Strasznie boję się uzależnień. Poważnie, się boję. Z tego też powodu nawet gdy popalałam sobie po cichu papierosy w czasach obowiązkowej i nieco-ponad-obowiązkowej edukacji, robiłam to rzadko. Bo co będzie jeśli się uzależnię?

Albo jeszcze inaczej: co będzie jeśli się uzależnię i przedmiot uzależnienia się skończy? Ja tu zostanę z „chcicą”, a pieniędzy nie będzie albo znajdę się w miejscu czy sytuacji, gdzie nie będę mogła? Nie chodzi tu zresztą jedynie o używki, choć podobnie miałam z kawą. Pić i potem wydrapywać resztki z szafek? O, nie!

Latka mijały, lęk również. Nawet tę kawę zaczęłam pić i o dziwo, nie trzęsie mnie bez niej, podobnie jak bez innych używek (wszystko legalne), które miałam okazję próbować. Choć przyznam, i proszę tu niepełnoletnich o zamknięcie oczu, że  papieros po zakończeniu karmienia smakował obłędnie. W każdym razie, odstawmy tę kawę i papierosy, bo pojawiły się nieco inne uzależnienia, wcale nie mniej groźne, a związane z życiem w wirtualnej rzeczywistości.

Uzależnienie od smartfona

O ile na początku trzeba było wrócić z zajęć albo z pracy, żeby zalogować się na własnym komputerze, o tyle wszystko zmieniło się z nastaniem ery smartfonów oraz internetu praktycznie w każdym miejscu. Zrobiło się nieco niebezpiecznie.

Długo jednak miałam moją ukochaną Nokię, której najbardziej zaawansowaną funkcją był aparat i wysyłanie mmsów. Pamiętam, jak protestowałam gdy narzeczony „polecił” mi przesiąść się na jego starego smartfona i ogarnąć trochę nowe funkcje. Przecież te mmsy i aparat mi starczą! Jak się z tego ustrojstwa dzwoni?! I po co mi jakieś nowości, które i tak za chwilę przeminą z wiatrem? Myliłam się. Rok później z własnej woli nabyłam jeszcze nowszy model, patrząc bezradnie, jak świat idzie do przodu, a ja nagle zostałam w tyle – tu mąż bezlitośnie kazał dopisać, że nadal nie używam połowy funkcji, więc chyba jeszcze świata nie dogoniłam.

Zaczęło się więc całkiem niedawno i świat z wlepionymi w smartfony oczami to świat ostatnich kilku lat. Dziś jednak słychać już alarmy, taki jak ten ratowników morskich, którzy mówią, że zaginione na plaży dzieci to głównie dzieci rodziców, którzy zagapili się w smartfony. Pojawiają się również filmiki z ludźmi wpadającymi pod samochód podczas nagrywania relacji.

Demonizujemy?

I tak sobie myślę – czy naprawdę jest tak źle? I musimy demonizować to uzależnienie od smartfona, mówiąc o tym ile szkód telefony powodują, jak bardzo groźne są dla naszego mózgu, dla naszych dzieci i dla otoczenia? Przedstawiać teledyski, niczym Moby, straszący zombie i biednym zagubionym dzieckiem, na które nikt nie zwracał uwagi?

Jakiś czas temu natknęłam się na inny obrazek, a właściwie zdjęcie. Rządek ludzi, pochłoniętych czytaną właśnie gazetą. Trochę ja w liceum, kiedy przez ostatni rok dojeżdżałam do szkoły. Czasem mp3 w uszach i wpatrywanie się w deszcz za oknem ciepłego autobusu, czasem po prostu bardzo ciekawa książka, przy której bałam się przeoczyć przystanek. Czy byłam uzależniona od książek? Oj tak! O tym, jak byłam molem książkowym, nawet pisałam. Czy trąbiono o tym jako o zagrożeniu? Wręcz przeciwnie, kiedy byłam starsza, a czytelnictwo nieco się zmniejszyło, czułam się wręcz elitą.

Dziś korzystamy ze smartfona. A przecież nieraz na tym smartfonie mamy książki, bieżące informacje. Sprawdzamy, co dzieje się na świecie albo po prostu korzystamy z niego, jak z czytnika e-booków.

