Niby człowiek wiedział, że sytuacja wygląda mało stabilnie. Osobiście jednak łudziłam się, że tu, w Europie, jesteśmy nieco za bardzo ucywilizowani, żeby tak po prostu napadać i krzywdzić ludzi.

Ale naiwność, co nie?

Tak czy siak, za granicą rozpoczęła się wojna. Każdy przeżywa to nieco inaczej, choć przynajmniej podczas pierwszych dni widać było, że mało kto pozostał obojętny.

Jest to, także dla nas, nowa i trudna sytuacja. Dlatego szukamy schematów. Patrzymy, co robią i mówią bardziej doświadczeni, a następnie powtarzamy. Uczymy się nowej przestrzeni i to jest ok. Zwłaszcza że dezinformacji wokół pełno.

Warto jednak, po umiejscowieniu się w tej rzeczywistości spróbować urządzić ją po swojemu, by nie zostać skazanym na powtarzanie ślepo twierdzeń innych. I tak również mi po chwilach odrętwienia zaczęły kłębić się rozmaite przemyślenia.

Wojna i znoszone rzeczy wśród darów

Słuchajcie, dramat! – można było przeczytać biadolenia organizatorów zbiórek. Okazywało się bowiem, że wśród wielu darów trafiały się nie pierwszej “nowości” pościele i bielizna albo bardziej znoszone ubrania i buty.

I jasne, rozumiem przypomnienia, że zbiórka darów dla uchodźców to nie kontener przy śmietniku, do którego wkładamy ubrania nadające się głównie na czyściwo. Bo znaleźli się ludzie, którzy pomylili jedno z drugim. Przykre.

Obawiam się jednak, że problem leży także w innej sferze. Pomagać chcieliśmy wszyscy. Widziałam oferty pomocy od osób naprawdę “doświadczonych przez życie” i ubogich. Tacy ludzie żyją nieraz w otoczeniu ludzi, których nie stać na zbyt wiele. Być może sami mają problem z higieną, na przykład z powodu zaburzeń psychicznych czy intelektualnych. Podobne rzeczy, które podarowali, de facto używają.

Ich wdowi grosz niespecjalnie komuś się przyda, wiem. Nie o to jednak chodzi, a o to, by za niego nie potępiać na samym wstępie. Przypominajmy o tym, by dary były w dobrym stanie… Ale z szacunkiem.

Czy jestem ruskim trollem?

Ruskie farmy trolli są faktem. Z tym dyskutować nie mam zamiaru, szczególnie widząc propagandę, jaką karmieni są nasi wschodni bracia.

Zabawne jest jednak to, jakimi specjalistami w wykrywaniu ruskich trolli się staliśmy! Ktoś śmie wątpić w sens brania trzeciej dawki szczepienia? Troll! Ktoś obawia się o bezpieczeństwo mieszkańców Przemyśla? Troll! Ktoś uważa, że pewne profity dla uchodźców są przesadą? Troll! Ruski put-insynowski troll, biorący wypłatę w rubelkach. Ale niech no uważa, zaraz go… No właśnie. Co?

Nie ma sensu brać jako pewnika niepotwierdzonej informacji. W zalewie propagand z wielu stron najlepiej po prostu wątpić trochę we wszystko. Nie ma też sensu wyzywać kogoś od ruskich trolli tylko dlatego, że jego poglądy wyraźnie odbiegają od Twoich.

Zrozum

Od kilku dni gościmy u siebie ponad pół miliona uchodźców (Gdy skończyłam pisać ten tekst, właśnie dowiedziałam się, że jest ich już milion). Część dotarła do nas bezpiecznie i jeszcze w miarę spokojnie. Inni zdecydowali się na ewakuację, gdy ich życie zostało zagrożone.

Ta kobieta nic nie potrafiła wokół siebie zrobić. Kanapkę ledwo zrobiła, nie posprząta po sobie, kubka nie pozmywa nawet” – przeczytałam.

Przyjechali do nas. Nic im nie smakowało, poszli do miasta i kupili jakieś swoje jedzenie. Ale wdzięczność, co nie?

Użyczenie swojego lokum za darmochę uchodźcom to ogromny dar. Jest to obarczone pewnym niebezpieczeństwem, tym bardziej szacunek dla tych, którzy się zdecydowali.

Warto jednak pamiętać, że gościmy u siebie naprawdę różne osoby, ze swoimi przyzwyczajeniami. Niektóre wciąż mają przed oczami bomby i w nocy nie będą spały. Jeszcze inni przed wojną wiedli wygodne życie niezaradnego człowieka, bo nie musieli być zaradni. U nas też nie wszyscy są. I oni mogą mieć teraz ogromny problem. Zrozummy to. To są ich pierwsze dni w koszmarnej rzeczywistości.

Być może trafimy na człowieka, który w tym szoku, w którym wciąż się znajduje, nie zachowa się adekwatnie. Są i ci, którzy, nie czując się “u siebie”, nie wiedzą, co mogą, co powinni – prości ludzie, których sytuacja znacznie przerosła. Na końcu są ludzie roszczeniowi, bo wśród ponad pół miliona ludności z pewnością są i tacy.

Daleka jestem od rozkładania czerwonego dywanu, bo nie o to chodzi. Żeby było jasne, życzenia pewnej stylistki, by uchodźcom kupować stroje znanych projektantów, to jakaś żenująca pomyłka. Nam, Polakom, też nie zbywa.

O co w takim razie mi chodzi? Tylko i wyłącznie o szacunek i zrozumienie dla człowieka w potrzebie. Zarówno Ukraińca, jak i Polaka. Bo… pst! Polacy w potrzebie nie zniknęli wraz z początkiem wojny. Pamiętajmy o nich.

Pomagajmy ostrożnie

Pierwszego dnia wojny Polacy tłumnie rzucili się do pomagania. Zbiórki mnożyły się i mnożyły – właściwie czasem nie było już wiadome, kto, gdzie i na co zbiera. “Wszystko się przyda!” – czytałam. No dobrze, ale co potem z tym wszystkim? Gdzie to się podzieje? Czy przypadkiem nie utknie potem w jakimś magazynie, bo akurat nie będzie jednak potrzebne?

Cieszyłam się, że moje miasto podeszło do tego na spokojnie. Kilka dni po fakcie ogłosiło zbiórkę na uchodźców, którzy trafili do nas. Reakcje? “No nareszcie! Ludzie pomagają od kilku dni, a miasto dopiero się obudziło!” Ja natomiast cieszyłam się, że przemyślano koordynację, formę i cel. Bo miałam chwilami wrażenie, że niektórzy startowali w konkursie na najszybciej zorganizowaną zbiórkę, żeby się wykazać. A przecież nie o to chodzi.

Podobnie cieszyły mnie odruchy serca, w których ludzie dzielili się swoją przestrzenią życiową, a z drugiej strony trochę niepokoiły. “Słuchajcie, bo ja się tak zastanawiam. Jadą do mnie uchodźcy, użyczyłam im mieszkanie. A jeśli oni nie będą chcieli się wyprowadzić?” – przeczytałam w końcu na forum. Oczywiście, znaleźli się oburzeni takim pytaniem.

Niestety nie wiemy, ile to wszystko potrwa. Jeśli krótko, wiele osób z pewnością chętnie szybko wróci. Część z nich będzie próbowała się tu urządzić – poszukać pracy, mieszkania. Nie ma się jednak co łudzić, że niebezpieczeństwo “zajęcia mieszkania” nie istnieje. Tak, wśród uchodźców są różni ludzie. Trzeba mieć to na uwadze.

Podobnie jak fakt, że nagły przypływ miliona osób do kraju niesie za sobą różne niebezpieczeństwa. Bądźmy na nie przygotowani, bo już wkrótce prawdopodobnie będziemy mierzyć się z nieznanymi nam dotąd problemami.

