Bomba wybuchła. Historię skatowanego szczeniaka, który już prawdopodobnie nigdy nie będzie chodził, zna praktycznie cała Polska. Twarz mężczyzny podejrzanego o zmasakrowanie psa również znamy. Ba, wiemy również o innych szczegółach!

Bo jeśli podejrzenia się potwierdzą, mamy do czynienia z człowiekiem o mało lotnym umyśle. Profile w mediach społecznościowych niepoukrywane, mimo że minęło już „parę chwil”, na nim mnóstwo zdjęć. Również tych, na których są inni członkowie rodziny. Co więcej, to właśnie z profilu znamy miejsce pracy podejrzanego. To znaczy, byłe miejsce pracy. Po interwencji ludzi, którzy przedstawili sprawę katowania szczeniaka, pan już tam podobno nie pracuje.

No właśnie – wiadomość rozeszła się migiem. Nie będę zresztą kłamać, że mną ta informacja nie wstrząsnęła. Po prostu – nawet jeśli nie jestem zwierzolubem (KLIK! Tu o zwierzolubach, pieskach, kotkach i alergii) i za zwierzętami jakoś specjalnie nie przepadam, nie zgadzam się na bezsensowne cierpienie żywych istot. Nie wiem, kim trzeba być, żeby zrobić coś takiego… Ciężko mi to sobie wyobrazić. Byłam przerażona, czytając o rozmiarze tragedii.

W poszukiwania zaangażowało się wiele osób, nawet na mojej tablicy co chwilę widzę wiadomość o poszukiwanym. Zarówno od moich znajomych, jak i ze stron, które śledzę. Jeden z blogerów zorganizował nawet zrzutkę na poszukiwanie człowieka, który skatował zwierzę. Co dzieje się w komentarzach pod stronami, chyba nie muszę mówić.

Nie tylko zresztą tam

Bo znamy dokładnie imię i nazwisko domniemanego oprawcy, miejscowość, ale znamy również, a właściwie łatwo nam dotrzeć, do reszty rodziny. Do żony, dzieci. Więc niektórzy internauci dotarli. Tak praktycznie na ślepo, bo po co zapoznać się z całą historią? Zaczęły się więc pogróżki.

I tak 11-letni chłopiec dostaje na priva groźby typu: „kogo my tu mamy, synek psychopaty, proszę proszę”. „Twój stary to kryminalista”. Delikatnie, trzeba przyznać. Wiadomo przecież, że dziecku, który teraz przechodzi swoją osobistą traumę, warto przypomnieć po przyjacielsku na privie, że jego ojciec prawdopodobnie jest psychopatą. To ważne i z pewnością mu pomoże.

To rzecz jasna nie koniec. Wiadomo, jaki ojciec, taki syn, najlepiej w tym momencie utylizować wszystkich ze trzy pokolenia wstecz. A więc dziecko dostało jeszcze kilka podnoszących na duchu informacji. „Wp***l dostaniecie równo. Za psa, co go skatowaliście”, „Już niedługo się z wami rozprawimy wy ***”, „Oglądaj się lepiej za siebie!”, „Przekaż mamusi, aby uważała na was!”

Jak było naprawdę?

Gdyby internetowym napinaczom zechciało się przeczytać cokolwiek poza imieniem i nazwiskiem pana, który prawdopodobnie skatował zwierzę, zapewne dowiedzieliby się, że policję i pomoc psu zapewniła właśnie jego żona. Prawdopodobnie dzieci również widziały psa, praktycznie w stanie agonalnym. Bardzo możliwe że przerażone stały i patrzyły, jak mama próbuje pomóc zwierzakowi w kałuży krwi.

Po co jednak ktoś z nich miałby się tym interesować? Jest ofiara! A nawet ofiary. Można więc pisać, że psi oprawca nie wyjdzie z tego żywy, a jakże. Można wręcz szukać go, celem linczu, z żądzą mordu, dlaczego by nie? Można też pójść dużo dalej. Grozić rodzinie, Bogu ducha winnej. Kiedy hejt się już dobrze nakręci, można nawet przejechać się pod dom i wybić ze dwie szyby, no bo po co się ograniczać do działalności internetowej (KLIK! Którym hejterem jesteś?)?

Że to były pojedyncze przypadki? Prawdopodobnie niestety nie. Nawet jeśli zresztą to było kilku napinaczy – skutecznie uprzykrzyli życie. Matce, dziecku – wszystkim, którzy przedtem zrobili wszystko, by psa uratować i by oprawca odpowiedział za swoje czyny. Co gorsza, rodzina mieszka w niewielkiej miejscowości. Z pewnością wielu już ich kojarzy. Co będzie, gdy dziecko wróci do szkoły? Obawiam się, że swoje może usłyszeć.

Nie mam zamiaru gdybać czy to byli kolejni rycerze ortalionu, fanatyczni miłośnicy zwierząt (mimo wszystko tym razem wątpię) czy ktoś, kto spróbował zabawić się kosztem załamanej matki i dziecka.

Można więc być takim jak on

Wielu z nas może być jak ten, co skatował zwierzę. Może poznęcać się tym razem nad człowiekiem. Może zagrozić niewinnemu człowiekowi śmiercią, odebrać i tak już nadszarpnięte poczucie bezpieczeństwa. Może realnie zagrozić.

I nie różnić się niczym od mężczyzny, który połamał psa. Zupełnie niczym.