Forma kontaktu ze światem

Poza tym, rozjeżdżamy się nieco po świecie. Świat się skurczył, coraz częściej wyjeżdżamy do innego miasta, kraju, a i inne kontynenty nie są już czymś dostępnym dla najwyższych kast. Czasem to spełnienie marzeń, czasem przykra konieczność.

Bez względu na to, dlaczego wyjeżdżamy, najczęściej zostawiamy na miejscu bliskie nam osoby, a nawet rodziny. Nie tak rzadkie bywają małżeńskie rozłąki, przymuszone nieco sytuacją finansową. Smartfon i rozmaite komunikatory pozwalają nam być ze swoim życiem na bieżąco, monitorować, co dzieje się u osoby, za którą tęsknimy. Nie ma się co oszukiwać, że to zastąpi fizyczną obecność, ale pozwala choćby na stałą bliskość z daleka.

I u mnie smartfon stał się formą kontaktu ze światem, gdy urodziłam dziecko. Nieodkładalne, wiszące, żądające wiecznie mojej obecności. Cóż, takie mi się trafiło. Prawie pół roku siedzenia w jednym pokoju, trzy miesiące leżenia. Ja i dziecko. I okno na świat w postaci smartfona, którym komunikowałam się z resztą, tą znajdującą się poza pokojem oraz którym czytałam książki, wiadomości, oglądałam seriale… Tak wiem – zaraz znajdą się ci, którzy nazwą mnie „wyrodną madką”, narażającą dziecko na działanie szkodliwych fal. Bardziej zaszkodziłaby mu zdziczała z braku bodźców matka. I tak po tym czasie czułam się jak słoń z wygojoną nóżką, którego właśnie wypuszczają z powrotem na sawannę.

Nie twierdzę, że zawsze jest różowo

Uzależnienie od smartfona, rzecz jasna, może niszczyć. Przede wszystkim, smartfon jest szkodliwy dla maluszków. I o ile rozumiem rodziców puszczających dziecku kilkuminutową kreskówkę albo zabawiających dziecko w poczekalni czy w środkach komunikacji miejskiej, tak niestety dłuższe kontakty w wieku przedszkolnym i u młodszych dzieci mogą potem rzutować choćby na umiejętność koncentracji. Warto mieć to na uwadze.

Z niczym też nie należy przesadzać. A skłonności do przesady mamy, o czym świadczą choćby „relacje na żywo” niektórych celebrytów podczas jazdy samochodem. Kiedy widzę ten przesuwający się szybko za oknami świat, zerkanie w kamerę, poprawianie co chwilę i trajkotanie, mam ochotę napisać kilka słów. Jeszcze gorsi są idioci, którzy nie mogą zatrzymać samochodu, żeby napisać wiadomości na komunikatorze i muszą to zrobić podczas jazdy. Bo gdyby tu chodziło jedynie o nagrodę Darwina dla nich – jasne, inna sprawa, ale przez nich giną inni.

Czy to jednak wina smartfona?

Sama pewnie jestem uzależniona od smartfona. Trudno nie być, jeśli wychodząc, muszę być w kontakcie z mężem, bo dziecko, bo inne sprawy. Raczej nie wychodzę bez niego z domu. Opisywałam nawet gadżet sprawiający, że smycz jest jeszcze krótsza – tak, o xiaomi mi band 2 mi chodzi.

Czy to jednak nie znak naszych czasów? Owszem, możemy zaśpiewać starą pieśń „Kiedyś było inaczej” i w zwrotce zawrzeć, że jeszcze 20 lat temu mieliśmy do dyspozycji telefony stacjonarne i nikt nie musiał co chwilę do siebie dzwonić. A potem znów puścić Moby’ego.

Możemy też jednak odpuścić i ganić bezpośrednie zachowania, które zagrażają czyjemuś zdrowiu lub życiu. Bo uzależnienie od smartfona to nie przeglądanie facebooka w autobusie, a jeśli nawet…

Oby więcej takich nieszkodliwych uzależnień.