Na początku jest łatwo! Pierwsze posiłki i tak przecież je się z dzieckiem, pamiętajmy, że rodzice niemowlaka nie jedzą inaczej, jak przy okazji! Jeśli tylko uda się wdrożyć metodę BLW, gdzie bobas zjada praktycznie sam, mamy szansę na to, by usiąść ze swoją porcją, starając się nie płakać na widok rozwalonego przez dziecko na suficie brokuła.

Wspólne jedzenie posiłków nie wydaje się więc sztuką, przy której trzeba żonglować czasem. Problemy pojawiają się, gdy rodzice wracają do pracy, dziecko idzie do przedszkola i brakuje nawet kilku minut na szybkie zmycie naczyń, a co dopiero upichcenie pełnowartościowego posiłku i zjedzenie go z bliskimi.

I ja wiem, że z czasem to jest tak, że niektórzy mają go z gumy i przy dziesięciogodzinnej pracy, trójce dzieci, zajęciach dodatkowych oraz siłowni zjedzą jeszcze z maluchami dwudaniowy obiad, a inni z jednym dzieckiem, dorywczą pracą i kimś do pomocy ledwo odsmażą pierogi z marketu. Tak już jest i nie ma co krytykować jednych czy drugich.

Wszystkie posiłki mamy jeść wspólnie?

Mimo to warto. Czy wszystkie posiłki? Poważnie ktoś sądzi, że mając pracę, dwoje lub więcej dzieci w placówkach edukacyjnych i masę spraw na głowie, ogarnę wspólne śniadanie, potem przyciągnę siłą domowników z pracy i szkoły, a w międzyczasie zrobię dwudaniowy obiad i kilka godzin później kolację?

Idealna wizja, choć raczej nie dla ogarniającego ten cały bałagan. Z drugiej strony, wyznaczenie jednego, jedynego posiłku dziennie, który jemy w gronie rodzinnym nie wydaje się być już sztuką wymagającą umiejętności chodzenia po linie z piłeczką na nosie. Oczywiście, zawsze może się zdarzyć, że komuś z nas akurat coś wypadnie – wieczorna wizyta u lekarza, popołudniowa kawa z dawno niewidzianą przyjaciółką, ważny sprawdzian albo zawody sportowe. Nie ma się co łudzić, że „odbębnimy” 365 wspólnych śniadań, obiadów albo kolacji w roku.

A jednak wspólne jedzenie posiłków ma wiele plusów i to rozłożonych w czasie, takich które będą procentować. Te najważniejsze zaraz przytoczę. Nie wiem czy Cię przekonają do zmian, ale dlaczego nie spróbować?

Nauka kulturalnego jedzenia

Trudno jeść kulturalnie, odrabiając przy okazji lekcje, siedząc przy komputerze albo przed telewizorem. Trudno pokusić się choćby o próby, gdy nie ma widowni i nikt nie podpowie, że warto widelec trzymać w nieco inny sposób.

A potem przychodzi szkolny wyjazd. Gorzej jeśli dziecko nie nauczy się kulturalnego jedzenia do momentu pójścia do pracy. Nie, to naprawdę nie jest science-fiction, choć pewnie brzmi zabawnie. W domu natomiast dziecko ma szansę nauczyć się, jak powinny leżeć sztućce, w jaki sposób jeść, by dobrze przy tym wyglądać i się nie pobrudzić.

Uściślę tylko: nie, nie chodzi o podawanie do obiadu widelczyka do ryby i piętnastu innych akcesoriów, a o podstawy. O naukę rozmowy po przełknięciu tego, co mamy w buzi, o krojenie kotleta tak, by nie wylądował na czyimś talerzu (tak, udała mi się ta sztuka w dorosłości. Na blogu wygląda fajnie, w realu miałam ochotę założyć torbę na głowę), o wytarcie rąk w serwetkę. Takie drobiazgi, dzięki którym potem nie wstydzimy się za siebie.

Poczucie wspólnoty rodzinnej

Na szczęście minęły czasy, gdy wspólne jedzenie posiłków odbywało się w głuchej ciszy, a odzywające się dzieci były zbywane tekstami typu: „Jak pies je, to nie szczeka, bo micha ucieka”. Oby bezpowrotnie. Wspólny posiłek to możliwość porozmawiania z dzieckiem, a nawet z małżonkiem, z którym czasem po prostu mijamy się w natłoku obowiązków.

