Są powody do paniki? Czyli koronawirus w Twoim domu

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Całkiem niedawno przechodziłam grypę. To znaczy, prawdopodobnie grypę, bo testów sobie nie robiłam, ale umówmy się, objawy były typowo grypowe. No i przechodziliśmy tę grypę całą rodziną.

Co oznacza wspólne przechodzenie grypy? Mniej więcej tyle, że zbijając sobie prawie 40 stopni gorączki, zbijasz ją jednocześnie dzieciom, martwiąc się, żeby zjadły cokolwiek albo chociaż piły wodę. W każdym razie, do dziś jesteśmy po tej grypie osłabieni, co widać po dzieciach, łapiących każdą infekcję.

Czy było aż tak źle? Nie będę z siebie robić pierwszej cierpiącej, obrażając tych, którzy rzeczywiście cierpią mocne bóle albo właśnie odchodzą w boleściach. Były jednak momenty, w których, niczym rasowa hipochondryczka, żegnałam się z życiem albo zastanawiałam się czy dam radę wstać po ibuprom, czy lepiej leżeć dalej i jeśli gorączka mnie pokona, odejść w pokoju.

Czy są powody do paniki?

Kiedy pojawiały się informacje o koronawirusie w Europie, nie panikowałam. Napisałam nawet spokojnie, z rozbawieniem, że właśnie przeszłam grypę i żaden koronawirus mi niestraszny. Właściwie do dziś trochę się tak czuję. A jednak jest inaczej. Wraz ze wzrostem zachorowań w Polsce odczuwamy coraz większy respekt do choroby. Nie ukrywam, że ja również.

Tak śmialiśmy się z ludzi, którzy porobili zapasy. Więc – ja jestem jedną z tych osób. Nie żałuję, w najbliższych tygodniach wiele może się wydarzyć. Sytuacja jest rozwojowa, nie mamy pojęcia, jak się potoczy. Przykład Włoch dał mi do myślenia.

Tymczasem, wygląda na to, że nie unikniemy ofiar śmiertelnych. Kiedy piszę ten tekst, wiemy o dwudziestu kilku zarażonych, wśród nich są osoby w stanie ciężkim. Ich ilość w odniesieniu do ogólnych statystyk dotyczących przebiegu choroby, wprost nasuwa nam, że o wielu zarażonych nie wiemy.

Czy się boję?

Czy boję się zarażenia? Nie będę kłamać, że taka możliwość mocno po mnie „spływa”. Z drugiej strony, co ma być, to będzie. Umrzeć mogę w każdej chwili. Moi bliscy również. I mimo że nie jestem wobec tego faktu obojętna, wyznaję zasadę, że zawsze trzeba być na śmierć gotowym. Czy jestem? Jestem po spowiedzi, testamentu nie pisałam, bo w gruncie rzeczy niewiele posiadam 🙂 Co prawda zostało mi jeszcze wiele rzeczy do załatwienia i przeżycia, ale nie wszystko zależy ode mnie.

Mogę oczywiście zdrowo się odżywiać, brać probiotyk, witaminki, wietrzyć mieszkanie, chodzić na spacery z dala od skupisk ludzi. Mimo to wiele ode mnie nie zależy.

Czego boję się bardziej? Skutków społecznych, gospodarczych. Boję się trochę paniki i rozwiązań takich, jak wprowadziły Włochy (wiem, że inaczej się nie da), boję się ich skutków – choćby zwiększonej liczby samobójstw w poczuciu osamotnienia i zagrożenia. Boję się niewydolności naszej służby zdrowia – za dobrze wiem, jak ona wygląda. Już teraz widać, jak wygląda diagnozowanie kolejnych przypadków i pilnowanie, by nie zarazili się inni. Boję się bankructwa wielu przedsiębiorców, którzy już teraz liczą straty w przemyśle turystycznym, w organizacji imprez, animatorstwie… A to niestety dopiero początek.

Martwi mnie to, jak ten czas przeżyją osoby zagrożone – ludzie starsi, osoby z chorobami przewlekłymi. Wszyscy ci, którzy łapią każdego wirusa z powietrza. W sumie po przebytej grypie sama łapię się w tę grupę, podobnie jak łapią się w nią inne osoby, które ledwo z tego paskudztwa wyszły. Zastanawia mnie też, jak długo to potrwa. A może po prostu się przyzwyczaimy?

Śmiech najlepszą metodą, by oswoić?

Bez względu na to czy mamy powody do paniki, jeszcze się śmiejemy. Jeszcze wrzucamy zabawne memy. Czas pokaże czy za kilka dni, tygodni wciąż będziemy się śmiać. Tymczasem jednak, wiem, że ofiary nie zawsze będą oczywiste. Ofiarą będzie osoba, która umarła w wyniku zapalenia płuc, ale i w pewnym sensie przedsiębiorca prowadzący biuro turystyczne.

I oby tych ofiar było jak najmniej.

Po co dobijać się ponad miarę niepotrzebnym stresem? W końcu… stres również osłabia. Spokój to jest to, czego nam potrzeba. Obyśmy więc potrafili przetrwać ten czas w spokoju.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować