Slow fashion to nie tylko moda, choć trzeba przyznać, że jako taka staje się coraz bardziej popularna. Nic dziwnego – po latach zachłyśnięcia się mnogością niedrogich ubrań, wracamy do jakości i minimalizmu.

Zacznijmy jednak od nazwania pojęć. Co to jest slow fashion? W skrócie, jest to kupowanie ubrań dobrej jakości, które posłużą nam długie lata. Wiąże się również z minimalizmem oraz etyczną modą.

Etyczna moda? Tak, chodzi głównie o ubrania szyte w naszym kraju, zamiast w Chinach i Bangladeszu. Choć niektórzy wiążą termin także z używaniem wegańskich odpowiedników skór i brakiem wełny, jedwabiu oraz odzwierzęcego puchu w kurtkach – to jednak mniej wiążąca odmiana slow fashion. Wręcz troszkę kłócąca się z podstawowymi założeniami, gdzie naturalne materiały zastępują syntetyczne.

Na czym polega slow fashion?

Zanim powiem Ci, na czym polegają wady slow fashion, przedstawię Ci pokrótce najważniejsze założenia.

  • jakość, jakość i jeszcze raz jakość. Zamiast kilkunastu nowych ubrań, jedno-dwa, za to takie, które nie znudzi się po miesiącu i wygląda dobrze pomimo wielu spotkań z pralką.
  • ekologia. Właściwie o to głównie nam chodzi! Nie bierzemy udziału w zaśmiecaniu środowiska tonami wyrzucanych przez nas ubrań. Pozbywamy się ich dopiero gdy się zużyją. Popularne są także “swapy”, czyli wymienianie się ciuchami.
  • cena. Najczęściej ubrania wykonane w Polsce kosztują więcej. Przy tym jednak kupujemy ich mniej. Pewnym rozwiązaniem, choć czasochłonnym, jest kupowanie w ciucholandach.
  • tkaniny. Staramy się korzystać z naturalnych, w których nasze ciało czuje się najlepiej. Pewnym kompromisem są włókna sztuczne. Jak ognia unikamy zaś tkanin syntetycznych, wśród których prym wiodą poliester i nylon.
  • świadome zakupy. Ponieważ w szafie mamy mniej i nieco drożej, każde ubranie powinno być przemyślane. Czy pasuje do reszty? Na pewno będziemy je nosić? Nie będzie źle wyglądać w przyszłym sezonie?

Wady slow fashion? Przecież to brzmi idealnie!

Rozumiecie już założenia? Uważacie, że to jest coś dla Was, a może nawet już stosujecie? Świetnie! Część z tych punktów sama urzeczywistniam, choć zapewne za mało, by moja garderoba była slow fashion.

A jednak uważam, że nieco za mało mówi się o przypadkach, w których to nie jest sposób na życie dla nas! Pewne wady slow fashion sprawiają, że nie każdy może pozwolić sobie na taki styl życia.

I nie mówię jedynie o ludziach uboższych.

Przykład? Dzieci. Oczywiście, że istnieją ubranka slow fashion dla nich! Wyobraź sobie teraz typowego dwulatka. W ciągu dnia ubrudzi swoje odzienie jedzeniem, trawą, plasteliną i piaskiem, a wszystko to zamoczy łzami. Rzecz jasna zawsze można mieć dyżurne ubranko na plac zabaw, a do jedzenia zakładać kaftan. No można. Do momentu gdy zapomnisz lub opadniesz z sił.

Pewnym rozwiązaniem jest przekazywanie sobie nawzajem ubrań i kupowanie używanych od znajomych lub w ciucholandach. Dwulatek i tak ma gdzieś metkę (póki go nie drapie) i nie dowie się, że jego dresik nie pochodzi z najnowszej kolekcji.

Prawdą jest jednak, że maluch tych ubrań potrzebuje więcej (szczególnie gdy plami na potęgę) i garderoba kapsułowa może być trudna do stworzenia – zwłaszcza że berbeć szybko rośnie.

Slow fashion i matka

No dobrze, a co z matką berbecia? Jednego, dwóch, a może nawet czterech?

Zatrzymajmy się na trójce!

Pac! Lepkie rączki dwulatka z całej siły przytulają się do mamy. Na sukience za cztery stówy widać odcisk margaryny w kształcie łapki. Matka leci szybko zaprać. Zakłada drugi zestaw – w szafie widać dno, bo przecież ubrań ma niewiele. Zdążyła pochodzić 5 minut, gdy drugi bobas ulewa jej na rękaw.

Znam ten odcisk margaryny. “Zarzygany” rękaw również. Czyżbym zapomniała o przeciekającym biustonoszu? I spacerze z dzieckiem?

Dlatego w newralgicznym okresie macierzyństwa nosiłam tanie ubrania z ciucholandów i sieciówek. Wiele z nich musiałam wyrzucić z powodu plam nie do doprania.

Oczywiście są kobiety, których takie wady slow fashion nie przerażają. Ustalmy, że są raczej zamożne i wizja zniszczenia na amen dwóch sukienek za kilkaset złotych w ciągu miesiąca ich nie przerasta.

Co mnie zastanawia…

Myślę także nad argumentem niezaśmiecania planety milionami ubrań z sieciówek i obawiam się, że aby odwrócić ten trend, osób stosujących slow fashion musiałoby być nieco więcej, niż dziś. Przy aktualnej liczbie prawdopodobnie tych ubrań jest mniej więcej tyle samo. A może nawet na śmietniku wylądowało ich więcej, bo ktoś nie kupił.

Czy w takim razie nie warto?

Oczywiście, że warto!

Przede wszystkim, polecam ciucholandy. Dla matki, dziecka, bezdzietnych – dla każdego.

Po drugie, pytajmy w sklepach o naturalne materiały. Narzekajmy na poliester. Niech wiedzą, że w następnej kolekcji ma go być jak najmniej 😉

Po trzecie, róbmy tyle, ile możemy. Nie chodzi przecież o to, by zapożyczać się na dres polskiej firmy, bo inaczej nie jesteśmy w porządku wobec innych ludzi, planety i wszechświata. Kup z sieciówki, ale popatrz na szwy i skład.

Tak, slow fashion ma wady. Dla niektórych jest nie do przejścia.

Może jednak Wam odpowiada? 🙂

Podziel się tym wpisem!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

O mnie

Karolina Jurkowska

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Archiwum

 

Instagram

Zapraszam do dyskusji