Kiedy rodzi się maluch, najczęściej problemu z jedzeniem nie ma. Poważnie? No nie, może się ich pojawić mnóstwo: od problemów z laktacją, po rozmaite alergie i nietolerancje niektórych rodzajów mleka modyfikowanego. Jest to więc właściwie początek. Nie musimy się jednak martwić o zbilansowaną dietę. To ma zapewnić mleko matki lub inne, przez nas wybrane (pamiętasz co pisałam o karmieniu piersią?). Rodzice już chyba nie poją dwutygodniowego dziecka soczkiem marchewkowym… Mam ogromną nadzieję.

Potem następuje ten cudowny moment, gdy dziecko kończy 6 miesięcy, sadzamy je w dizajnerski fotelik (tak pięknie wyglądał! Przy następnym dziecku wybiorę jednak łatwy w doczyszczeniu – powiedziało mnóstwo początkujących matek) i karmimy! Schody właśnie się zaczynają. Reklamy trąbią, że Twoje dziecko musi koniecznie jeść kaszkę naładowaną cukrem oraz inne produkty z ciekawie brzmiącymi związkami chemicznymi. Zamieniasz się więc w detektywa, śledzącego każdy składnik, zapisujesz na pięć różnych grup o zdrowym odżywianiu niemowlaka i dokształcasz się. Po miesiącu wybudzona w środku nocy recytujesz złote zasady BLW oraz skład warzywnego przysmaku, stojącego w lodówce.

Ani się jednak obejrzysz, a niemowlak dorasta! Po roku, gdy zaczyna poruszać się samodzielnie, nagle dopada kawałek pączka u wujka i ukradkiem moczy ręce w lemoniadzie. Zgroza? Sama założyłam sobie zdrowe odżywianie do 3 roku życia dziecka, jednak są w nim miejsca na odstępstwa od reguł w wyjątkowych sytuacjach. To jednak często powtarzana magiczna granica. Zdrowe jedzenie po 3 roku życia jakoś rzadziej się przewija.

Co potem?

Potem jest przedszkole, a nawet jeśli go nie ma, dziecko zaczyna nawiązywać kontakty z rówieśnikami. Już nie mamy nad nim takiej kontroli. Choć możemy jeszcze kontrolować przedszkolne posiłki. No i pytać, co jadło. I dlaczego. W domu oczywiście mamy dla niego warzywa, owoce, produkty mleczne. Jednak czas poza domem nieco się wydłuża.

zdrowe jedzenie po 3 roku życia

Jeszcze ciekawiej zaczyna być w szkole. Sklepiki szkolne co prawda przestawiły się nieco na zdrowe odżywianie, jednak nie ma się co łudzić, że dziecko nie zetknie się z chipsami, masą cukru i ogólnie, niezdrowymi pogryzkami.

Ale przecież obowiązek spełniony! Do trzeciego roku życia jadł niemal idealnie. I świetnie! Wyposażyliśmy go w niezbędny bagaż w postaci zdrowych jelitek, co więcej możemy zrobić?

Jedzenie po 3 roku życia też ma być zdrowe?

I tak osobiście oswajam się z myślą, że to zdrowe żywienie to jednak trwa „nieco” dłużej, a ideałem byłoby trwanie w nim, niczym w zdrowym związku małżeńskim, aż do śmierci. Bo oczywiście, te lata szkolne to piękny „posag”, ale przeprowadzone w latach 2007–2010 przez Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” badania wskazują, że nadwaga i otyłość dotyczą około 22% chłopców i 18% dziewczynek w szkołach podstawowych. Czyli, rozumiesz, mniej więcej co piąte dziecko ma przynajmniej nadwagę.

I nawet jeśli z tej puli odejmiemy dzieci z zaburzeniami tarczycy czy innymi chorobami powodującymi niezawinioną otyłość, i tak mamy problem. To co w końcu z tą szkołą? Nauczyciel ma zabierać batony czy jak?

Co więc zrobić?

I odpowiedź na to pytanie znajdziesz w kolejnym odcinku. Bo zrobić możemy dużo. Nie ma co jednak owijać w bawełnę – będziemy wdzięczni, jeśli szkoła nam w tym troszkę pomoże. Dlatego chcę Ci pokazać „Program dla szkół„, dzięki któremu dziecko w szkole zostanie zaopatrzone w produkty mleczne, owoce oraz warzywa.

 

Program, z pomocą dedykowanej strony – Chrumasa, uczy także dzieci, że czym innym jest „masz tu owocka, a ja odhaczę, że dostałeś”, a czym innym choćby wspólne przygotowanie surówki czy soku! Będzie też nieco interaktywnie, z ciekawymi filmikami, a uczniowie dowiedzą się, jaką drogę pokonała gruszka, zanim trafiła na ich talerz. Dla dzieci magia! Bo przecież wiadomo, że gruszki rosną w supermarketowych koszach.

Czy zbijemy te brzydkie procenty?

I sprawimy, że liczba dzieci z nadwagą zmniejszy się?

Będę boleśnie szczera. Szkoła za nikogo tego nie załatwi. Nauczyciel nie przyjdzie wieczorem skontrolować, ile dziecko zjadło dziś słodyczy. Zdrowe jedzenie po 3 roku życia to również jest nasza sprawa i nikt dziecku na siłę nie wbije do głowy, że chipsy są be, jeśli w domu usłyszy, że są dobre.

Będę też jednak optymistką! Fajnie, że szkoła w tym pomaga. Że mamy w niej jakiegoś sprzymierzeńca, jeśli chcielibyśmy wychować zdrowe dziecko. Bo wiesz, że jeszcze niedawno było z tym ciężko, a pierwsze programy prozdrowotne trafiały w kompletną próżnię. Łatwo bowiem założyć, że będzie świetnie – trudniej zrealizować.

O programie będę więc jeszcze pisać – bo warto się z nim zapoznać. Mając dziecko, które do szkoły jeszcze nie idzie, cieszę się, że w tym aspekcie zmiany idą w dobrym kierunku.

Oby tak dalej 🙂

 

Tekst powstał we współpracy z kampanią „Program dla szkół”