„Już ja znajdę sposób na to, żebyś w końcu odbierała telefon” – zapowiedział wkurzony mąż, gdy po raz kolejny wróciłam i zobaczyłam na swoim wyświetlaczu kilkanaście nieodebranych połączeń.

Fajnie, ale co niby mam zrobić? Choćbym ustawiła sobie w telefonie dźwięk trąb jerychońskich połączony z nagraniem wrzasku mojego dziecka, gdy dowiaduje się, że te lody nie są dla niego, po wrzuceniu komórki w torebkę po prostu jej nie słyszę. Po pierwsze, torebka jest dość gruba, nawet te zewnętrzne kieszonki skutecznie wygłuszają(KLIK! Opowiadałam Ci już o moim skip-hopie?), po drugie, najczęściej poruszam się po terenach miejskich, które są terenami głośnymi. No nie słyszę i tyle!

I tak, czasem udaje mi się zwrócić uwagę na to, że torebka dziwnie mi wibruje, ale to rzadkość. A przecież mając dziecko, powinno się być pod telefonem. Po prostu trzeba wiedzeć czy wszystko w porządku. Pół biedy jeśli wyszłam tylko po chleb i zaraz wracam. Im dziecko jednak starsze, tym częściej zdarza mi się wychodzić na dłużej. Poza tym, komunikacja międzymałżeńska również w ten sposób szwankuje.

Prezent pod choinkę!

Jak mąż zagroził, tak słowa dotrzymał! Pod choinką (jeśli zaś mam być uczciwą, prezent dostałam kilkanaście dni wcześniej) wylądował Xiaomi Mi Band 2. Z czym to się je? Pasztetowa czy dżem? A może lepiej zapić piwskiem?

Xiaomi Mi Band 2 to taka inteligentna opaska. Że inteligentna, miałam zamiar wziąć w cudzysłów, ale później zajrzałam na komentarze pod artykułem na gazeta.pl i doszłam do wniosku, że ona mimo wszystko naprawdę jest inteligentna.

Czyli co? Wypierze mi ciuchy i odkurzy korytarz? Ale fajno! Tylko czy z tą inteligencją to nie przesadza? Bo umówmy się, gadżet na rękę zawsze fajnie mieć, ale jak taki zacznie rozmawiać o przyczynach zanieczyszczeń powietrza w Krakowie albo przekonywać o swoich racjach w kwestii 500+, to rozumiesz, chyba jednak trzeba się szanować.

Na szczęście tak źle nie jest! Po pierwsze, opaska pełni u mnie rolę zegarka. Normalnie jest zwykłym czarnym ekranikiem, a gdy dotykam sensora, wyświetla mi się godzina. Z datą na dole i dniem tygodnia. Dla kogoś, kto ciągle zapomina czy obudził się dziś w poniedziałek czy czwartek, jak znalazł.

A najważniejsze?

Xiaomi Mi Band 2 jest połączony z moim telefonem za pomocą aplikacji Mi Fit. I tu ujawnia się jego najważniejsza funkcja: gdy telefon dzwoni, opaska wibruje mi na ręce. Nie ma opcji, żeby tego nie zauważyć, dzięki czemu ciężko mi przeoczyć męża żądającego natychmiastowej rozmowy czy innych dzwoniących. Mało tego, informuje również o smsie, a po odpowiednim ustawieniu, o aktywności w mediach społecznościowych. To sobie podarowałam – miałabym nieustające wibracje.

Minusy? Nie jest to niestety alarm, dzięki któremu siedząc w pokoju na piętrze dowiesz się, że w kuchni na dole właśnie odezwała Ci się komórka. „Łańcuch” jest dość krótki i przy około 10 metrach ginie. Przez co jeśli ładuję telefon w kuchni, a siedzę w pokoju, telefon może dzwonić i dzwonić, a i tak nie usłyszę. Na wyjście jednak, gdy komórkę chowam w kieszeni, jest to opcja idealna.

To była ta najważniejsza funkcja. A te mniej ważne i zależne nieco bardziej od aplikacji? Jedną z nich jest u mnie krokomierz. Niestety, z tego co widzę, tu opaska musi się nieco bardziej „rozbujać” i mniejszych tras typu „kuchnia-sypialnia” często nie zlicza. No chyba że czegoś nie wiem i ona nie liczy tylko tych tras, które pokonuję z jedzeniem. W każdym razie, kroków jest nieco mniej, niż być powinno, co sprawia, że do dziennego celu nieraz troszkę mi brakuje, mimo że latam po mieszkaniu jak dziki reks. Oprócz kroków, mam widoczne również pokonane kilometry. Tu o dokładności niestety wiem niewiele. Trudno byłoby zmierzyć.

Fitness i jeszcze raz fitness!

