Rośnie ilość samotnych ludzi. W zastraszającym tempie!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Jeszcze jakiś czas temu byli zupełną mniejszością. Pamiętacie opowiadania o dziwnych ludziach na wsiach, którzy mieszkali samotnie i nie mieli wokół nikogo bliskiego? I w miastach zresztą zawsze bacznie obserwowało się mieszkania osób, do których nikt nie przychodził. A dziś? Rośnie ilość samotnych ludzi i wszystko wskazuje na to, że rosnąć będzie.

Jeśli mowa o samotnych osobach, mam na myśli tych, którzy nie mają kontaktu z bliską rodziną, mają słaby kontakt albo też takiej rodziny nie posiadają. Samotni są nieraz ci, którzy odchowali już dzieci albo ich nie mają i już mieć nie będą. Tyle że samotność nie dotyczy jedynie osób starszych, choć tych jest najwięcej.

Z relacjami przyjacielskimi bywa różnie. Fakt, wielu z nas ma przyjaciół, którzy są bliżsi niż rodzina, nie da się jednak ukryć, że takie relacje dużo łatwiej ulegają rozluźnieniu. Czasem wystarczy przeprowadzka czy inny czynnik, żeby kogoś, kto był z nami blisko, stracić i by kontakt się urwał. Bywa, że wraz ze starością pojawiają się problemy, a one również nie sprzyjają trwałości relacji.

Sytuacji nie poprawia rozluźnienie obyczajowe w kwestii związków. Coraz rzadziej zawieramy trwałe małżeństwa, wolimy związki partnerskie, które, co ciekawe, u osób gorzej usytuowanych nazywają się konkubinatami – bo przecież w gazetach jeśli mowa o zachowaniach w społecznych nizinach, zawsze występuje konkubent, nie partner. Takie związki mimo wszystko są mniej trwałe, a i w małżeństwach o trwałość uczuć, jak się okazuje, coraz ciężej (KLIK! Tu pisałam o rozwodach).

To problem występuje na tak wielką skalę?

Może nie ma o czym mówić? Zawsze przecież ktoś był samotny, czy teraz statystyki wyglądają dużo gorzej? Jak się okazuje, dobrze nie jest. W USA już 35% ludzi powyżej 45 roku życia twierdzi, że nie ma nikogo, kogo mogliby nazwać bliską osobą. W Wielkiej Brytanii nie jest lepiej – niektóre regiony utworzyły ponoć specjalne linie telefoniczne, tylko po to żeby seniorzy mieli z kim pogadać. Ewentualni krewni nie mają czasu dla starszej osoby, często też mieszkają daleko. Coraz częściej przecież podróżujemy i przenosimy się na stałe w całkiem inne miejsca.

USA daleko? Rzeczywiście, Szwecja jest bliżej, a jak się okazuje, oni dzierżą palmę pierwszeństwa. Tu niemal połowa obywateli żyje w pojedynkę. Może być bardziej przykra statystyka? Może i zaraz Wam ją przedstawię. Co czwarty mieszkaniec Szwecji umiera w samotności. To znaczy że często nikt nawet nie wie, że umarł, jeśli tylko nie zginął w miejscu nieco bardziej dostępnym dla ludzi, niż własne mieszkanie. Po prostu któregoś dnia na klatce zaczyna mocniej śmierdzieć i sąsiedzi przypominają sobie, że coś dawno pani spod piątki nie widzieli.

A jak jest na naszym podwórku? Co czwarte gospodarstwo w Polsce jest jednoosobowe. To oczywiście nie oznacza automatycznie samotności. Przecież nieraz wyprowadzamy się od rodziny i nadal utrzymujemy bliskie kontakty. Wiele z tych osób ma czas, by związać się z drugą osobą, może nawet by mieć dzieci, choć oczywiście nie są one gwarantem przeżycia do końca swoich dni w towarzystwie. Czy w takim razie nie mamy problemów z samotnością? Biorąc pod uwagę wszystko to, co samotność powoduje, chyba nie ma się co oszukiwać.

A co powoduje problemy z samotnością?

Poza wspomnianym już rozluźnieniem obyczajów? Nieraz czas. Jeśli małżonek umiera w wieku, w którym drugiego człowieka do życia znaleźć ciężej, a nieraz już się po prostu nie chce, na samotność jesteśmy wręcz skazani. U młodszych samotników brakuje nieraz rodzeństwa. Coraz częściej mamy tylko matkę i gdy jej zabraknie, nagle nie ma nikogo. A przecież rodzin wielodzietnych nie jest już tak dużo, jak kiedyś.

Bywa też tak, że sami odcinamy się od rodziny, zwłaszcza tej toksycznej. Kiedyś po prostu się w niej żyło, czasem cierpiąc i nie bardzo mogąc się wyrwać z matni, w której z dnia na dzień czuliśmy się coraz gorzej. Może to w tym wszystkim jedyna pociecha? Możemy dziś nie chcieć tych relacji utrzymywać, jeśli nie da się z nimi nic zrobić, a wpędzają nas w ostre kompleksy, a nawet depresję.

Nie zakończę żadnym morałem ani prośbą, żeby odwiedzić starszą panią z klatki, do której dawno nikt nie przyszedł. Myślę, że sami dobrze ogarniamy skalę mikro zjawiska samotności i robimy tyle, co możemy. Być może już po tej skali widzimy, że rośnie ilość samotnych ludzi, zwłaszcza jeśli mieszkamy w większym mieście. Jeśli nie, może garść statystyk uświadomi nam, że ludzkości przybył istotny dość problem.

Bo dziś w wielu miejscach nie ma problemów z jedzeniem, z pieniędzmi czy komfortem życia. Wręcz przeciwnie, często stoimy z tym na wysokim poziomie. Może więc umieramy samotnie, ale za to nieraz z pełnym kontem, w pięknie urządzonym mieszkaniu za mnóstwo tysięcy. W drogich ubraniach. Pocieszające?

 

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować