Nocna niania – dla leniwych matek?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Byłam wtedy w ciąży i poszłam z koleżanką do kina. Na ekranie wyświetliła mi się reklama filmu „Tully”. Mimo że tematyka była mi bliska, a może właśnie dlatego, absolutnie nie chciałam go wtedy oglądać. Już zwiastun zresztą wycisnął mi łzy z oczu. Jakkolwiek to śmiesznie brzmi „na trzeźwo”, bałam się, że w ciąży nie udźwignę tematu emocjonalnie.

„Tully” to film o kobiecie, która właśnie urodziła trzecie dziecko. Ponieważ z początku nie radzi sobie z ogarnięciem wszystkich obowiązków, w jej domu pojawia się nocna niania. Film wywołał zresztą niemałą burzę i sprawił, że w świadomości ludzi pojawił się nowy zawód. Choć nocna niania istniała przecież już wcześniej. Może nie tyle w Polsce, co na świecie.

Temat trochę celowo trawiłam do czasu, gdy moje noce znów są bez kilku pobudek (przynajmniej chwilowo). Bo pisząc ten tekst przy kilkumiesięcznym dziecku, pewnie nocną nianię wychwalałabym pod niebiosa. Pytanie tylko czy to rzeczywiście dobre rozwiązanie?

Nocna niania – dajcie mi ją!

Różnimy się. Są ludzie, dla których pory dnia mogłyby nie istnieć i którzy mogą się przespać w każdej chwili, bez uszczerbku na psychice z powodu nieuregulowanego rytmu dobowego. Są i tacy, co prześpią pięć godzin w ciągu doby i czują się świetnie. Co jednak z kobietami, które bez kilku godzin nieprzerwanego snu w nocy czują się fatalnie? Wiadomo, wszystko się da, gdy się musi, ale nocna niania mogłaby tu znacznie poprawić jakość życia.

Są też różnie dzieciaki – te od urodzenia spokojne oraz takie, które dają popalić i nie pozwalają na odpoczynek. A nie każdy rodzic preferuje cosleeping. W takich przypadkach dzięki nocnej niani matka nie musi wstawać piętnaście razy do łóżeczka, kołysać po karmieniu, odbijać czy przygotowywać mieszanki, jeśli dziecko karmione jest butelką. Może się wyspać! A sen dla rodzica jest na wagę złota.

Weźmy również pod uwagę fakt, że coraz częściej mieszkamy daleko od rodziny, która jeszcze niedawno naturalnie pomagała przy wychowaniu dzieci. I nawet jeśli próbujemy z innymi rodzicami zbudować sobie taką sztuczną „wioskę”, współcześnie niejednokrotnie jesteśmy zdani na siebie. Sytuacja komplikuje się jeszcze mocniej przy samotnym macierzyństwie albo wielodzietności, gdzie rano mimo zmęczenia trzeba ogarnąć inne pociechy.

A skoro już jesteśmy przy zmianach ustrojowych -są kobiety posiadające własną firmę czy działalność. Tu nie ma zmiłuj, odejście na dłuższy urlop może nas wykluczyć z rynku. A więc wiele z nas, choćby w ograniczonym zakresie, pracuje, gdy tylko dojdzie do siebie po porodzie. I nie może w dzień odespać nocy. Jak długo można tak ciągnąć? Czy nie lepiej, gdy już organizm powie „nie”, skorzystać z pomocy?

A może to nienajlepszy pomysł?

To, co wartościowe, rodzi się w ogniu. Nieprzespane noce z dzieckiem budują naszą intymność, bliskość. Spytajcie ojców, którzy w takiej nocnej opiece pomagają – mają zupełnie inną więź, niż ojcowie, unikający trudów rodzicielstwa.

Argumentem blokującym nas chyba najczęściej pozostaje jednak cena. Nocna niania kosztuje ok. 400-500 złotych za noc. Łatwo wyobrazić sobie, że nawet ta jedna, jedyna noc w miesiącu pozostaje poza zasięgiem przeciętnej rodziny. Jest to więc raczej rozwiązanie dla zamożnych. Zresztą i w filmie „Tully” nocną nianię opłacił, o ile dobrze kojarzę, bogaty brat bohaterki. Oczywiście, istnieją abonamenty, gdzie noc bardziej się opłaca, ale to już rozwiązanie rzędu kilku tysięcy.

Nic więc dziwnego, że kobiety, nawet przyciśnięte do ściany, bez pomocy z zewnątrz, wolą zatrudnić tańszą opiekunkę w ciągu dnia i wtedy spokojnie oddać jej dzieci, a następnie udać się do sypialni i zapaść w błogi sen.

Czy zatrudniłabym nocną nianię?

Z marszu mogę odpowiedzieć, że ponad 400 złotych za przespaną noc to dla mnie nieco za dużo. Z drugiej strony moje dzieci wciąż są małe. Żadna z córek nie była tą, która spała w nocy, a wręcz przeciwnie – przy każdej chwytałam się różnych sposobów, jak maksymalne zaciemnienie pomieszczenia, żarcie bananów albo suplementowanie DHA.

Praktycznie nic nie pomagało. I pamiętam, że przez pierwsze miesiące takich nocy czułam się wiecznie jak pod koniec wymagającej sesji, zapitej czymś mocnym. Wizytę rodziny chętnie wykorzystywałam, by się wyspać. Mogę więc tylko się domyślać, że znajdą się kobiety, które mając nieco więcej pieniędzy, wysupłają na tę noc czy dwie, gdy już czują, że zaraz się wykończą. Szczególnie że to nie są koszta, które trwają lata.

Nie zamierzam więc krytykować. Szczególnie, że cena sprawia, iż takie rozwiązanie jest u nas raczej ostatecznością. Gdy znikąd nie mamy pomocy, chłop musi się wyspać albo też nie ma chłopa, reszta potomstwa daje znać, że również istnieje i potrzebuje opieki albo w innych podobnych sytuacjach.

A że ludzie niby od wieków dają radę? „Mamki” nie wzięły się znikąd 🙂 Nie ma więc powodu, by oceniać rodziców, którzy nocną nianię zatrudnili. Może zamiast tego warto spytać, jak im pomóc przetrwać ten trudny czas?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować