Zauważyłeś może, że z określeniem „polskie seriale komediowe” kojarzą się najczęściej totalne starocie, jeszcze czarno-białe albo też kolejna nowa komedia o singielce, która nagle znajduje swoją miłość – tak nudna, że producenci płaczą, gdy puszczają ostatnie odcinki z serii?

Jestem tym rocznikiem, co gaworzył wesoło, gdy w telewizji Joanna Szczepkowska oznajmiała koniec komunizmu. Nawiasem mówiąc, uwielbiam ją i uważam za jedną z najlepszych pisarek na świecie! Mogę się z nią nie zgadzać, co robię często, mogę mieć inne poglądy polityczne czy tam inne, a i tak ją uwielbiam! No dobra, ale to nie tekst o Szczepkowskiej, a o serialach.

Skoro jestem „tym” rocznikiem, seriale, do których wesoło zasiadłam przed telewizorem, to seriale okołomilenijne. Teraz możesz w zadumie westchnąć i zastanowić się, po co wszedłeś na jakiegoś geriatro-bloga. Mamy przecież 2018 rok.

A jednak te polskie seriale komediowe pamiętam dobrze do dziś! Mimo że wiele ich nie było, nigdy nie byłam serialomaniaczką, w dodatku po liceum pożegnałam zupełnie telewizor (KLIK! Powinnam się tym chwalić?). Tym bardziej to, co tu zaprezentuję, to będą perełki w najrzadszych muszelkach (Głupia, perełki biorą się z małży! Tak, i dlatego właśnie to będą tak unikalne perełki. Bo z muszelek) . Takie ocukrzone wisienki na dobrym torcie. Siadaj i przypomnij sobie ze mną te chwile!

Rodzina Zastępcza

Pierwszy serial proimigrancki i multikulturalny! Poważnie jednak, mimo komediowego zabarwienia i sarkastycznych tekstów Fronczewskiego, wiecznie spierającego się z „ciocią Ulą”, czyli Marylą Rodowicz, był to serial o wielkiej sile rodzicielskiej miłości. Również tej niekoniecznie wypływającej z więzów krwi.

Przyjęcie nagle trójki obcych dzieciaków pod swój dach? Brzmi ciężko. A co jeśli jedno z tych dzieci jest Romem, drugie czarne, a trzecie żółte? Sytuacja się komplikuje? Może troszkę tak, ale może być też całkiem ciekawie!

Przyznam, że nie oglądałam już dalszych części, z tak zwanym „plusikiem”. Mimo że była to jedna z lepszych polskich komedii, i tu formuła się w końcu wyczerpała. Choć może tylko dla mnie, skoro po tym, jak wyłączyłam telewizor i pożegnałam „Rodzinę Zastępczą” na zawsze, tak wiele się tam jeszcze działo.

Świat według Kiepskich

Czego tam nie było! Był „typowy janusz” Ferdynand Kiepski, „typowa grażyna” Halina Kiepska, „karyna” Mariola, a nawet „seba” Walduś. Przeciętna polska rodzinka? Nie przesadzajmy (KLIK! Powinieneś się wstydzić, że jesteś Polakiem?), ale z pewnością było im bliżej do rzeczywistości, niż dzisiejszym serialowym „singielkom”, które pracując jako ogrodniczki, utrzymują dobrą kawalerkę i noszą ubrania z najnowszych kolekcji.

Odcinki zapadające w pamięć? Chyba każdy kojarzy sceny modlitwy do „Matki Boskiej Kiepskiej”, która okazała się być zaciekiem od wylanego wina sąsiada mieszkającego piętro wyżej. Muszę zresztą przyznać, że sceny z Arnoldem Boczkiem były tymi, które lubiłam najbardziej. Do dziś z rozbawieniem wspominamy scenę, gdy Ferdek próbuje mu wcisnąć mysz, pytając „Czy wierzysz w naukowo udowodnioną reinkarnację?” oraz sugerując, że mysz ta jest jego zmarłą babcią. Chyba babcią, bo ślady pamięciowe nieco się zatarły. W każdym razie, naukowo udowodniona reinkarnacja to tekst tego serialu.

Za co lubić? Za realizm i surrealizm! Surrealizm w postaci dziwnych przybyszów z innych planet, robotów oraz innych stworów, które nieraz nawiedzały Ferdka. Realizm? To jeden z seriali, który nie udaje, że typowy Polak ma meble z Ikei, chodzi po domu w garniturze za tysiąc pińćset i sypia w pościeli Zaraza Hołm. To znaczy, dziś może i częściej. Wtedy większość z nas miała jeszcze te prlowskie meblościanki i w ogóle, rzeczywistość bywała bardziej „kiepska”.

Zmiennicy

Tu uczynię wyjątek! Jak już mówiłam, starych seriali nie trawię. Ani humor mi nie podchodzi ani styl. „Zmienników” obejrzałam już po studiach i namówił mnie do tego mąż. Przyznaję, nie żałuję.

Zmiana płci? Ależ nie ma sprawy! Dzisiaj możesz być cistransbihomoczymś, jutro kimś innym. Witamy w XXI wieku. Wtedy sprawa nie była tak łatwa. Pozostaje pytanie, po co? W „Zmiennikach” płeć zmienia się po to, żeby zdobyć pracę. Gdy Kasia zostaje odrzucona podczas rekrutacji dlatego, że nie jest mężczyzną, postanawia po prostu mężczyznę udawać.

Serial jest wielowątkowy (jak chyba większość starych seriali) i każdy wątek jest naszpikowany humorem. Zarówno ten miłosny, gdy Kasia zakochuje się w swoim zmienniku, jak kryminalny, gdzie nieudolni handlarze narkotyków bawią się w przemyt. Co bardzo mi się podoba, akcja dzieje się szybko i nie ma niepotrzebnego trzymania widza w napięciu, czego tak nie cierpiałam w różnych „Klanach” i innych wleczących się w nieskończoność historiach.

13 posterunek

Tu nie muszę chyba przedstawiać. U niektórych sam tytuł wywołuje niekontrolowane ataki śmiechu albo przynajmniej głupawkę. Posterunkowy Cezary, który zachowuje się, jak… Napisałabym, że nietypowo jak na policjanta, ale wtedy przypominam sobie moment, gdy mnie spisywano i wytypowany biedak, próbując napisać coś w kajecie, w końcu rzucił nim w kolegę warcząc „Ty pisz”. Widać, to był ten, co umiał czytać.

Dalej, mamy siostrę Czarka, która jest prostytutką, policjantkę – blondynkę, bujającą się w Czarku, ślepego starszego pana, który wciąż jakoś tam pracuje, Arniego – szafę trzydrzwiową oraz mnóstwo innych barwnych postaci. To właśnie dzięki takiej „plejadzie” budowa prysznica na posterunku zajmuje dwa odcinki i sprawia, że wyjemy ze śmiechu tak, że sąsiedzi dzwonią z pytaniem czy wzywać już egzorcystę czy jeszcze poczekać.

Miodowe Lata

Dlaczego „Miodowe Lata” są inne niż pozostałe polskie seriale komediowe? Pamiętam moje zdziwienie, gdy się dowiedziałam że serial kręci się z udziałem publiczności i jest tak naprawdę formą teatralną, wykonywaną na obrotowej scenie. Nieczęsto zresztą zmieniano scenografię. Większość czasu podczas oglądania „Miodowych Lat” spędzało się u Krawczyków w kuchni.

Co można zrobić ciekawego z małżeństwem tramwajarza, który wciąż szuka sposobu na to, by stać się bogatym oraz kury domowej? Oj, można wiele! Karol i Alina Krawczykowie to para, która potrafi rozbawić. A jeśli do tego dodać wredną teściową oraz sąsiadów z góry… Bywa ciekawie. Mój ulubiony numer to „oświetlanie” termometru zapalniczką, by sprawdzić, jaka temperatura się zapisała.

 

Kasia i Tomek

Kasia i Tomek to tacy trochę Krawczykowie. Tyle że nieco młodsi, nieco bogatsi, no i tfu tfu! Bez ślubu. Serial był kręcony w równie ciekawej konwencji, bo pole kamery ograniczono najczęściej do widoku twarzy głównych bohaterów. Postacie drugoplanowe były więc najczęściej „głosami” bez twarzy.

Humor? Również bardziej nowoczesny. Żartowano tu z „pieluszkowego zapalenia mózgu”, z różnych innych modnych dziś fiksacji, jak chodzenie na siłownię i wdzięczenie się do trenerów czy „partnerski” podział obowiązków.

Ile da się nakręcić odcinków, w którym widać głównie te same twarze? Tu odcinków było ponoć 100, ale ja przyznam, że wymiękłam po kilkunastu. Mimo dość ciekawego humoru i pomysłów, te nie zatrzymały mnie na długo. Nie znaczy, że jest to zły serial! Tyle że to pomysł, który szybko się nudzi.

I to tyle. Poważnie! Znaczy się, pewnie coś tam jeszcze oglądałam, bo polskie seriale komediowe w sumie nawet lubiłam i chętnie sprawdzałam nowości, ale wiesz – na niektóre spuściłam zasłonę milczenia (biedni „Graczykowie”), innych niestety sobie nie przypominam. Te są tymi, które chcę Ci przedstawić albo też przypomnieć, jeśli również nie jesteś już żwawym 20-latkiem.

A może chcesz dodać coś do tej puli? 🙂