Zdrowe jedzenie po 3 roku życia – to wtedy też trzeba?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Kiedy rodzi się maluch, najczęściej problemu z jedzeniem nie ma. Poważnie? No nie, może się ich pojawić mnóstwo: od problemów z laktacją, po rozmaite alergie i nietolerancje niektórych rodzajów mleka modyfikowanego. Jest to więc właściwie początek. Nie musimy się jednak martwić o zbilansowaną dietę. To ma zapewnić mleko matki lub inne, przez nas wybrane (pamiętasz co pisałam o karmieniu piersią?). Rodzice już chyba nie poją dwutygodniowego dziecka soczkiem marchewkowym… Mam ogromną nadzieję.

Potem następuje ten cudowny moment, gdy dziecko kończy 6 miesięcy, sadzamy je w dizajnerski fotelik (tak pięknie wyglądał! Przy następnym dziecku wybiorę jednak łatwy w doczyszczeniu – powiedziało mnóstwo początkujących matek) i karmimy! Schody właśnie się zaczynają. Reklamy trąbią, że Twoje dziecko musi koniecznie jeść kaszkę naładowaną cukrem oraz inne produkty z ciekawie brzmiącymi związkami chemicznymi. Zamieniasz się więc w detektywa, śledzącego każdy składnik, zapisujesz na pięć różnych grup o zdrowym odżywianiu niemowlaka i dokształcasz się. Po miesiącu wybudzona w środku nocy recytujesz złote zasady BLW oraz skład warzywnego przysmaku, stojącego w lodówce.

Ani się jednak obejrzysz, a niemowlak dorasta! Po roku, gdy zaczyna poruszać się samodzielnie, nagle dopada kawałek pączka u wujka i ukradkiem moczy ręce w lemoniadzie. Zgroza? Sama założyłam sobie zdrowe odżywianie do 3 roku życia dziecka, jednak są w nim miejsca na odstępstwa od reguł w wyjątkowych sytuacjach. To jednak często powtarzana magiczna granica. Zdrowe jedzenie po 3 roku życia jakoś rzadziej się przewija.

Co potem?

Potem jest przedszkole, a nawet jeśli go nie ma, dziecko zaczyna nawiązywać kontakty z rówieśnikami. Już nie mamy nad nim takiej kontroli. Choć możemy jeszcze kontrolować przedszkolne posiłki. No i pytać, co jadło. I dlaczego. W domu oczywiście mamy dla niego warzywa, owoce, produkty mleczne. Jednak czas poza domem nieco się wydłuża.

zdrowe jedzenie po 3 roku życia

Jeszcze ciekawiej zaczyna być w szkole. Sklepiki szkolne co prawda przestawiły się nieco na zdrowe odżywianie, jednak nie ma się co łudzić, że dziecko nie zetknie się z chipsami, masą cukru i ogólnie, niezdrowymi pogryzkami.

Ale przecież obowiązek spełniony! Do trzeciego roku życia jadł niemal idealnie. I świetnie! Wyposażyliśmy go w niezbędny bagaż w postaci zdrowych jelitek, co więcej możemy zrobić?

Jedzenie po 3 roku życia też ma być zdrowe?

I tak osobiście oswajam się z myślą, że to zdrowe żywienie to jednak trwa „nieco” dłużej, a ideałem byłoby trwanie w nim, niczym w zdrowym związku małżeńskim, aż do śmierci. Bo oczywiście, te lata szkolne to piękny „posag”, ale przeprowadzone w latach 2007–2010 przez Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” badania wskazują, że nadwaga i otyłość dotyczą około 22% chłopców i 18% dziewczynek w szkołach podstawowych. Czyli, rozumiesz, mniej więcej co piąte dziecko ma przynajmniej nadwagę.

I nawet jeśli z tej puli odejmiemy dzieci z zaburzeniami tarczycy czy innymi chorobami powodującymi niezawinioną otyłość, i tak mamy problem. To co w końcu z tą szkołą? Nauczyciel ma zabierać batony czy jak?

Co więc zrobić?

I odpowiedź na to pytanie znajdziesz w kolejnym odcinku. Bo zrobić możemy dużo. Nie ma co jednak owijać w bawełnę – będziemy wdzięczni, jeśli szkoła nam w tym troszkę pomoże. Dlatego chcę Ci pokazać „Program dla szkół„, dzięki któremu dziecko w szkole zostanie zaopatrzone w produkty mleczne, owoce oraz warzywa.

 

Program, z pomocą dedykowanej strony – Chrumasa, uczy także dzieci, że czym innym jest „masz tu owocka, a ja odhaczę, że dostałeś”, a czym innym choćby wspólne przygotowanie surówki czy soku! Będzie też nieco interaktywnie, z ciekawymi filmikami, a uczniowie dowiedzą się, jaką drogę pokonała gruszka, zanim trafiła na ich talerz. Dla dzieci magia! Bo przecież wiadomo, że gruszki rosną w supermarketowych koszach.

Czy zbijemy te brzydkie procenty?

I sprawimy, że liczba dzieci z nadwagą zmniejszy się?

Będę boleśnie szczera. Szkoła za nikogo tego nie załatwi. Nauczyciel nie przyjdzie wieczorem skontrolować, ile dziecko zjadło dziś słodyczy. Zdrowe jedzenie po 3 roku życia to również jest nasza sprawa i nikt dziecku na siłę nie wbije do głowy, że chipsy są be, jeśli w domu usłyszy, że są dobre.

Będę też jednak optymistką! Fajnie, że szkoła w tym pomaga. Że mamy w niej jakiegoś sprzymierzeńca, jeśli chcielibyśmy wychować zdrowe dziecko. Bo wiesz, że jeszcze niedawno było z tym ciężko, a pierwsze programy prozdrowotne trafiały w kompletną próżnię. Łatwo bowiem założyć, że będzie świetnie – trudniej zrealizować.

O programie będę więc jeszcze pisać – bo warto się z nim zapoznać. Mając dziecko, które do szkoły jeszcze nie idzie, cieszę się, że w tym aspekcie zmiany idą w dobrym kierunku.

Oby tak dalej 🙂

 

Tekst powstał we współpracy z kampanią „Program dla szkół”

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować