Nie zawsze jestem indywidualistką. A już na pewno nie w kwestii postanowień noworocznych! Praktycznie co roku obiecuję sobie kilka ogólników, o których przypominam sobie pod koniec grudnia. Sprytne, nie?

Tak się jednak składa, że poczytałam sobie kilku mądrych ludzi, którzy stwierdzili, że ogólne postanowienia noworoczne się nie sprawdzają! Nie i koniec. Jeśli więc kilka dni temu stwierdziłeś, że gdy fajerwerki rozświetlą noworoczne niebo, nagle zaczniesz „więcej” czytać, „więcej” ćwiczyć, „być fajniejszy” i „więcej” rozmawiać z ludźmi – masz raczej marne szanse. Inaczej, jeśli postawisz sobie cel mierzalny: dwie książki miesięcznie. Brzmi realnie? Nawet jeśli Twoja doba ostatnio przestała się rozciągać, to może się udać!

I ja, starając się korzystać ze wskazówek osób mądrzejszych ode mnie, stworzyłam w tym roku moją prywatną listę. Jak pewnie zauważycie, nie są to cele ambitne – nie obiecuję sobie nauczyć się wietnamskiego i wspiąć się w końcu na Kilimandżaro. Wystarczy, że ten rok sprawi, że nagle zrobię się bardzo stara i będę musiała sobie z tym poradzić. Lista nie jest też długa, jako że im więcej celów, tym mniejsza szansa, że osiągniemy którykolwiek.

Co w takim razie sobie „zaplanowałam”?

Zadbam o włosy

Z kudłami mam ten problem, że są. Na studiach zakochałam się w pomyśle Kasi Nosowskiej, znajomi jednak, nawet ci którzy dzielili ze mną dziwne klimaty, po kolei odradzali mi pomysł fryzury „na chemioterapię”.

Post o jajku na włosach i antyreklamie (KLIK!) uświadomił mi jedno. Włosy mam takie, jak o nie dbam. A teraz wyobraźcie sobie kudły myte w szamponie „takim, który nie przetłuszcza”, traktowane obojętnie jaką odżywką i co najgorsze, torturowane prostownicą, którą kupiłam na pierwszym roku studiów za 60 zł. Boli, co? Mnie tak, bo obrona magisterki jest dla mnie coraz bardziej mglistym wspomnieniem.

Od czego zacznę? Od kupna prostownicy, która nie zniszczy mi włosów przy pierwszym pociągnięciu. Może polecicie mi jakąś?

Poza tym, przypomniałam sobie, jak kiedyś ocet jabłkowy zrobił mi dobrze. Kupiłam więc i powoli widać efekty, szczególnie że pod choinkę dostałam szampon z bursztynem o bardzo naturalnym składzie. Do tego olejek rycynowy i mam nadzieję, że będzie troszkę lepiej.

Doradzano mi również olejowanie – niestety, po pierwsze, przeraża mnie to troszkę i nie umiem się przełamać, po drugie, chyba nie starczy mi na to czasu. Jest to jednak opcja do przemyślenia.

Nauczę się robić hybrydy

Bo niby dlaczego nie? Dlatego że mam dwie lewe ręce? Phi! Nie ma to tamto, dziś zestaw startowy nie jest już wydatkiem dla bogaczy, nie muszę odkładać na niego dwa lata. A jeśli mogę w końcu mieć kolorowe paznokcie i móc zmyć w nich naczynia, a po jakimś czasie, nie będąc od nikogo uzależnionym, poprawić albo zmyć hybrydę, to warto!

W końcu, młodsza już nie będę, to przynajmniej twarz ładnymi paznokciami zasłonię. A więc, do dzieła! Najpierw włosy, następnie paznokcie.

Usprawnię planowanie

Uciekam od tego, jak tylko się da! Dlatego też bawi mnie uczynienie z planowania sztuki dla sztuki, o czym pisałam TUTAJ. Owszem, nie jest tak, że tonę w gubionych karteluszkach i innych. Do czegoś jednak Evernote mi się przydaje.

A jednak, mam poczucie, że może być lepiej. Bo zdarza mi się zbyt często, że czegoś nie zapiszę, bo „tego przecież nie zapomnę”. A że zapomnę jest tak pewne, jak to, że siedemset osiemdziesiąt dziewięć pomnożone przez osiemset sześćdziesiąt trzy daje sześćset osiemdziesiąt tysięcy dziewięćset siedem. Dlatego spróbuję do przesady wykorzystywać moje usprawnienia do planowania. Nie ma że boli i że nie chce mi się iść po telefon, aby coś zapisać.

UWAGA! Usprawnianie planowania nie odnosi się do dalszej przyszłości. 2017 rok pokazał mi, że to co sobie zaplanuję, lubi mi nie wychodzić. Szczególnie jeśli mi na tym zależy. Przyszłość jako taką zostawiam więc w rękach Tego, od którego zależy wszystko. Choć projekcje mam, a jakże! I będę starać się „bez spiny” wcielać je w życie.

Schudnę

I to niestety, jest cel ogólny. To znaczy, oczywiście, planuję ćwiczyć trzy razy w tygodniu i zbić wagę o konkretną ilość kilogramów. Tylko że cel nadal jest ogólny i nie obejmuje refleksji, jaka to tajemnicza siła miałaby mnie kopnąć w zad, żebym wstała i zaczęła robić przysiady. Zastrzegam – „Twoje ciało potrafi więcej, niż myślisz” Chodakowskiej już nie działa.

Na szczęście Dorota z „Mam do powiedzenia” obiecała, że będzie mi o konieczności zwleczenia zadka przypominać. Trzymam za słowo!

Będę dalej pisała

A jakże! Obiecuję postarać się, żeby było jeszcze lepiej i lepiej. Mam też w zanadrzu kilka niespodziewajek i pomysłów. Te jednak pozostają troszkę w fazie planowania, które może nie wyjść. W końcu, w 2017 roku wiele z nich nie wyszło.

Jak widać, starałam się, by postanowienia noworoczne były konkretne. To znaczy, do takich zaliczam choćby wspomniane hybrydy i dbanie o włosy oraz planowanie. Chętnie podzielę się tym, jak mi to wyszło, choć obawiam się, że na pierwsze paznokcie z czystej litości patrzeć nie będziecie chcieli.

A więc – do dzieła!

I ponawiam pytanie o prostownicę 🙂