Nie. Nie musisz iść na wybory

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Teraz mi to mówisz? Tralalala, nie musisz iść na wybory. Właśnie wróciłam, w poczuciu „dobrze spełnionego obowiązku”, a Ty mi mówisz, że nie musiałam?

A przecież tyle słyszałam, że trzeba. Że powstań ludu miast i wsi. Że to wręcz mój obywatelski obowiązek, podobnie jak sprzątanie kup po psie i płacenie podatków. Że trzeba i tyle. Jako dziecko przeczytałam w gazetce rodziców wierszyk, który wrył mi się w pamięć: „Każdy Polak, nawet chory, pójść powinien na wybory. Bo wybory nie bez racji są sprawdzianem z demokracji„. No to szłam!

A przecież tuż przed wyborami trąbiono mi, że muszę. Że jako kobieta mam obowiązek nie dość, że zagłosować, to jeszcze broniąc swoich praw (kurczę, mam je inne, niż mężczyzna?), bo kiedyś głosować nie mogłam. Uświadamiano, że w takiej cywilizowanej Belgii nieuczestniczenie w wyborach jest karane. Mówiono mi, żebym nie świrowała, obrażając przy tym niepełnosprawnych. To chyba ważna sprawa, skoro można przy tym kogoś obrażać? No to poszłam, a teraz mi mówisz tak po prostu: Ej, stara, nie musisz iść na wybory!

To po kolei

Ustalmy fakty. Tak, jedne wybory za nami, ale o ile świat nie skończy się w ciągu najbliższych lat, niedługo czekają nas kolejne. I jeszcze kolejne. Dlaczego czujesz się zobowiązany albo zobowiązana?

Może mieszkasz za granicą. Bardzo możliwe, że wciąż interesujesz się losami kraju, myślisz o powrocie albo wiesz, że są tu Twoje dzieci i wnuki, czytasz wiadomości z Polski. A może nie? Albo zostało Ci głównie polskie imię, w sumie nawet myślisz już po włosku, bardziej interesuje Cię polityka włoska i poza hasłami typu: „Te lewaki znów szkodzą ojczyźnie„, „PiS znów podwyższył ceny„, których kompletnie nie umiesz uzasadnić, ale głoszą je Twoi znajomi z Polski, to nie za dużo już wiesz?

A może mieszkasz tu, ale zwyczajnie nie interesujesz się polityką, podobnie jak ja nie interesuję się paralotniarstwem? Może Twoje życie kręci się wokół marketingu, mody, szydełkowania, motoryzacji i pochłonięty hobby, pracą i obowiązkami nie masz ochoty nawet wiedzieć, która partia odpowiedzialna jest za likwidację gimnazjów?

Nie musisz iść na wybory, jeśli nie interesujesz się polityką!

Jakiś czas temu z przykrych dość powodów odbywały się wybory na prezydenta mojego miasta. Znajomy opowiadał potem, jak jechał tramwajem i słuchał dialogu kobiet w średnim wieku.

Byłaś na wyborach? O, na kogo zagłosowałaś?
A wiesz, na X w końcu. Jej tak dobrze z oczu patrzy.

Tak, drodzy państwo. Ja wiem, że polityka to również odpowiednia prezencja kandydata i tego się uniknąć nie da, ale kurczę blade, myślałam, że dorosły człowiek zdaje sobie sprawę, że życie to nie kreskówka Disneya, gdzie dobry człowiek ma nieskazitelne lico i niewinne oczęta, a czarny charakter parchy, krzywe cycki i jest niski! A jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy, to albo choć pospiesznie studiuje program kandydata/partii, albo zostaje w domu i ogląda po raz kolejny Jelonka Bambi.

Internet aż roi się od opowieści, jak ludzie w lokalach wyborczych nawet nie potrafią czytać instrukcji i pytają się każdego czy trzeba zaznaczyć po jednej krateczce w każdej kolumnie, a może jeszcze inaczej. Są jeszcze ci, którzy nie mają problemów z czytaniem ze zrozumieniem, ale znajomość kandydatów? Stoi taki nad kartką, główkuje, a potem nagle przypomina sobie, że Janusza Bęcwała to kojarzy, bo plakat wisiał niedaleko przystanku autobusowego. Bingo!

