Pamiętam, jak w wakacje przeprowadziłam się z rodzicami i rodzeństwem do sąsiedniego miasta. Dla młodszych sióstr wiązało się to ze zmianą placówek edukacyjnych. I wtedy zobaczyłam „pana przedszkolanka” po raz pierwszy. Mężczyzna w przedszkolu? Wow!

Proszę nie brać określenia „pan przedszkolanek” za pogardliwe z mojej strony. Rzeczywiście, z nazewnictwem jest problem, pewnie mniejszy teraz, gdy panie przedszkolanki podnoszą krzyk, że są „nauczycielkami przedszkola”. Co o tym sądzę, powiedziałam już tutaj (KLIK! Przedszkolanka czy nauczyciel przedszkola?), a jednak mimo że to niepopularne, „pan przedszkolanek” strasznie mi się podoba. Jeśli jednak jesteś jednym z nich, chętnie dowiem się, jak wolisz być nazywany.

Mimo że sądzę, że i oni ten tekst przeczytają, wcale nie ma ich tak wielu – choć to się zmienia. Dlaczego praca w przedszkolu należy do kobiet?

Żołnierski dryg

Gdy zobaczyłam go po raz pierwszy, prowadził najstarszą grupę, tę „zerową”, wiszącą trochę pomiędzy przedszkolem a szkołą. Co mnie zaskoczyło i czym różnił się od innych przedszkolanek? Podczas, gdy one co chwilę poprawiały dziewczynkom białe bluzki, chłopczykom muchy i krawaty, on oszczędzał ruchy. Oczywiście, również dbał o dzieci – jednak jakoś tak spokojniej.

Największą różnicę widziałam jednak w zachowaniu grupy. Przedszkolanki uspokajały ją mniej więcej tak: „Jasiu, stań za Małgosią! Basia, nie wychodź za linię!” Jak robił to „pan przedszkolanek”? „Spokój” – powiedział zdecydowanym tonem. Nie krzycząc, nie podnosząc głosu. Ot, konkretnie, zwracając się do dzieci. Efekt? Natychmiastowy spokój.

Nie chcę tu wartościować i twierdzić, że przedszkolanki źle robiły, poprawiając co chwilę ubrania dzieciom i tłumacząc, co powinny poprawić albo że źle to robił mężczyzna w przedszkolu. To mnie zachwyciło, że każde z tych zachowań przyniosło jakiś efekt! Mimo iż zrobiono to inaczej.

Pedofil w przedszkolu?

A mimo to mężczyzna w przedszkolu, pracujący z dziećmi wciąż wielu z nas kojarzy się z jakimś odstępstwem. „A nie jest to jakiś pedofil?” „Dlaczego mężczyzna chce pracować z dziećmi?” – pytają się zaniepokojeni rodzice.

Takie myślenie jest prawdopodobnie w dużej mierze pokłosiem PRL-owskiego modelu rodziny. Modelu nieprzyjemnego, gdzie opiekę nad dziećmi spychano w stronę matki i gdzie ojciec niekoniecznie potrafił spędzać z nimi czas. Opieka nad dzieckiem była niemęska. Wciąż czasem jest. Inicjatywy takie jak Tato.Net (KLIK! Tu pisałam) oraz wiele innych proojcowskich, plus kobiety uświadamiające ojców swoich dzieci, że nie tak powinno to wyglądać, dzielnie to zmieniają. Chociaż wciąż wiele jest do zrobienia.

Badania jednak wyraźnie pokazują, że kobiet wśród pedofili jest znacznie mniej. Nie będę wchodzić w statystyki, bo znalazłam ich mnóstwo, wśród których każda inaczej pojmuje zjawisko. Uogólnię więc jedynie, że złapanych kobiet wśród pedofili jest góra kilka procent. Nawet jeśli doliczyć „niezłapane”, wciąż niestety mężczyźni wiodą prym.

Czy w takim razie rodzice mają się czego obawiać ze strony mężczyzny opiekującego się dziećmi? Pamiętajmy, że te statystyki wciąż nie dotyczą sporej grupy osób! Nawet jeśli z doniesień medialnych wychodzi nam inaczej. Wydaje mi się więc, że nie. A może sądzisz inaczej?

Problemy z organizacją

Koleżanka podczas rozmowy rzuciła kiedyś, że mieli mieć w pracy „przedszkolanka”. Nawet się ucieszyła, kiedy przyszedł na rozmowę kwalifikacyjną, przyjęto jednak kobietę. Dlaczego? „Wiesz, mamy jeden pokój socjalny. Dzieci i rodzice nie mają tam wstępu. Przebieramy się na zajęcia gimnastyczne, po pracy czasem w coś eleganckiego, często bywa tak, że wchodzi ktoś, a my akurat paradujemy w bieliźnie. To krótka chwila co prawda, ale nie mamy problemu, że koleżanka nas w majtkach przyłapie. A mężczyzna? No sama wiesz”.

Rzeczywiście, nieraz problemem jest organizacja. Niby nie trzeba przecież rozwalać pół łazienki, żeby domontować pisuar, bo oto zjawił się mężczyzna w przedszkolu i będzie tam pracować. A jednak wystarczą drobne przyzwyczajenia personelu czy trudności ze zmianą przestrzeni, żeby pan przedszkolanek był niemile widziany. Na ile to problem rzeczywisty, a na ile urojony?

Pan przedszkolanek? Nie puszczę tam dziecka!

To wciąż wcale nierzadki tekst wśród rodziców. Istnieje wśród nich wiele lęków w stosunku do mężczyzn opiekujących się dziećmi. To samo dotyczy zresztą innych zawodów i męskich powołań – nauczyciel, księża – wielu z nich jest dziś na cenzurowanym. Ot, za czasów naszych rodziców i dziadków pedofilia była „egzotyką”, niestety istniejącą, o której nie zdawaliśmy sobie nieraz sprawy. Dziś wiemy o niej więcej i poszliśmy w drugą stronę, doszukując się jej wszędzie.

Nie bardzo wiemy też, jak taki „pan przedszkolanek” będzie się dzieckiem zajmował. Czy przytuli, kiedy będzie trzeba? Czy dzieci nie będą się bać?

A jednak wiem, że mężczyzna w przedszkolu to twór, który istnieje! Mało tego, ma się całkiem dobrze, jeśli już do tego przedszkola trafi. Potrafi rozładować atmosferę kumulującą się wśród kobiet – a niestety, zawsze kiedy pracowałam w jedynie damskim towarzystwie, „kwasy” wisiały w powietrzu. Potrafi podejść do dzieci. Do rodziców również.

Posłałbyś dziecko do takiej grupy? A może „pan przedszkolanek” pracuje właśnie w Twoim przedszkolu?