Na początek opowiem Ci dowcip: ktoś kiedyś zapytał o coś Polaka na facebooku i wiesz, co Polak odpowiedział? „Nie wiem”. Boki zrywać! To taki suchar na rozluźnienie, bo na poważnie dodam, zanim uznasz mnie za wariatkę, że lubimy być ekspertami od wszystkiego. No lubimy i tyle.

A Ty? Ja również! Nie po to tyle czytałam w młodości, nie po to zaczytywałam się w encyklopediach i cieszyłam się z łatki omnibuski, nie po to dziś jestem uzależniona od napływu informacji, żeby czegoś nie wiedzieć! Żeby coś mnie omijało.

A więc wiesz wszystko? Taaak… No chyba że zapytasz mnie o wiedzę związaną z naukami ścisłymi, bo ze mnie to taki humanista-przyrodnik. No i wiedzę historyczną – strach się przyznać, bo moje środowisko historię uwielbia i żywo o niej dyskutuje… W sumie ja też dyskutuję! Kto mi zabroni? Lifehack: jak się wystarczająco mocno oburzysz, dyskutanci szybciej uwierzą, że coś wiesz. Nie działa w internecie, szczególnie jeśli oburzenie wyraża się capslockiem.

Polacy to eksperci od wszystkiego?

Wiesz, że nie lubię wyciągania naszych narodowych przywar tylko po to, żeby teraz szturmem się za nie wstydzić. Uważam jednak, że tak, nie tylko ja lubię wiedzieć wszystko. Stereo-Typowy Janusz z Grażyną oraz ich córka Karyna z partnerem Sebastianem, a nawet dzieci: Dżesika i Brajan znają się na wszystkim i chętnie się tą wiedzą dzielą.

Pytanie: czy to rzeczywiście jest wada? Bo jak tak patrzę, to posiadamy sporą wiedzę. I nie mówię teraz jedynie o „wykształconych, z wielkich ośrodków”. Owszem, znajdą się pewnie i głupki plemienne, odporne na wiedzę, ale chętne do jej przekazywania, a przeglądając komentarze w internecie pewnie nieraz mamy wrażenie, iż Polska takimi stoi. Gdy jednak odejdziemy od monitorów i wyłączymy smartfony, możemy zaobserwować, że wielu z nas wiedzę na różne tematy posiada imponującą. Bez względu na miejsce zamieszkania i wykształcenie.

Co jednak jeśli niekoniecznie ją mamy? Idziemy w zaparte! Nie znamy się na polityce, ale udajemy że się znamy. Wychowanie i edukacja dziecka to temat tak bliski, że kiedyś minęliśmy dzieci na placu zabaw, ale wypowiadamy się niczym pedagog z 20-letnim stażem i czwórką własnych dzieci. Z religią kojarzy nam się pierwsza komunia, a potem w sumie już nic, jednak dyskutujemy, jakbyśmy co najmniej właśnie połknęli Katechizm Kościoła Katolickiego z Pismem Świętym i polali to solidnym sosem modlitewnych rozważań. To tylko przykłady, bo tematów jest sporo.

Na „nie wiem” nie ma mocnych?

Całkiem niedawno zastanawiałam się czy nam, blogerom, słowa „uważam że” przejdą przez gardło. Od „uważam że” do „nie wiem” nie jest tak daleko. Zależy zresztą od rodzaju wiedzy. Bo możesz nie wiedzieć, jak oddziałuje hormon folikulotropowy na pęcherzyk Graafa i „uważam że” niewiele tu da. Czy jednak w kwestiach społecznych albo politycznych nie da się czegoś bardziej „uważać”, niż o tym wiedzieć?

Oczywiście, widziałam już wiele sporów z blogerami, którzy nie potrafili napisać zdania „nie wiem” i brnęli w zaparte. Zresztą, może i mi przez trzy lata się zdarzyło, że brak wiedzy przykryłam czymś innym, mimo pytań i żądań konkretnej odpowiedzi. Jest to możliwe. Chętnie z rozrzewnieniem wspomnę ten moment… Albo stwierdzę, że przecież wiedziałam.

A nasza dziedzina?

Ok, pół biedy jeśli jako humaniści nie mamy za bardzo wiedzy w kwestiach dotyczących fizyki technicznej. Niby boli, bo mogliśmy troszkę doczytać, wiadomo, skoro studenci polibudy mogli temat ogarnąć w kilka lat, to już powinniśmy te dwie noce zarwać i również nadrobić. Co jednak jeśli zawaliliśmy z wiedzą dotyczącą naszej dziedziny?

Do tej pory pamiętam zajęcia w przedszkolu. To był chyba temat o dokarmianiu ptaków. Jedno celne pytanie i osiem par oczu utkwionych w nauczycielce, która przecież wie wszystko. No niestety, nie wiedziałam. Jedyne, co mogłam zrobić, to obiecać że sprawdzę i powiem następnego dnia. W domu solidnie kopałam się z wiedzą, bo pytanie było na tyle trafne, że internety postanowiły milczeć. Dokopałam się jednak. Straciłam na autorytecie wszechwiedzącej? Wręcz przeciwnie! Co najwyżej skłoniłam dzieci do analizowania wiedzy, a przypomnę, że to było przedszkole specjalne – choć grupa akurat dość silna.

A potem? Potem była i jest praca nieco bardziej zdalna. Są grupy zawodowe i mnóstwo ludzi, którzy czegoś nie wiedzą – podobnie jak ja, robiąc korekty tekstów i szukając czegoś, czego nie wiedziało przedtem kilka innych osób. A już najlepsze są te moje teksty na blogu, w których od błędów potrafi się roić, bo przecież napisałam coś tak extra, że nie będę bawić się w sprawdzanie (mam nawet byka w jednym z tytułów!). Może więc dobrze, że chociaż cudze błędy świetnie wytykam?

Nie musimy wiedzieć

„Naprawdę, urodziłaś dziecko i nie wiesz nic o karmieniu piersią? Żałosne” – ot, jeden z wielu komentarzy pod pytaniem świeżo upieczonej matki. Bo widzisz, otoczenie dobrze wie, co wiedzieć powinnaś albo powinieneś.

Może więc i dobrze, że komentarze można olać, a wiedzę nadrobić lub nie, jeśli uznamy, że nam niepotrzebna. Nic wiedzieć na pewno nie musimy. Możemy. Czasem powinniśmy, jeśli to nasz zakres obowiązków. No i warto po prostu się rozwijać.

Również w kierunku swobodnego mówienia „nie wiem”. Bylebyśmy nie musieli za często!