Jakiś czas temu widziałam ciekawą grafikę, obrazującą przerażenie w mediach incydentem, w którym giną ludzie. Jeśli incydent miał miejsce w Europie lub USA, bardzo się tę śmierć przeżywa. Rozmawiamy o tym, w jaki sposób uniknąć podobnych tragedii.

Przykład? Ataki terrorystyczne w USA i Anglii. Niedawna powódź w Niemczech. I dobrze, że o tym mówimy.

Jeśli jednak to wszystko dzieje się na innych kontynentach, odmiennych kulturowo, co najwyżej gdzieś tam westchniemy ze smutkiem.

Czy coś w tym złego? Teoretycznie możemy widzieć w tym hipokryzję. Z drugiej strony gdybyśmy przejmowali się każdym większym incydentem na świecie, fioła byśmy dostali.

Więc przejmujemy się tymi większymi.

To, co dzieje się w Afganistanie, należy do większych wydarzeń

Nie da się ukryć. Źle się dzieje. Amerykanie “bohatersko” opuszczają kraj w “zorganizowanym pośpiechu”. De facto zaprzepaszczając to, co zostało osiągnięte.

Sprawiając, że żołnierze, którzy poświęcili swoje życie, by afgańskie kobiety miały jakiekolwiek prawa i w ogóle by jakiekolwiek prawo było respektowane, być może zginęli na darmo.

A miało być tak dobrze. Bez religijnego fundamentalizmu. Z powoli budowaną demokracją. Bardzo powoli…

Brawo, Biden!

Pray For Afghanistan

Nakładki i hashtagi #PrayForAfghanistan niektórych śmieszą. Z drugiej strony, co innego można zrobić?

Jak pomóc kobietom, które tuż przed zajęciami dowiedziały się, że nie mogą już studiować? Nawet jeśli już już miały dostać dyplom?

Co zrobić, by kobiety nie były zmuszane do małżeństw z talibami?

Czy możemy sprawić, że “kolaborujący z USA” mężczyźni, urzędnicy nie zostaną zabici?

Być może ktoś ma taką możliwość. Widziałam, że zbierano na ratowanie… kotów z Afganistanu. Kotów. Nie ludzi.

Zwykli ludzie, a nawet ci “niezwykli”, takiej możliwości nie mają.

Co więc zrobić?

Poza modlitwą? Choć raz zamilknąć w odpowiedniej chwili. Na przykład.

Choć raz nie pisać, że w Polsce mamy “katotaliban” i “pislam”. Bez względu na to, jak bardzo nie lubimy naszego rządu.

Porównywanie naszej sytuacji do sytuacji kobiet z Kabulu i innych afgańskich miast jest prymitywne.

Możemy wychodzić z domu bez męskiego opiekuna. Bez przeszkód kształcimy się na uniwerkach i polibudach. Męża wybieramy sobie same albo nie wybieramy w ogóle. Wychodzimy wieczorem na spacer z przyjaciółką w szortach i koszulce z dekoltem. Pracujemy, a nawet prowadzimy własne firmy.

No chyba że zakaz zabijania własnych dzieci przed narodzeniem jest dla nas czymś gorszym, niż zakaz wyżej wymienionych.

Medycyna zna pewnie i takie przypadki.

Co jeszcze możemy zrobić?

Uszanować tragedię. Żenujące sugestie, że “Pewnie niektórzy chcieliby tak w Polsce” wsadzić sobie tam, gdzie światło nie dochodzi.

Niewiele. Poza tym, by mówić. Mówić, co się dzieje. Czytać.

Interesować się. Dbając, rzecz jasna, o swoją psychikę. Rozedrgani zaszkodzimy również sobie.

I doceniać to, co mamy. Bo historia Afganistanu uczy wyraźnie – pokój nie jest rzeczą trwałą. Spokój też nie, bo możemy mieć “pokój bez spokoju”.

Żadne dobra trwałe nie są. Zagrożenie wcale może nie nadejść ze strony “fundamentalistów”. A przynajmniej niekoniecznie tych religijnych.

Módlmy się za Afganistan. Jeśli tylko się modlimy.

Podziel się tym wpisem!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

O mnie

Karolina Jurkowska

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Archiwum

 

Instagram

Zapraszam do dyskusji