Tu z wózkiem nie wejdziesz! – jak w takim razie zrobić zakupy z dzieckiem?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Od jakiegoś czasu praktycznie wszędzie poruszam się z wózkiem, w którym wożę sobie dziecko. Czasem przy okazji załatwiam różne zakupowe oraz inne sprawunki. Podobnie zresztą jak inne „wózkowe”, gdyż większość z nas nie ma komfortu zostawiania dziecka w domu z osobą towarzyszącą za każdym razem, gdy musi coś załatwić. Zakupy z wózkiem są i były normą.

Muszę przyznać, że póki co spotykałam się głównie z pozytywnym odbiorem – zdarzało się, że przepuszczano mnie gdy berbeć marudził, a ja miałam niewielką ilość produktów, zagadywano do niego, śmiano się, rozbawiano, słowem, chyba w każdym sklepie i miejscu, w jakim byłam z wózkiem, czułam się z nim mile widziana. Może poza PKP Intercity, gdzie dzieć troszkę przeszkadzał pasażerom, ale tu szkrab dał porządnie w kość, no i to nieco inny rodzaj „usług”. A przypominam, dziecia mam głośnego i wymagającego.

Włos mi się więc zjeżył na głowie, gdy przeczytałam o Katarzynie Bogatko, kobiecie która została wyproszona z ciuchlandu. Przy czym nie była to miła odmowa, kobieta usłyszała, że z dziećmi chodzi się na spacer do parku, a nie na zakupy, a wózek może przed sklepem zostawić. Z dzieckiem. Wyobrażacie to sobie, idziecie sobie ulicą, a tu przed sklepami zostawione tak sobie dzieci w wózkach, bo matki przecież muszą zrobić zakupy. Standard przecież.

Do parku, a nie mi tu po sklepach!

Podobnie zresztą jak spacerki po sklepach, zamiast do parku. To przecież oczywiste, że matki żywią się miłością do dziecka i zarówno siebie, jak i malucha, potrafią w tę miłość ubrać. Mało tego, jak się postarają, to miłość wygląda jak najnowsza kolekcja z Pepco! Po co więc miałyby chodzić do sklepów, skoro mogą w tym czasie iść do parku? Bezczelne i kapryśne! Kiedyś były inne czasy. Dzisiaj nie ma czasów!

No dobrze, ale to jedna kobieta. Innej spadł na głowę meteoryt, na trzecią zleciał samobójca z siódmego piętra. Nie ma co tworzyć regułek, pomyślałam i wpisałam w googla „nie wpuszczono jej z wózkiem”. I domyślacie się pewnie. Otworzyło mi się kilka ciekawych przypadków, jak kobieta z Grajewa, niewpuszczona do zwykłego spożywczaka „Społem”, bo „matki kradno do wózków”, gdzie polecono jej… wziąć dziecko na ręce i poprosić pracownika o pomoc w zrobieniu zakupów. Oczywiście, to już w artykule, bo zapewne na żywo takiej pomocy ze świeczką można było szukać. Inna, w Poznaniu, nie kupiła butów, bo nie wpuścił jej sprzedawca w obuwniczym, również z obawy przed kradzieżą.

Można ironizować, można się śmiać, ale czy rzeczywiście kobieta miała prawo wyrzucić matkę z wózkiem? Katarzyna Bogatko, która „przypadkowo” związana jest ze stowarzyszeniem antydyskryminacyjnym, twierdzi że nie. To tyle, jeśli chodzi o przepisy prawne. A te ludzkie, zapisane, że tak cynicznie się wyrażę, w naszym serduszku? Nie żyjemy przecież na bezludnej wyspie, żaden z nas nie urodził się wrednym nastolatkiem, większość z nas jednak w tym wózku z matką kiedyś latała.

Nie ma w nas krzty empatii?

Wydaje mi się, że nie, a przynajmniej nie zawsze. Pół biedy, jeśli sklep ma dość szerokie przejścia i mamy pełną swobodę ruchu z wózkiem, ale przecież są sklepy, zwłaszcza te małe, w których wózek praktycznie się nie mieści! Co wtedy? Jako matka, mogę w duszy pomstować na zły układ, kipieć oburzeniem, najgorsze natomiast co mogę zrobić, to wciskać ten wózek „na siłę”, bo a nuż widelec się uda. Podobnie z ciuchlandami i miejscami, gdzie łatwo coś zwinąć pod wózek. Sama chodząc po takich miejscach, wózek staram się trzymać tak, żeby nikt nie posądził mnie o to, że właśnie zwinęłam dziecku kilka sweterków po dwa złote. Przykre? Być może, z drugiej strony bardziej przykre jest to, że ludzie rzeczywiście nagminnie kradną w ten sposób. Nie ma się co oburzać, jeśli prośba o przesunięcie wózka czy wyjście jest umotywowana i wyrażona uprzejmie.

W przypadku pani Bogatko niestety uprzejmości zabrakło, a wyszło wręcz chamstwo, zarówno sprzedawczyni, jak i reszty klientów. O ile oczywiście wersja medialna jest wersją rzeczywistą, bo być może wyglądało to całkiem inaczej i piekielną osobą, która nie chciała wyjść z wąskiego przejścia, była matka z wózkiem. Jak było naprawdę, pewnie się nie dowiemy. Pozostaje nam co najwyżej liczyć na wzajemne zrozumienie i uprzejmość. Zarówno ze strony sprzedawców, którzy powinni zrozumieć, że wózek i dziecko nie zawsze da się zostawić w domu, a kraść można na tyle sposobów, że wózek w spożywczym naprawdę jest jednym z tych sposobów rzadszych, jak i matek, które, o ile nie mieszkają na wsi głuchej, mogą iść do sklepu obok, jeśli ten jest za mały i za ciasny, a wózek się w nim nie mieści.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować