Lubię podsumowania. Tu, na blogu, jest ich jest sporo. Kiedyś, gdy miałam więcej czasu, robiłam podsumowania miesiąca. Teraz zastanawiam się, jakim cudem miałam wtedy tyle czasu?

Przecież obok było bardzo angażujące dziecko! No i praca. Mieszkanie trzeba było posprzątać i w ogóle.

Nie da się ukryć, że brak czasu na bloga wiąże się z pewnym życiowym postępem. Mam troszkę więcej pracy. Troszkę więcej dzieci. Kilka pobocznych inicjatyw. Częściej spotykam się z ludźmi, niż wtedy, gdy mieszkałam w obcym miejscu, mając bliskie mi osoby kilkadziesiąt kilometrów od siebie.

Co więc działo się w 2021 roku?

Mieszkanie

Ostatnio, gdy spadł śnieg, doświadczyliśmy deja vu, przypominając sobie, jak na początku zeszłego roku wracaliśmy z oglądania mieszkania, w którym kilka miesięcy później urządzaliśmy wspólne gniazdko… Wtedy również zaczął padać pierwszy tej zimy gęsty śnieg. To był bardzo romantyczny spacer, w wyjątkowych okolicznościach.

Mieszkanie było, nie ukrywam, sporym marzeniem, które realizowałam krok po kroku… Nie. To była “syzyfowa realizacja”, gdzie kamień spadał za każdym razem, gdy marzenie powoli stawało się na wyciągnięcie ręki. Raz, drugi, trzeci… Aż wreszcie sięgnęłam po broń ostateczną, czyli Nowennę Pompejańską. I stwierdziłam, że jeśli cudów nie ma, to trudno. Zaryzykuję.

Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Ja piję 🙂 Jest tak, jak być miało.

Duszopozytywność

Przez ostatnie kilka lat byłam matką małych dzieci. Takich do drugiego roku życia. Albo byłam w ciąży. Macierzyństwo to fajna sprawa – nie będę jednak ukrywać, że rok 2021 był tym, którym z radością powitałam fakt, iż:

  • Nie mam na stanie żadnego dziecka, które potrzebuje pieluch,
  • Gdy zachoruję, mogę brać każdy lek. Nie szperam nerwowo w “E-lactancia” w poszukiwaniu odpowiedzi czy mogę go wziąć, karmiąc piersią. A następnie tłumacząc przerażonym lekarzom, że tak, ten lek mogą brać kobiety karmiące.
  • Mogę wyjechać sama na kilka dni, nie zastanawiając się, w jaki sposób zostawić pierś do karmienia i czy tak małe dziecko może zostać tyle czasu beze mnie.

Oczywiście, przeżyłabym i bez tej przerwy, ale dobrze było naładować baterie i spojrzeć w głąb siebie. Znaleźć się troszkę. Przypomnieć sobie, jak mam na imię i że niekoniecznie “mama”.

Rok 2021 i pisanie

Czy rok 2021 był tym, w którym pisałam sporo? A jakże! Że niby nie na blogu? Tu również, ale fakt, nie tylko. Tak czy siak, szkoliłam się z pisania, szkolę się dalej i piszę. Zawodowo i niezawodowo. Staram się także doskonalić umiejętności okołopisarskie oraz okołoblogowe.

W planach mam e-book… Ale o tym za jakiś czas 😉

Czy stawiam sobie cele na kolejny rok?

I tak i nie. Z pewnością mam pewne zawodowe cele. Poza tym chcę ogarnąć pewne sprawy związane z dziećmi.

Mam wrażenie, że poza tym e-bookiem, który już powinien powstać, nie mam na nic ciśnienia.

Może poza tym, że chcę urządzić mieszkanie do końca.

Może poza prawem jazdy. Ktoś z nas w końcu musi je zrobić.

Może poza dalszym rozwojem. Udoskonalaniem tego, co jeszcze muszę poprawić, doprawić.

Może… Może.

Tymczasem, dobrego Nowego Roku 🙂

Podziel się tym wpisem!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

O mnie

Karolina Jurkowska

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Archiwum

 

Instagram

Zapraszam do dyskusji