Wydatki związane z pojawieniem się noworodka? Wiadomo, są spore. I chociaż pisałam już, co nie przydało mi się w wyprawce, czego prawdopodobnie nie potrzebujesz Ty (choć zawsze może się zdarzyć, że bardzo Ci się przyda), i tak reszta rzeczy potrzebnych kosztuje czasem miliony monet.

Mimo to, niejednokrotnie naciągamy i naginamy budżet, by zmieścić tam rzeczy, które niezmiernie nas ucieszą. Sama jeszcze chwilę na rozwiązanie poczekam, a już marzy mi się taki stylowy wełniany kocyk. Po co, skoro mam inne? No bo kurczę, jest śliczniusi! Dziecko ładnie w nim wygląda, noo! Oprócz tego, marzy mi się chusta do noszenia. Owszem, pisałam już że mam swoją, tylko że widzisz, chcę śliczniejszą! Grubszą i taką, w której zadam szyku, odprowadzając choćby dziecko z przedszkola. Tak, znów te piękne projekcje, jak będzie dobrze. Macierzyństwo – cud, miód i orzeszki, wiadomo.

Nie dziwi mnie więc, że inni w tych swoich budżetach chcą jeszcze wcisnąć sesje noworodkowe. To znaczy, będę szczera – jednak trochę tak. Bo sesje noworodkowe są dziwne! Naprawdę, ze wszystkich sesji, włączając w to dwugodzinną sesję ślubną zaraz po Mszy, gdy zniecierpliwieni goście popijają już kolejne lampki szampana, to one są najdziwniejsze! A wręcz czasem przerażające. Dlaczego tak uważam?

Śmieszne pozycje

Ja wiem, że noworodek nie zawsze śpi w pozycji embrionalnej i czasem zanim wybudzi go odruch Moro, przybierze pozycje, przy których przypomną Ci się czasy studiów, kiedy znaleźliście Wojtka śpiącego w wannie, przytulającego dwie butelki trunku.

A jednak zdjęcie, gdzie kilkudniowe dziecko podpiera głowę rączkami, budzi moje przerażenie. Podobnie jak zdjęcia, gdzie noworodek w pozycji półsiedzącej drzemie jak dorosły oraz inne. Wyobraźnia fotografa oraz rodzica nie zna granic.

Ja wiem, że to wszystko po specjalnym szkoleniu, po którym fotograf wie, w jaki sposób ułożyć dziecko, by nie zrobić mu krzywdy. Pozostaje tylko kwestia: po kiego grzyba? Czy rodzic naprawdę chce mieć zdjęcie noworodka wyglądającego jak połamany po wypadku?

Brak ruchu

Wyjaściłam więc, że sesje noworodkowe są dziwne w dużej mierze przez to, że maluszki wygina się w pozach, których nie powstydziłby się pan spod sklepiku, próbujący po piątym piwie położyć się na ławce. Wiesz, co przy tym jest zastanawiające?

Ta kuriozalna statyczność. Nie wiem, może to dlatego że sama miałam dziecko, które od początku wierzgało, jakby jutra nie było. Sesja noworodkowa? Dziecku, które ani na moment nie przestaje się ruszać i właściwie nie śpi, a drzemie w łóżku, podczas jedzenia? Nawet gdybym chciała, nic z tego.

Tak czy siak, widziałam się również z noworodkami, których jakby nie było. I żadne z nich nie było tak „unieruchomione” jak na zdjęciu. Nie chodzi rzecz jasna o nie wiadomo jaką dynamikę, dorysowywanie roweru, doczepianie rakiety w Photoshopie. A jednak brak ruchu również wywiera na mnie złe wrażenie.

Nienaturalna budowa ciała

„Ale… Wiesz Tina, że noworodki są zbudowane nienaturalnie? Mają kształt głowy jak poseł Kalisz, resztę ciała w stosunku do łba strasznie malutką, szyi praktycznie nie ma, a tłuszczyk idzie im tam, gdzie chce, zostawiając często chude miejsca?” No i przykurcze również sprawiają, że to nie zgrabne przedszkolaczki, a właściwie głowa i niewielka reszta.

