Wdajesz się z człowiekiem w dyskusję. W grę wchodzi wrażliwy temat, a więc i emocje. W pewnym momencie biorą one górę, wręcz nimi obrywasz, mimo że na to nie zasługujesz. Starasz się tonować sytuację. W odpowiedzi słyszysz “To jest tone policing! Przestań natychmiast!”

Można osłupieć, prawda? Szczególnie że namnożyło się nam tych nieprzetłumaczalnych zwrotów językowych. “Victim blaiming“, “cherry picking”, cześć! Tu “tone policing”, miło Was poznać. Jestem mało użyteczny i służę jako kołderka dla tych, którzy uważają, że ich emocjonalność daje im przywileje oraz prawo do obrażania innych.

“Ależ Tina! To absolutnie nie tak. Przecież ludzi nie powinno się krytykować za ich emocje. Są one niezależne od nas!” – tak jest. Sedno tkwi w tym, co z tymi emocjami zrobimy.

Co to jest tone policing?

Tone policing jest uważany za argument “ad personam”. I tu nawet mogę się zgodzić. Sedno tkwi w tym, że używa się go wtedy, gdy emocje drugiego człowieka nie pozwalają nam na wypowiedź. Odnosimy się więc do nich, bo tylko je słyszymy. Gdybyśmy zamiast emocji zapoznali się z argumentami, byłoby inaczej.

Tak czy inaczej, tone policing jest odnoszeniem się w dyskusji do emocji rozmówcy w krytyczny sposób. Chodzi tu między innymi o sytuację, kiedy ktoś w emocjach nie chce Cię słuchać, tylko wywrzaskuje swoje argumenty coraz głośniej.

A teraz przedstawię Ci kilka zdań, które mogą być potraktowane jako “tone policing”:

  • “Ta rozmowa nie ma sensu, bo odbywa się w emocjach”,
  • “Uspokój się. W tym momencie nie da się rozmawiać”,
  • “Proszę o spokój”,
  • “Może powinieneś zachowywać się nieco uprzejmiej?”,
  • “Proszę bez przekleństw. Tu są dzieci”,
  • “Póki stosujesz przemoc słowną, ja pasuję”.

Dramat, prawda? Krzywda i jawna niesprawiedliwość. No nie bardzo, to są normalne komunikaty, używane między innymi w celu obrony swoich granic. Masz prawo, by nikt Cię nie wyzywał. Masz prawo, by nikt na Ciebie nie wrzeszczał. Serio!

Słowo-wytrych usprawiedliwiające agresję

O pewne rzeczy trzeba walczyć agresywnie!“, “Grzeczne już k**a byłyśmy!“, “Wyp***ać!!!” – znacie te hasła, prawda? Z litości pominę przedmiot sporu, pamiętam jednak wyjaśnienia celebrytów, jak to przeklinanie na ulicach jest ok. Demolowanie miasta również.

Dyskusja? Merytoryczna rozmowa? O to właśnie chodzi, że się nie da, bo ktoś tu musi usiąść i się uspokoić. Problem w tym, że tone policing jest takim papierem toaletowym, którym można się podetrzeć, by usprawiedliwić przemoc. Tak, wyznawcy tone policingu stosują często przemoc – werbalną, a nawet fizyczną. Wiecie, takie “Jak nie wrzasnę to k**a nie dociera” w patologicznej rodzinnej kłótni.

Dlaczego to robią? Teraz usiądźcie, zanim się przewrócicie. Otóż, tone policing to… ochrona przywilejów. Tak. Poważnie. W sensie, że jego wyznawcy w ten sposób go tłumaczą. Bo wiecie, ktoś ośmiela się w kulturalny sposób bronić swoich przekonań, gdy agresor ma swoją rację. Ktoś ośmiela się być merytoryczny i spokojny, gdy druga strona ma do zaprezentowania jedynie wrzask.

Nie szeleści Wam tu przypadkiem czapeczka foliowa? Agresywne i przemocowe narzucanie swojej (nar)racji można usprawiedliwić jakoś inaczej, niż tą folią na głowie?

Bo jesteśmy bezsilni, więc wrzeszczymy. Jesteśmy bezsilni, więc przeklinamy, wyładowujemy swoje emocje” – mam złą wiadomość. Świat tak nie działa. A gdy działał, kończyło się to śmiercią wielu niewinnych osób.

A może tone policing czasem jest nie w porządku?

Wszystkiego da się użyć w złym celu. Potrafię sobie wyobrazić sytuację, gdy tone policing jest użyty przeciw komuś, by zranić człowieka w jego emocjach.

Wyobraźmy więc sobie kobietę, która na swoim własnym profilu emocjonalnie opowiada o dotykającej ją sprawie. Nie zakwalifikowała się na studia, mąż nie może dostać pracy, dziecko sprawia problemy – powód jest tu nieważny. Kobieta pisze post, wręcz krzyczy w nim, używa wulgaryzmów. Raczej nie oskarża, ale widocznie ma dość.

No więc istnieją emocje wymagające wsparcia. Tone policing jest tu totalnie nie na miejscu. Kobieta pisze na swoim profilu, zamiast wchodzić na czyjś i atakować. Jej wpis jest raczej wołaniem o wsparcie. Twoje “ale najpierw się uspokój” jest tu niepotrzebne.

Podobnie nie widzę sensu wchodzenia na bloga osoby, która, delikatnie mówiąc, nadużywa wulgaryzmów i upominania jej z tego powodu. Mimo że osobiście sądzę, iż taki wpis traci przez to na merytoryce, nawet gdy autor ma coś ciekawego do powiedzenia. Jego blog, jego emocje, jego sprawa.

W innych przypadkach…

Powoływanie się na “tone policing” jest wręcz żałosne. I kojarzyć się może z rudą feministką z mema, która nie daje nikomu dojść do głosu.

Dziecinada. W dodatku nastawiona wprost na zachowania przemocowe oraz ich usprawiedliwianie. Uprzedzam jednak – są i tacy, którym ta dziecinada pasuje.

Nie ma sensu się z nimi w to bawić.

Podziel się tym wpisem!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

O mnie

Karolina Jurkowska

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Archiwum

 

Instagram

Zapraszam do dyskusji