Jak nietrudno zauważyć, mimo że dla mnie opaska istnieje głównie po to, by móc w końcu odbierać telefon, jest ona wręcz stworzona dla osób, które chcą nieco schudnąć. A że taką osobą notorycznie jestem ja, a od kilku dni nieco bardziej, bo waga uświadomiła mi, że jest nieco gorzej, niż zwykle – staram się urządzenie wykorzystać. Stąd kolejna „zakładka” ukazująca się po kliknięciu w guzik opaski, jaką są kalorie. Wiesz, to te zwierzątka co zwężają nam w nocy ubrania. A opaska informuje, ile ich pokonaliśmy.

Przejdę jednak dalej, bo kolejna funkcja jest niezwykle ciekawa! Jest nią… Mierzenie pulsu. I tak dziś byłam przerażona moim pulsem po dwudziestu minutach treningu. Życie grubasa nie jest łatwe!

A jeśli grubas się zasiedzi? Ja ustawiłam sobie urządzenie tak, by po godzinie brzęczał, pokazując że mam wstać i zrobić kilka kroków. Jest tu jednak pewien minus wynikający z braków krokomierza, o których już wspominałam – nieraz urządzenie nie wyczuwa, że przecież wstałam kilkanaście minut temu i przypomina mimo to.

Na końcu zaś mamy baterię. Bo urządzenie, zamiast wymagać małych wymiennych bateryjek czy też kontroli u zegarmistrza, po prostu co pewien czas musi być ładowane. I tu wielki plus – jedno ładowanie starcza na około 3 tygodnie. Właściwie to praktycznie nie pamiętam o takiej potrzebie i gdy opaska już mi o tym przypomina, jestem zdziwiona, że już – a potem liczę, że w sumie to troszkę czasu przecież minęło.

Wygląd

Ja wiem, że być może pamiętasz stare, dobre i brzydkie telefony oraz inne urządzenia, które miały działać, a nie dobrze wyglądać. Niestety, te czasy minęły i nawet aparaty ortodontyczne dziś mają człowieka upiększać, zamiast tworzyć kolejną serialową „Brzydulę. I tak Xiaomi Mi Band 2 jest śliczny!

Kolor właściwie możemy sobie wybrać. Ja wybrałam różowy, bo od zawsze uwielbiam słodki róż… A poważnie, dlatego że silikonowa różowa opaska wygląda naprawdę ładnie! Nie jest landrynkowa czy przesłodzona, a idealnie współgra kolorystycznie z czarną kapsułką z wyświetlaczem. No właśnie – bo kapsułka od opaski jest oddzielona. Wkłada się ją „dołem”, dzięki czemu nie ma opcji, żeby wyleciała. Czasem zdarza się za to, że zatrzask od opaski puszcza, gdy ją o coś przez przypadek zaczepię.

Aha – wiem, co może zrobić z ręką silikon. Sama mam wrażliwą skórę, jednak ten jest najwyraźniej dobrej jakości. Może 2-3 razy czułam, że ręka musi nieco dłużej odpocząć od opaski.

A wiesz, co jest najlepsze? Kapsułka jest wodoodporna! To znaczy, pewnie i nurkować się w niej wyczynowo nie da, ale kąpiel weźmiesz i w basenie popływasz. Oprócz tego, zaskoczyła mnie jej wytrzymałość. Jako osoba z koordynacją ruchową na poziomie „litościwie przemilczać” walę ręką we framugi, szafki – w co się da. Opaska żyje, zarysowania są naprawdę małe. Sensor jest bardzo czuły, nie trzeba więc męczyć się z naciskaniem, za to jest śmiesznie, kiedy podczas brania prysznica opaska zaczyna brzęczeć, że właśnie zmierzyła Ci tętno.

Polecam?

Zaznaczę może, jeśli oczekiwałeś ode mnie rzetelnego tekstu na temat wszystkich funkcji, jakie można wycisnąć z Xiaomi Mi Band 2, to w kwestii nowoczesnych technik pojawiających się w i po latach 90′ jestem kompletnym antytalenciem. Nie będę więc omawiać zawiłości przeróżnych dostępnych aplikacji. Wystarczy mi Mi Fit, która co rano dołuje mnie informacją o tym, jak krótko spałam.

I wiesz, co jest najlepsze? Jako beztalencie techniczne, opaskę ogarnęłam bez problemu! Wystarczyło kilka godzin przy aplikacji… Ściemniam. Godzinę może na tym spędziłam. Potem co najwyżej w razie potrzeby poszerzałam wiedzę.

Jeśli szukasz czegoś, co wspomoże Twoje ćwiczenia, za które chcesz się wziąć profesjonalnie, to nie polecam. Za to jeśli ćwiczysz rekreacyjnie, tak jak ja, a przede wszystkim, chcesz w końcu wiedzieć, że ludzie do Ciebie dzwonią albo piszą – kupuj! Cena jak na takie cacko wysoka nie jest, zegarek drożej kupowałam – tym bardziej warto.