Zasada wzajemności ssie. Co mnie obchodzi, że kupiłaś jej droższy prezent?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

„Wiesz, to trochę słabe. Składałyśmy się na ten prezent, a ona dorzuciła tak mało. Sama przecież dostała od nas taki ładny kosz!” – napisała do mnie znajoma.

Ja jej więcej żadnych życzeń nie złożę! Specjalnie patrzyłam czy napisze do mnie w urodziny i zgadnij! Nie napisała. To ja pamiętam, a ona nawet nie może mi życzeń raz do roku wysłać?

Nie wyobrażasz sobie, jakie z niej skąpiradło! Składaliśmy się na prezent dla szefowej i ona stwierdziła, że 50 zł to jednak troszkę za dużo i może dać ewentualnie 30! Kumasz? Takie spore premie dostaliśmy pół roku temu i ona się nawet odwdzięczyć nie potrafi!

Zasada wzajemności nie jest z gruntu zła

To normalne, że jeśli ktoś jest dla nas miły, my jesteśmy skłonni do tego, by również tacy być. Znamy te niezliczone eksperymenty, gdzie jeden uśmiech, podawany dalej, rozświetlał pół miasta i wracał. Normalne jest również, że jeśli ktoś jest skłonny coś dla nas poświęcić, my też będziemy do tego bardziej skłonni. Tylko czy zobowiązani?

Etykieta biznesowa wiele nam o mówi zasadzie wzajemności. Ja jednak nie chcę tu poruszać tematu zobowiązania biznesowego, czyli takiego, gdzie ktoś załatwił nam pewne dobro, wyraźnie przywiązując nas do siebie swoistą niepisaną umową. Choć taka etyka ma, według wielu, przełożenie na układy społeczne – w szkole, pracy, wśród przyjaciół i znajomych. Czy rzeczywiście tak jest?

Gdzie leży granica nieumówionego zobowiązania? W którym miejscu powinniśmy powiedzieć „dość” i nie ciągnąć łańcuszka zobowiązań? A może wcale nie powinniśmy go zaczynać?

Ciacho na urodziny

W jednym z miejsc, gdzie pracowałam, był zwyczaj przynoszenia ciacha na urodziny. Ot, miły gest, ktoś przyniósł jakieś ptasie mleczko, poczęstował resztę, reszta złożyła mu życzenia i na tym się kończyło.

Potem jednak ktoś przyniósł nieco lepsze ciasto. Powiecie pewnie: „no super! To miłe z jego strony!” Nie bardzo, bo skoro przyniósł lepsze, kolega rzucił, że za takie ciasto powinniśmy mu coś na te urodziny kupić. Momentalnie zbaraniałam, nie rozumiejąc przelicznika: ptasie mleczko – życzenia, torcik – prezent. Jednak nie miałam nic przeciwko, by człowieka obdarować.

Na tym koniec? Ooo nie, drodzy Państwo. Ciasta z urodzin na urodziny stawały się lepsze, a kwoty na składkę prezentową coraz większe – bo przecież szarlotka tańsza, teraz jest torcik, a potem nawet tort. Tylko że coraz więcej osób zaczęło się buntować, bo przecież poza składkami urodzinowymi miało jeszcze rodziny do wykarmienia i buty na zimę do kupienia. Poza tym nieoficjalny przelicznik również stawał się powodem cichych sporów, „bo Jerzy przyniósł małe ciasto, a dostał taki duży prezent, a ja kupiłam tort i co? Nic takiego specjalnego nie dostałam.

Jak to się skończyło? Wiadomo – burzą, fochami. I zakazem przynoszenia ciast na urodziny. Brzmi zabawnie? Gdybym tego nie przeżyła, parsknęłabym śmiechem.

Coś za coś albo spadaj

Gdy nie potrafimy żyć bez faktu, że ktoś nie odwzajemni się nam życzeniami, prezentem albo innym fantem, świat się komplikuje. Ba, gorzkniejemy. Stajemy się mentalnie „dziadem” albo „babą”, która każdemu wyliczy, co i jak.

I pół biedy, kiedy zasada wzajemności tkwi sobie gdzieś w naszej głowie i głupio nam z nią wychodzić na zewnątrz. Nie będę robiła z siebie świętej, zdarzyło mi się, że było mi przykro, bo pamiętałam o urodzinach koleżanki, która dwa miesiące później zapomniała o moich. Chwileczkę pomyślałam sobie o niej troszkę gorzej, by za chwilę zreflektować się, że fakt iż ja pamiętałam, nie narzuca mojej koleżance żadnego obowiązku pamięci. Po prostu miło, że ja te życzenia złożyłam i tyle.

Więc czasem zdarza nam się, że poza dawaniem, marzy nam się brać więcej. Gorzej jeśli te myśli przelewamy na innych. Kiedy uważasz, że tak właśnie powinno być – że jeśli złożyłaś się na kokon niemowlęcy dla koleżanki w ciąży, to ona powinna miesiąc później koniecznie złożyć się na Twoje urodziny. Jasne, miło będzie, jeśli to zrobi. Co jednak, jeśli akurat nie ma pieniędzy albo najzwyczajniej nie ma do tego teraz głowy?

Ja nie twierdzę, że nie warto

To nie jest tak, że mamy na hasło „zasada wzajemności” wydawać odgłos zwracania pokarmu i krzyczeć, że jesteśmy ponad to. Ba, to jest normalne, że jeśli się z kimś lubimy i dostaliśmy od kogoś z okazji urodzin czy innej imprezy coś fajnego, to miło byłoby pomyśleć, aby przy okazji odwdzięczyć się czymś podobnym.

Warto jednak nie wpadać w pułapkę obliczania „skoro ona mi dała to, ja jej dam tamto„, układania nieoficjalnych cenników i narzekania, jeśli nie doczekaliśmy się odwzajemnienia.

A jeśli masz z tym problem, to zwyczajnie nie dawaj. Nie składaj się na zrzutki, nie życz „wszystkiego najlepszego”. Bo po co? Po co, skoro to wszystko jest zwyczajnie nieszczere, a Ty liczysz głównie na to, by ktoś zaraz Ci się odwzajemnił? Albo martwisz się, że odwzajemni się nieproporcjonalnie i będziesz musiał następnym razem kupować coś droższego?

Potrzebne Ci takie problemy?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować