Slow fashion to świetna idea! Tylko czy jest dla każdego?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Slow fashion to nie tylko moda, choć trzeba przyznać, że jako taka staje się coraz bardziej popularna. Nic dziwnego – po latach zachłyśnięcia się mnogością niedrogich ubrań, wracamy do jakości i minimalizmu.

Zacznijmy jednak od nazwania pojęć. Co to jest slow fashion? W skrócie, jest to kupowanie ubrań dobrej jakości, które posłużą nam długie lata. Wiąże się również z minimalizmem oraz etyczną modą.

Etyczna moda? Tak, chodzi głównie o ubrania szyte w naszym kraju, zamiast w Chinach i Bangladeszu. Choć niektórzy wiążą termin także z używaniem wegańskich odpowiedników skór i brakiem wełny, jedwabiu oraz odzwierzęcego puchu w kurtkach – to jednak mniej wiążąca odmiana slow fashion. Wręcz troszkę kłócąca się z podstawowymi założeniami, gdzie naturalne materiały zastępują syntetyczne.

Na czym polega slow fashion?

Zanim powiem Ci, na czym polegają wady slow fashion, przedstawię Ci pokrótce najważniejsze założenia.

  • jakość, jakość i jeszcze raz jakość. Zamiast kilkunastu nowych ubrań, jedno-dwa, za to takie, które nie znudzi się po miesiącu i wygląda dobrze pomimo wielu spotkań z pralką.
  • ekologia. Właściwie o to głównie nam chodzi! Nie bierzemy udziału w zaśmiecaniu środowiska tonami wyrzucanych przez nas ubrań. Pozbywamy się ich dopiero gdy się zużyją. Popularne są także „swapy”, czyli wymienianie się ciuchami.
  • cena. Najczęściej ubrania wykonane w Polsce kosztują więcej. Przy tym jednak kupujemy ich mniej. Pewnym rozwiązaniem, choć czasochłonnym, jest kupowanie w ciucholandach.
  • tkaniny. Staramy się korzystać z naturalnych, w których nasze ciało czuje się najlepiej. Pewnym kompromisem są włókna sztuczne. Jak ognia unikamy zaś tkanin syntetycznych, wśród których prym wiodą poliester i nylon.
  • świadome zakupy. Ponieważ w szafie mamy mniej i nieco drożej, każde ubranie powinno być przemyślane. Czy pasuje do reszty? Na pewno będziemy je nosić? Nie będzie źle wyglądać w przyszłym sezonie?

Wady slow fashion? Przecież to brzmi idealnie!

Rozumiecie już założenia? Uważacie, że to jest coś dla Was, a może nawet już stosujecie? Świetnie! Część z tych punktów sama urzeczywistniam, choć zapewne za mało, by moja garderoba była slow fashion.

A jednak uważam, że nieco za mało mówi się o przypadkach, w których to nie jest sposób na życie dla nas! Pewne wady slow fashion sprawiają, że nie każdy może pozwolić sobie na taki styl życia.

I nie mówię jedynie o ludziach uboższych.

Przykład? Dzieci. Oczywiście, że istnieją ubranka slow fashion dla nich! Wyobraź sobie teraz typowego dwulatka. W ciągu dnia ubrudzi swoje odzienie jedzeniem, trawą, plasteliną i piaskiem, a wszystko to zamoczy łzami. Rzecz jasna zawsze można mieć dyżurne ubranko na plac zabaw, a do jedzenia zakładać kaftan. No można. Do momentu gdy zapomnisz lub opadniesz z sił.

Pewnym rozwiązaniem jest przekazywanie sobie nawzajem ubrań i kupowanie używanych od znajomych lub w ciucholandach. Dwulatek i tak ma gdzieś metkę (póki go nie drapie) i nie dowie się, że jego dresik nie pochodzi z najnowszej kolekcji.

Prawdą jest jednak, że maluch tych ubrań potrzebuje więcej (szczególnie gdy plami na potęgę) i garderoba kapsułowa może być trudna do stworzenia – zwłaszcza że berbeć szybko rośnie.

Slow fashion i matka

No dobrze, a co z matką berbecia? Jednego, dwóch, a może nawet czterech?

Zatrzymajmy się na trójce!

Pac! Lepkie rączki dwulatka z całej siły przytulają się do mamy. Na sukience za cztery stówy widać odcisk margaryny w kształcie łapki. Matka leci szybko zaprać. Zakłada drugi zestaw – w szafie widać dno, bo przecież ubrań ma niewiele. Zdążyła pochodzić 5 minut, gdy drugi bobas ulewa jej na rękaw.

Znam ten odcisk margaryny. „Zarzygany” rękaw również. Czyżbym zapomniała o przeciekającym biustonoszu? I spacerze z dzieckiem?

Dlatego w newralgicznym okresie macierzyństwa nosiłam tanie ubrania z ciucholandów i sieciówek. Wiele z nich musiałam wyrzucić z powodu plam nie do doprania.

Oczywiście są kobiety, których takie wady slow fashion nie przerażają. Ustalmy, że są raczej zamożne i wizja zniszczenia na amen dwóch sukienek za kilkaset złotych w ciągu miesiąca ich nie przerasta.

Co mnie zastanawia…

Myślę także nad argumentem niezaśmiecania planety milionami ubrań z sieciówek i obawiam się, że aby odwrócić ten trend, osób stosujących slow fashion musiałoby być nieco więcej, niż dziś. Przy aktualnej liczbie prawdopodobnie tych ubrań jest mniej więcej tyle samo. A może nawet na śmietniku wylądowało ich więcej, bo ktoś nie kupił.

Czy w takim razie nie warto?

Oczywiście, że warto!

Przede wszystkim, polecam ciucholandy. Dla matki, dziecka, bezdzietnych – dla każdego.

Po drugie, pytajmy w sklepach o naturalne materiały. Narzekajmy na poliester. Niech wiedzą, że w następnej kolekcji ma go być jak najmniej 😉

Po trzecie, róbmy tyle, ile możemy. Nie chodzi przecież o to, by zapożyczać się na dres polskiej firmy, bo inaczej nie jesteśmy w porządku wobec innych ludzi, planety i wszechświata. Kup z sieciówki, ale popatrz na szwy i skład.

Tak, slow fashion ma wady. Dla niektórych jest nie do przejścia.

Może jednak Wam odpowiada? 🙂

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować