A, to już za chwilę święta? Czy tylko ja nagle złapałam się na tym, że właściwie to już niedługo? Czy reszta świata jest podobnie roztrzepana jak ja i jeszcze właściwie nic nie zaplanowała? Nie mówiąc o zrobieniu czegoś w kierunku wejścia w świąteczny nastrój?

Miały być roraty. No miały być. Oby jeszcze były. Miały być przygotowania i piernik. Cieszę się, że chociaż są pierniczki. Miało być wiele innych rzeczy, ale nie ma. Na niektóre już za późno. I co z tego?

No właśnie. W międzyczasie, gdy padam na minutkę na fotel, próbując pić kawę, widzę wokół dwa podejścia do świątecznego miru domowego. Pisałam już, że uwielbiamy skrajności – i tu więc będzie skrajnie! Bo sprzątanie przed świętami jest tematem, przy którym w ruch idą mopy i ściery i to wcale nie w celu wysprzątania salonu, a raczej ciśnięcia nimi w przeciwnika.

Wypieszczone jak z żurnala

Weź katalog pobliskiego centrum handlowego i pewnie to zobaczysz. Wnętrze wypieszczone i wymiziane, niczym kotek siedzący przed laptopem. Wszystko do siebie pasuje: czerwono – zielony obrusik, idealny biały parkiet ze świątecznym złotym pobłyskiej, brokatowe gwiazdki na żywej choince, która nie zgubiła jeszcze nigdzie ani jednej igiełki! I kreacje za jedyne 399,99 ze świątecznej wyprzedaży.

Na instagramie ujrzysz pewnie mnóstwo takich wnętrz. Czemu więc również nie zabawić się w panią idealną?! I tak, posprzątasz cały dom tak, że będzie się błyszczało, po czym 24 grudnia rano padniesz prawie nieżywa tuż przed przedsionkiem, patrząc bezsilnie jak Twój mąż wchodzi do domu i roznosi po dywanie rozmokłe brązowo-białe śnieżne błoto. Przed wigilią trzy razy przebierzesz dzieci, bo zielona sukienka Żanetki nie pasowała do nosa renifera na świątecznym swetrze Alana.

Będzie porządek? Jasne że będzie. Urobisz się po pachy, zaprzęgniesz rodzinę do roboty, a Twoje połączenia nerwowe będą iskrzyć. Przybędzie również kilka siwych włosów, a po Wigilii stwierdzisz, że w sumie nienawidzisz świąt. Ale za to będziesz mogła z dumą obnosić się z mieszkaniem z katalogu.

A po co mam sprzątać?

Drugie podejście. I co jeszcze? Myjemy okna dla Jezusa czy wystarczy jak odkurzaczem przejadę? – pytają ironicznie. Kto? Bardzo często dorosłe już dzieci matek, które ze świątecznymi porządkami nieco przesadzały. Oni nie zamierzają przesadzać. Po co im sprzątanie przed świętami, jak sprzątają nawet nie od święta?

Ci młodsi wręcz będą się obnosić swoim bałaganem. Stertę naczyń przystrojoną bombkami wstawią na Instagrama, jeszcze gdzieś indziej wrzucą stertę ciuchów na kanapie. I to bez względu na to czy święta obchodzą czy nie. Bo przecież to nie wysprzątany pokój jest najważniejszy, prawda? A skoro jesteśmy flejtuchami i wiecznie boimy się, że MOPS odbierze nam dzieci, albo też się nie boimy, bo który urzędas przedrze się przez ten bajzel, to po choinkę mamy raz do roku udawać, że potrafimy sprzątać?

To jak w końcu?

Potrafimy jeszcze wyśrodkować? Ja spróbuję, choć nie będzie to łatwe, zważywszy na ogrom imprez rodzinnych, jakie pojawiły się ostatnio w przedświątecznym czasie. Posprzątam co się da. Na spokojnie. Nie płacząc, że czegoś się nie dało. Chyba że nie zdążę ubrać choinki. Co roku mam ten problem – wbrew tradycji ubrać wcześniej czy znów ryzykować ubieranie 27 grudnia? No i postaram się jednak pobiec z rana na roraty. Ja, sowa totalna, dla której poranek to przedsionek piekła albo czyściec przynajmniej.

Na szczęście nie jestem sama i to nie ja organizuję Wigilię. Tym bardziej polecam plan minimum – ten z posprzątaniem otoczenia, bez malowania ścian farbą „świąteczny klimat”, cyklinowania parkietu, wymieniania okien i prania nagle pięćdziesięciu firanek.

No chyba że zdążysz 🙂