Więc spotęgujmy ten efekt! Zostawmy głowę na wierzchu, a resztę wpakujmy do dziwnego kokonu, dzięki któremu noworodek będzie wyglądał jak cyfra 8. Albo i lepiej. Można też zrobić ujęcie od strony głowy, dzięki czemu maluch będzie znów wyglądał jak na rycinie z pierwszych tygodni ciąży.

Kicz

Jakiś czas temu internet obiegły zdjęcia noworodka w staniczku, pluszowych butkach na obcasach i makijażu. Jeśli do tamtej mogłam zaprzeczać, że sesje noworodkowe są dziwne, wtedy z pewnością uległam.

Hej hej! To jest dorabianie zdania do jednego przykładu. Niby prawda, nie powinnam tak. Tylko że w portfoliach fotografów parających się taką zdjęciologią znajdziemy naprawdę sporo zdjęć dzieci w kwiatkach niczym Calineczka albo w dziwnych ubrankach, których normalnie nie kupilibyśmy ani swojej Vanesce, ani tym bardziej sobie. I w których nie wyglądają wcale uroczo.

I nawet nie mówię o tej słodkiej pastelowej otoczce, bo akurat ta do noworodzia bardzo pasuje. Nie będziemy go przecież na siłę wpychać w aktualne trendy Pantone. Ja wiem również, że sesja zdjęciowa to zabawa, to przebieranie, próbowanie – tylko czasem wychodzi groteskowo.

Chłód

Może stwierdzisz że przesadzam i że ten punkt to już troszkę na siłę. Pewnie będziesz mieć rację, z drugiej strony to moje wrażenie. Być może tylko moje i nikt na świecie tak nie ma. Tylko że mam „chłodkolubne” dziecko. Od samego początku. Odkrywało się, wykopywało ze śpiworów, koców, pociło się niemiłosiernie tak że dopytywałam się lekarzy czy to normalne. Po prostu od urodzenia lubiło przewiew. Jak dorośnie, będzie pewnie dręczyć matkę słowami typu: „Ale tu gorąco! Z 17 stopni w tym pokoju, weź okno otwórz!” W styczniu.

I mając takie dziecko, nie bardzo rozumiem, po co rozbierać na tak długo kilkudniowego malucha, by strzelić te kilka zdjęć? Zdaję sobie sprawę, że młodzian co chwila jest przykrywany kocykiem i odkrywany na chwile z obiektywem, w pokoju jest gorąco i w ogóle. A i tak mam wrażenie, że zaraz spotkam go w przychodni z diagnozą zapalenia płuc. Pewnie to starość, w końcu kilkaset lat temu w moim wieku szykowałabym się powoli do kariery babci, zamiast powiększać sobie ilość potomstwa.

A może po prostu nie rozumiem, czemu skoro mamy dziś tak śliczne ubranka w sklepach, fotografujemy te dzieci na golasa?

Sesje noworodkowe są dziwne i nigdy żadnej nie zrob… No nie!

Nie będę tu krzyczeć i tupać nóżką, że sesje zdjęciowe noworodków to nie dla mnie i z pewnością nie zafunduję dzieciom czegoś takiego.

Bo niby dlaczego nie? Dziś co prawda nie odczuwam takiej potrzeby, ale jeśli urodzi się dziecko, a ja będę miała na zbyciu jakieś pieniądze (sytuacja praktycznie niemożliwa) i pragnienie uwiecznienia lica nowo przybyłej progenitury przez profesjonalistę?

Przecież można inaczej. Można bez tych wszystkich kwiatków, pszczółek, przyklejanych kokardek, można bez pozycji sugerujących, że graliśmy z tygodniowym Jasiem w Twistera i wygrał. Można uwiecznić ciekawe chwile, słodkie kreacje, cokolwiek innego, bardziej przyziemnego.

Można też tak jak to przedtem opisywałam i absolutnie nic mi do tego! Nie stwierdzę, że rodzic zgłupiał, odpieluszkowe zapalenie mózgu rzuciło mu się na łeb albo krzywdzi dziecko – bo nie krzywdzi i ogólnie, nikomu nic się z tego powodu nie dzieje. Chcesz zdjęcie Małgosi w kwiatku? Chcesz zdjęcie Jasia siedzącego przed komputerem? Rób, bo niby czemu nie?

Ja jednak podziękuję 🙂