Ludzie o tym wiedzą. Stąd tak zabałaganione tymi plakatami. Kto się bardziej rzuci w oczy, ten wygra. Nie żartuję.

Masz prawo nie iść

Sama pamiętam ten czas, kiedy zaczynałam studia, zmieniałam miejsce zamieszkania i chwilę potem również były wybory. Nie poszłam. Zwyczajnie nie miałam pojęcia, na kogo zagłosować. Alternatywy nie widziałam, czułam, że obracam się w gąszczu populistycznych haseł, a zwyczajnie przyzwyczajanie się do nowego życia i angażujących wtedy studiów zajęło mnie na tyle, że na zgłębianie meandrów polityki zabrakło czasu. Moja postawa spotkała się wtedy ze zdziwieniem, a nawet krytyką – przecież właśnie dorosłam! Mam 19 lat i mogę głosować. Dlaczego z tego nie korzystam? Dlaczego nie chcę zbawić tego świata?

Wtedy nawet troszkę żałowałam, dziś przyznaję tamtej sobie rację.

Masz prawo nie iść na wybory, jeśli polityką się nie interesujesz. Oczywiście, polityka to bardzo ważna gałąź wiedzy i powinieneś choć trochę się interesować, ale co Ci zrobimy, jeśli się nie interesujesz? Wyśmiać Cię mamy? Skrytykować? W tyłek kopnąć? Z jakichś powodów nie masz o niej pojęcia i tyle. Może czujesz do niej zbyt mocne obrzydzenie? Może również jesteś w takim momencie życiowym, że nie ogarniasz zmian „historycznych” wokół siebie?

Masz prawo nie iść na wybory, jeśli nawet nie ogarniasz systemu głosowania. I jeśli idąc, za bardzo nie wiesz, kto właściwie kandyduje albo jaki program ma kandydat, którego plakat wyborczy właśnie zobaczyłeś. Jeśli zastanawiałeś się, patrząc na krateczkę „Jan Maria Rokita”, od kiedy to małżeństwa mogą kandydować razem.

Masz prawo nie iść. Nie przejmować się krytyką, nie udawać, że wiesz, co zrobić i na kogo głosować. Masz prawo nie głosować na kandydata swojego kolegi, mamy albo pierwszego lepszego z baneru. Tego najładniejszego, któremu dobrze z oczu patrzyło.

I nie, nie musisz przejmować się tym, że „jeszcze tak niedawno kobiety nie mogły, a teraz tak po prostu odrzucasz to prawo„. One wtedy nie mogły. Ty teraz MOŻESZ. Możesz, ale nie musisz. Masz możliwość, nie obowiązek.

Z drugiej strony

Nie traktuj tego tekstu jako usprawiedliwienie lenistwa. Wybory są ważnym wydarzeniem. Jeśli masz swojego kandydata, sprecyzowane poglądy polityczne, wiesz, co oferują poszczególne partie i dlaczego jedni powinni wejść do Sejmu, a drudzy nie, głosuj!

Nie patrz na pogodę, wstań z kanapy, nie marudź, że „Aj tam, co mój głos może„, tylko głosuj!

Jeśli na horyzoncie pojawiła się nowa partia, w której pokładasz delikatne choć nadzieje na zmiany, idź i zagłosuj.

Postaraj się. Wejdź na stronę kandydatów, jeśli trzeba, zadzwoń i zapytaj się, jakie mają poglądy na sprawy dla Ciebie istotne. Zadaj sobie trochę trudu. To w końcu Twoja przyszłość, przyszłość Twoich dzieci. Może Twojego biznesu.

Bo nie musisz iść na wybory… Nie musisz być zobowiązany do tworzenia rekordowej frekwencji. A jednak pod pewnymi warunkami warto. Zachęcam, jeśli tylko możesz 🙂

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować