Wakacje z małym dzieckiem? To znaczy że byliście na wakacjach czy z małym dzieckiem? – zakrzyknęło do tej pory wiele osób. Nie bez racji. My na szczęście, póki co, nie porwaliśmy się na wielgachne wyjazdy, z czterema biurami podróży, all inclusive za granicą albo na drugim końcu Polski.

Szczególnie, że dziecko bardzo intensywne, a ja coraz większa. Stwierdziliśmy więc, że odpoczniemy sobie w mieście, gdzie przeżyłam naprawdę piękne pięć lat. To znaczy, nie że przedtem nie było pięknie albo, co lepsze, potem pięknie nie było. No bo potem – wiadomo. Praca, ślub, dziecko, dorosłość (choć udaję, że to jeszcze nie teraz). Po prostu, studia to naprawdę świetny czas! Szczególnie studia daleko od domu.

No więc pojechałam, by przypomnieć sobie, jak to jest być dorabiającym sobie od czasu do czasu darmozjadem. Wróć! Oczywiście, stwierdziłam, że pokażę dziecku piękno Torunia, cudne zabytki, muzea. Tak właśnie było.

Wakacje z małym dzieckiem? Nie odpoczniesz

Wyjaśnię, żeby nikt mnie źle nie zrozumiał. Przez „wakacje z małym dzieckiem” rozumiem wyjazd z maluchem w wieku 1-3 lat. Czyli już nie niemowlak, a na przedszkolaka taki ciut za mały albo też o wiek przedszkolny zahaczający. Czego takie dziecko potrzebuje?

Brawo, drogi rodzicu! „Wiecznej uwagi i ruchu” – aż słyszę, jak mówisz to takim zbolałym, płaczliwym tonem. Jak ja to znam. Oczywiście, możliwe że masz dziecko, które wyszaleje się pół godzinki, a potem jest spokojne i robi to, co mamusia i tatuś każą albo w ogóle zajmuje się samo sobą. O ile jednak niemowlaki mają różne charaktery i temperamenty, przyznam że rzadko widywałam dzieci w tym wieku, które nie byłyby ruchliwe.

Nie nastawiałam się więc na leżenie w hotelu i Tobie również nie polecam nastawiać się na to, że poleżysz sobie na leżaku, a berbeć słodko, niczym na pocztówce, będzie dwie godzinki lepić babki z piasku. Zamkniesz oczy na dwie sekundy i będziesz go zbierać z koca wściekłej pani leżącej 20 metrów dalej.

Lepiej już od razu założyć, że będą to wakacje w ruchu. I że albo będzie chodzenie… Dużo chodzenia, albo warto zadbać o interesujące oraz bezpieczne otoczenie, w którym nie trzeba będzie się bać, że odwrócisz głowę po lemoniadę, a malucha już nie będzie.

Muzeum

Wiesz, z czego miałam niezły ubaw, kiedy po pięciu latach wróciłam do domu? Pierwszego dnia dojrzałam z nowopoznaną koleżanką planetarium i cennik z cenami „nawet w miarę studenckimi”. Ojeju! Oczywiście, jako potencjalna elita narodu, musimy się tam wybrać jak najszybciej. Domyślasz się chyba, że mieszkając w mieście Kopernika, nie poszłam tam ani razu. Nie, nie to że zginęłam pod stertą jaboli pitych w akademiku czy wręcz przeciwnie, utonęłam w kserówkach. Po prostu, nigdy jakoś nie było kiedy.

Teraz będzie inaczej! Zaszczepię w dziecku chęć chodzenia po tego typu przybytkach! – stwierdziłam. I rzeczywiście, ofertę dziecięcą w muzeach Toruń ma fantastyczną. Planetarium, Muzeum Piernika, Centrum Sztuki Współczesnej – wszędzie jest możliwość interaktywnego zwiedzania, zadbano o poznanie świata przez zmysły, jak choćby podczas tworzenia własnego piernika.

Tylko że to rozrywka od 3, a nawet od 4 roku życia. Oczywiście, można pewnie pójść z młodszym, ale nie nastawiałabym się, że będzie zainteresowane. Chcesz iść do muzeum? Potraktuj to jako spacer, poopowiadaj sam, podotykaj, co dotykać można, nawiąż do rodzinnych historyjek, otoczenia znanemu dziecku… Rzecz jasna, z umiarem, żeby przy jakiejś mumii nie wykrzyknąć „A pamiętasz, jak byliśmy u babci Irenki?!”

A jak było u mnie?

Ja do muzeum jednak nie poszłam. Za to pozwiedzaliśmy sobie ruiny zamku krzyżackiego. Młoda zamki po wizycie w Malborku uwielbia, możliwość obcowania z kolejnym napawała ją więc niemałą radością. Co tam dziwne meszki! Co tam niepokojąco wyglądające chmury, kiedy tu czerwone mury, a spoza nich, jak ojciec dziecko podniesie, wyłania się Wisła.

Oczywiście nie twierdzę, że spacerować trzeba bez celu! I tak, Młoda pokochała pomnik flisaka, a szczególnie urocze żabki, które pozostały po pladze, plując wodą. Miała jednak mieszane uczucia w stosunku do Filutka, któremu usilnie próbowała wyjąć z pyska kapelusz, żeby założyć psu na głowę. Nawet mnie to nie dziwi. Kto to widział, pies bez kapelusza?!

Plany zmienią się trzy razy

Ponieważ jestem: najstarszą siostrą z gromadki, pedagogiem i rodzicem, wiem dobrze że wakacje z małym dzieckiem to plany zmienione trzy razy. Dołożyć do tego moje drugie dziecko, które co prawda jeszcze się nie pojawiło, ale również zmusza matkę do częstych odpoczynków i właściwie można od razu iść na żywioł.

Tak też zresztą zrobiliśmy. Oczywiście, mieliśmy kilka punktów, które chcieliśmy zrealizować. Z najważniejszymi nam się udało. A mniej ważne? Mama, siusiu i kupę do toalety! – i weź szukaj tej toalety. Mama, pić! Jeść! Mama, jestem zmęczona – nie, tego nie usłyszałam. Po prostu, raz kiedyś, w pewnym momencie, zaczęła się troszkę przewracać. Ot, dzielny piechur uznał, że pora na popołudniową drzemkę.

Tak więc, nastaw się, że nie wszystko może się udać. Dziecko nagle dostanie gorączki z nadmiaru wrażeń (tak!), źle zareaguje na jakieś jedzenie albo po prostu będzie niegrzeczne (jasne, nie ma niegrzecznych dzieci) i da Ci popalić. A może, tak jak u nas, co chwilę będzie padać. Po co masz się wściekać, że się nie udało?

Możesz się też mile zaskoczyć

I tak, okazuje się że Młoda, podobnie jak my, pokochała gastroturystykę. Nie żeby było jej specjalnie dużo, raz usiedliśmy w kawiarni, w której dziecko spokojnie siedziało, jedząc lody. Drugi raz obowiązkowo odwiedziliśmy Stary Toruń, który, bardzo przepraszam, ale nie ma sobie równych, a w dodatku, jak się okazało, jest otwarty również w naszym mieście! Aż nie mogę się doczekać porównania jednego lokalu z drugim.

Wracając do Torunia, poza restauracją „Stary Toruń”, szczególnie rodzicom urwisów polecam Loft 79. Nieco na uboczu starówki, za to z dobrym jedzeniem i świetnie urządzonym placykiem zabaw dla dzieci. Byłam w szoku, jak dziecko świetnie się tam bawiło, mając właściwie w nosie jedzenie.

Kompromisy

Małe dziecko swoich oczekiwań nie wyrazi. Ty możesz powiedzieć małżonkowi, na czym najbardziej Ci zależy. W dziecko niestety trzeba się troszkę bardziej wsłuchać, choć na szczęście najczęściej wiemy, co lubi i co chciałoby robić.

Moje jest piechurem. Długa wycieczka? A proszę bardzo, przecież już pół roku temu dostawała histerii na widok wózka i ciągnęła za rękę, by iść pieszo. To teraz spokojnie kilka kilometrów przejdzie, po czym padnie jak nieżywa na hotelowe łóżko. Za to jeśli nie zapewnię jej jedzenia, nigdzie długo nie usiedzi.

To w takim razie wakacje z małym dzieckiem to kompromis czy uleganie zachciankom? A może dostosowanie się do charakteru każdego uczestnika „wycieczki”? Interpretację zostawiam Tobie. Póki co, życzę miłych wakacji 🙂