsze się uda, nie oznacza jednak, że nie mamy próbować. Szczególnie że efekty naprawdę są widoczne.

A skoro do tej pory dało to efekt, dlaczego nie ciągnąć dalej? Mam kilka planów na to, co zrobić, by starsze dziecko wyrobiło w sobie nawyk zdrowego jedzenia. Planów, które z powodzeniem stosują matki starszych latorośli – bo nie, nie wymyśliłam tu niczego nowego, a jedynie zebrałam kilka porad od nieco mądrzejszych ode mnie. Nie zagwarantuję samej sobie, że mój maluch wybierze kiedyś owoce zamiast chipsów, szczególnie że to straszny łakomczuch. Mogę jednak postarać się, żeby w przypadku braku wyboru pomyślało najpierw o tym pierwszym!

Rodzinne posiłki

Ten temat będę całkiem niedługo drążyć, bo za rodzinnymi posiłkami przemawia stos argumentów! I wiesz, niby na początku takie jedzenie jest dość naturalne: w niemowlęcym krzesełku grzebie sobie w jedzeniu dziecko, ewentualnie jest karmione przez rodzica, obok reszta zjada swoje porcje.

Potem jednak nadchodzi moment, kiedy nasze drogi nieco się rozchodzą. Praca, szkoła – czyżby nie było czasu? No bo możemy powtórzyć za księdzem Twardowskim „Jeżeli kochasz, czas zawsze odnajdziesz, nie mając nawet ani jednej chwili.”, tylko czy to oznacza zwalnianie dziecka ze szkoły i siebie z pracy, bo o 13:00 mamy obiad?

Tak radykalna nie mam zamiaru być. Są przecież wieczory, kiedy można zjeść spokojnie kolację. Są weekendy. I tak, nieraz ten czas będzie zaburzony, bo koledzy, bo mecz, bo jakieś wyjście. Grunt to się nie zrażać… I jeść wspólnie dalej.

Domowy wybór przekąsek

Wspominałam na początku o sytuacji nieprzyjemnego wyboru, w jakiej znaleźli się nasi bohaterowie. A gdyby tak tego wyboru nie było?

Czyli że co? Przychodzi syn i mówi: „mamo, jestem jeszcze głodny”, a Ty mu na to, przykro mi, w domu nie ma nic do wyboru, musisz poczekać do kolacji? W żadnym wypadku! Po prostu na wszelki wypadek są w domu suszone owoce, orzechy albo inne przekąski, które w odpowiedniej ilości zabiją głód. Ot, zdrowe odżywianie dziecka również między posiłkami – jeśli czasem trzeba.

Jest niestety druga strona medalu: do wyboru nie powinno być nic innego. Jak my to zrobimy? Bez bicia przyznam, że zdarzało mi się przy niezdrowych przekąskach tłumaczyć „to nie jest dla małych dzieci”, zjadając potem samej. Wiem jedno: z dzieckiem w wieku szkolnym to nie przejdzie. Oby z pożytkiem dla mnie.

I tu przypomnę, że aby wesprzeć takie działania, realizowany jest „Program dla szkół„, gdzie dzieci dostają świeże warzywa i owoce oraz mleko. My zaś możemy przy okazji zapoznać się razem z dzieckiem z Pamiętnikiem Chrumasa, który w interaktywnej formie pomoże dziecku zrozumieć, jak ważne jest takie zdrowe jedzenie.

Warto zainteresować się czy i w jaki sposób program realizowany jest w szkole dziecka. A może nawet samemu włączyć się z innymi rodzicami w prozdrowotne działania?

Zapasy w torebce

Znasz ten moment, kiedy spacer nieco się przedłuża? Pół biedy, jeśli rzeczywiście jest to spacer. Siedzisz u lekarza z dzieckiem, wizyta miała być jakąś godzinę temu, a tu jeszcze przed Tobą kłócą się, kto za kim wchodzi. Za rogiem automat z batonami. A pora obiadu mija.

Moja babcia zawsze miała w torebce rodzynki w czekoladzie i lentilki. Rozsypane, tak że ogromną radość sprawiało nam same wyławianie ich spomiędzy zapalniczek, papierosów i okularów. Ot, takie zabawy dzieci z lat 90′ ubiegłego wieku. Nie namawiam do kontynuowania, a wręcz przeciwnie. Dziś w swoich eleganckich torebkach, sportowych plecakach i torbach możemy nosić nieco zdrowsze produkty. Na wszelki wypadek. Przydadzą się szybciej, niż myślisz, gdy nagle zbyt mocno zapachnie nam znana sieciówka z burgerami.

Wspólne przygotowanie posiłków

I to jest coś, co tygryski lubią najbardziej! Jejku, można pobawić się jedzeniem! Zrobić mamie plamę z mąki na nosie albo coś jeszcze lepszego. A poważnie, im prędzej potraktujemy przygotowanie posiłków z dziećmi jako sposób na miłe spędzanie czasu, tym szybciej i one załapią, o co chodzi w tym gotowaniu tak, żeby zdrowo było.

A przy okazji, nie obudzimy się przerażeni, że nasze dwunastoletnie dziecko nie potrafi sobie samo kanapki posmarować 🙂

Zdrowe odżywianie dziecka

Phi! I to tylko tyle? Poważnie, zdrowe odżywianie dziecka to taka prosta sprawa? Nie zapyta raczej żaden rodzic. Bo porad może być więcej, a dobrze wiemy, że nawet te cztery, prosto wyartykułowane, wymagają nieraz ogromnych zmian w funkcjonowaniu rodziny.

A jednak warto. Nawet jeśli nie wszystko będzie nam się udawać.

Bo grunt to nie zrażać się niepowodzeniami i próbować od nowa. Nie machać ręką i nie twierdzić, że „a, już po ptakach, jak nawet do kolacji usiąść nie potrafimy”. W końcu, dziecko samo nie wpadnie na to, że może wybrać coś innego, niż chipsy 🙂

Tekst powstał we współpracy z kampanią „Program dla szkół”