Nie każdy przecież ma wolne weekendy. A nawet jeśli, warto znaleźć czas dla rodziny w ciągu tygodnia. Dlaczego nie w trakcie posiłku? Przy omlecie z warzywami człowiek od razu staje się bardziej otwarty 🙂

Zdrowe jedzenie

Nie ma się co łudzić – samotne posiłki sprzyjają niezdrowym nawykom. Jedzenie w pośpiechu, byle czego, byle gdzie, absolutnie nie służy nam, a tym bardziej młodym organizmom w wieku szkolnym. Najczęściej wygląda to tak, że chcąc jak najszybciej przejść do zajęć, zapychamy się szybko, jedząc więcej, co prowadzi do otyłości albo ledwo skubniemy jedzenie i zagryziemy potem czymś dużo mniej zdrowym.

Tymczasem, nawet jeśli obiad rodzinny jest robiony w pośpiechu, łatwiej jest upichcić coś zdrowego. Makaron ze szpinakiem? Racuchy z kaszy z bananami?

Pst! Pst! Pamiętasz, że w zeszłym tygodniu mówiłam Ci o akcji „Program dla szkół”, dzięki której dziecko dostanie w szkole warzywa, owoce i produkty mleczne? Zachęcałam Cię wtedy do włączenia się w akcję i chyba zapomniałam powiedzieć, że ta kampania może pomóc także Tobie. Wejdź sobie na http://www.pamietnikchrumasa.pl/, tam w zakładce „Przepisy” masz kilka pomysłów na zdrowy obiad lub kolację. W dodatku tak bajecznie prostych, że mogą Ci pomóc także dzieci!

Mi szczególnie spodobał się pomysł na kremową zupę marchewkowo-paprykową. Coś czuję, że to stanie się moją ciążową zachcianką. Naprawdę, mimo że od wielu produktów spożywczych mnie teraz odpycha, po przeczytaniu przepisu oczy mi się zaświeciły.

Nauka rytuałów

Jeśli czytasz mnie nieco bardziej regularnie, wiesz że z rytuałami mam problem i moje życie to taki troszkę chaos, a w tym chaosie nawet nauczyłam się żyć. Trochę zmieniło to pojawienie się dziecka, które rytuałów bardzo wymagało. Zadziwia mnie niezmiernie, jak dziś, mimo że nie zna się na zegarku, doskonale wie o zbliżającej się porze drugiego śniadania, domagając się owocu. Jak robi się marudna, gdy obiad spóźnia się dosłownie o kilka minut.

Dlaczego ten punkt zostawiłam na koniec? Bo składając to wszystko w jedną całość, nie muszę chyba tłumaczyć, jak ważnym punktem w codziennym rytuale jest wspólny, zjedzony spokojnie posiłek? Jak wpływa na nasze zdrowie fizyczne oraz psychiczne? Jak zmienia postrzeganie posiłku, z czegoś co trzeba po prostu zjeść, żeby się zapchać, na coś szczególnego, co należy szanować? Zarówno sam „produkt”, jak i wysiłek w niego włożony.

Wspólne jedzenie posiłków – Warto?

Warto! Choć to wymaga czasem wysiłku. Sama zresztą wiem, jak trudno czasem oderwać się od pracy, wziąć dziecko, posprzątać na stole w kuchni (na którym przez dwie godziny wolne od jedzenia znalazło się wszystko), zrobić szybko coś zdrowego, co nadaje się do jedzenia. Też miewam z tym problem, szczególnie kiedy wszystko się sypie, a czasu niewiele. Dobrze że mogę tu liczyć na pomoc męża – bardzo polecam! Znaczy się, ogólnie małżeńską współpracę, nie mojego męża.

Inwestycje łatwe nie są. A wspólne jedzenie posiłków to właśnie inwestycja – w rozwój rodziny, w rozwój dziecka, no i we własne zdrowie.

A Tobie udało się wygospodarować czas na wspólne jedzenie? Jeśli tak, w jakiej porze dnia jecie razem? 🙂

Tekst powstał we współpracy z programem „Program dla szkół”