Bliższa ciału koszula

Myślisz, że tylko w Ukrainie jest wojna? Tak się martwisz, ale Syria Cię już nie obchodzi?

Po pierwsze, skąd wiadomo, że mnie nie obchodzi? Bo nakładki nie ustawiłam?

Po drugie, tak. Bliższa ciału koszula. Obywatele Ukrainy są u nas od wielu lat. Już trzy lata temu w niektórych sklepach i mini-centrach handlowych pracowały praktycznie same Ukrainki. Znaliśmy ich, przyjaźniliśmy się z nimi. Nasze dzieci chodziły do szkoły z małymi Ukraińcami.

Wojna wybuchła więc u naszych przyjaciół, współpracowników, szefów (sic!), znajomych, sąsiadów, a nawet u naszych rodzin! To takie zastanawiające, że współczuliśmy konkretnej koleżance, która w pracy płakała, że musi ściągnąć tu szybko swoje dzieci albo mamę, prawda?

Plus, nie oszukujmy się. Fakt, że wojna wybuchła tuż za naszą granicą, w pewnym stopniu postawił na szali także nasze bezpieczeństwo. Mamy prawo odczuwać niepokój.

Rosjanin Twój wróg?

Jestem całym sercem za sankcjami skierowanymi w stronę Rosji. Za wykluczeniem tego kraju w sferze publicznej, kulturalnej i sportowej także.

Z drugiej strony niektóre gesty przypominały trochę ugotowanie gara pierogów ruskich (które “rosyjskie” nie są) i ostentacyjne wywalenie ich za okno.

Pamiętajmy także, że wielu Rosjan, którzy żyją wśród nas nie popiera wojny i dziś marzy jedynie o jej zakończeniu. Oczywiście, nie wszyscy… Ale agresja w stronę Rosjan, z którymi pracujesz, bo to “sługusy Put-ina” nie jest właściwa. Podobnie jak inne wrogie gesty.

Rozmawiaj także z nimi. Wspieraj, bo i oni przeżywają często trudne chwile. Oczywiście jeśli usłyszysz hasła poparcia dla łysiejącego prezydenta Rosji, nie musisz, a nawet nie powinieneś się na to zgadzać.

Niech nie wie lewica, co czyni prawica

I na koniec, pamiętaj. Każdy pomaga, jak może.

Nikt nie musi czuć się zobowiązany do tej pomocy. Zamiast krytykować sąsiadkę, że “w szkole odbyła się zbiórka, a ona nawet się nie dołożyła“, trzy razy się zastanów i jeśli wyjdzie Ci, że jednak musisz skrytykować, wiedz, że nie. Nie musisz.

Podobnie jak pomagając, nie musisz wrzucać do sieci zdjęcia z każdą torbą pampersów, kupioną uchodźcom.

Nie krytykuj pomagających, że “pomagajo banderowcom”. Nie krytykuj tych, którzy nie pomagają, że “nie mają serca”. Zamiast tego możesz na przykład zastanowić się czy z Twoim nie/pomaganiem wszystko gra.

Tych przemyśleń jest jeszcze więcej

Wciąż pojawiają się nowe – z każdą wiadomością jestem ekspertką. Zarówno w kwestii strategii wojennych, jak i przywoływania w myślach obrazów dzieci, które kilkadziesiąt godzin spędziły, jadąc w mrozie w stronę granicy i bojąc się, że nie zdążą, kobiet w ciąży, z niemowlęciem i tych, którzy nie zdążyli…

NIGDY WIĘCEJ WOJNY. Nigdy więcej zabijania. Nikogo. Bez względu na narodowość, wiek, status, stronę brzucha, po której się znajduje i kolor. Z żadnego powodu. Po prostu.

Podziel się tym wpisem!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

O mnie

Karolina Jurkowska

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Archiwum

 

Instagram

Zapraszam do dyskusji