Parawaning

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Lato się kończy, wraz z nim kończą się problemy Polaków. Bo cóż jest tym największym i najbardziej palącym? Nie upadająca służba zdrowia, nie przymusowe wysyłanie maluchów do szkół, reszta też się nie umywa. Największym problemem letniego sezonu 2015 były… parawany.

Wyjaśniam od razu: nie chodzi o parawany sklepowe czy też takie, za którymi przebiera się Anja Rubik zanim wyjdzie pokazać najnowszą kieckę od jakiegoś Kwakwariusa. Chodzi o parawany, za którymi ponoć wstydliwie chowają się ludzie na plaży, nie chcąc integrować się z lokalną i pozalokalną społecznością, zagrabiając sobie tym pół plaży i jedną trzecią wody w morzu. Oburzenie tym bardziej słuszne, że „zagranico” parawanów nie ma wcale. Rubik przebiera się przy ludziach, a ci opalają się na leżaczkach albo kocykach, parawany zostawiając w dusznej i zaściankowej Polsce. Taki wstyd. Tak wielki wstyd przed innymi, kulturalniejszymi, niż Janusze i Grażyny narodowościami.

Po co właściwie parawan? Mieszkam sobie blisko morza i widuję je czasem. Nie są plagą, możliwe, że w innych miejscowościach rzeczywiście jest ich więcej, a jednak są. Podobno świetnie chronią przed chłodnymi podmuchami wiatru, które nad Bałtykiem są częste i potrafią zawiać człowieka nawet w ciepły dość dzień.

Ponoć dzięki nim biegające dzieci nie ciskają piachem w oczy spod pięt, jak i również mogą bawić się owinięte parawanem i nie sypać dzięki temu komuś na koc. Być może chronią przed krytycznymi spojrzeniami Grażynę z cellulitem i Janusza z rozstępami na brzuchu.

Sama nie „parawanię”

Nigdy nie odczuwałam takiej potrzeby. Nie widziałam też, aby ktoś parawanił tak, że zaiwaniał tym pół plaży. Wierzę, że takie zjawisko gdzieś istnieje, jak i również istnieje zjawisko zajmowania plaży parawanem o czwartej nad ranem, choć już widzę, jak Janusz na urlopie leci o czwartej z parawanem, wbija kołki i biegnie sobie jeszcze pospać. Niech więc będzie, że wierzę. Nie wierzę za to, że ktoś inny widząc całą zajętą plażę i pusty kawał piachu za parawanem, upewniając się, że właściciel nie wróci za chwilę z tojtojki nie wywali tegoż na kupę za plażą. Nie wierzę, że Januszowi nie przesunie się parawanu w głąb „kółeczka”, jeśli zajmuje on powierzchnię dużego salonu, a sam Janusz siedzi w środku na leżaczku.

Problem jednak jest poważny. Na tyle istotny, że wypowiadają się o nim celebryci, jak i prawnicy, którzy po kilku dniach zażartej debaty, wertowania ustaw i dokształcania się niepewnie stwierdzili, że parawaning jest w sumie nielegalny. A skoro tak, w przyszłym roku na plażę wybiorę się tradycyjnie, z kocykiem. A może się nie wybiorę, może będzie padać. Może temat deszczowego lata okaże się być bardziej sympatycznym, niż parawany.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować