„Dzieci w Afryce wiele by dały” – to znaczy że nie masz prawa narzekać?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

„Dzieci w Afryce wiele by dały, by zjeść taki obiad, jak Twój! Nie masz prawa narzekać” – usłyszało do tej pory chyba z miliony dzieci, którym przydarzyło się kiedyś płakać nad schabowym z ziemniaczkami i buraczkami albo zupą szczawiową. Chwaliłam się już, że byłam niejadkiem. Więc tak, ja również kiedyś usłyszałam ten tekst.

Zrobiło mi się żal dzieci w Afryce i w pośpiechu spałaszowałam wszystko… No dobrze, czy komukolwiek i kiedykolwiek załączyła się taka reakcja? Bo ja zaczęłam się jedynie zastanawiać, jak tę znienawidzoną szczawiową wysłać bezpiecznie do Afryki, jak już tak bardzo ją tam chcą.

Okrutne? Z punktu widzenia osoby dorosłej może i tak. To oczywiście bardzo smutne, że w tym momencie dzieci na całym świecie cierpią z głodu. To smutne, że i dziś, poza wpłatami na godne zaufania zbiórki i fundacje, nie mogę zrobić dużo więcej. Przeraża mnie fakt, że dziś z głodu umrze 15 tys. dzieci i pewnie za dziecka też zrobiłoby to na mnie wrażenie. Tylko co z tego, skoro chciało mi się wymiotować od tej zupy?

Nie masz prawa narzekać

No nie masz i tyle. Bo widzisz, zawsze znajdzie się grupa ludzi, którzy mają gorzej. I rzeczywiście, nieraz będą się mieć bardzo źle. Bo co z tego, że frustruje Cię fakt, że mieszkasz kątem u teściowej? Ciesz się, że masz, gdzie mieszkać! Są tacy, którzy tracą dach nad głową i idą pod most. A Ty nie możesz znieść niedogodności w postaci ciągłych awantur.

A więc nie masz prawa narzekać. Bez względu na to czy po prostu w tym momencie coś Cię chwilowo przerosło i jest Ci z tego powodu źle, czy też rzeczywiście masz poważniejsze problemy. Trudno to czasem zresztą ocenić. Każdy ma swoją wytrzymałość. Jednemu trudno będzie się podnieść po drobnym życiowym kryzysie, inny jako bezdomny i głodny, zachowa pokój ducha i stwierdzi, że inni mają gorzej.

Za granicą są szczęśliwsi

Podobnie bawi mnie, a czasem irytuje, porównanie do zagranicy, gdzie ludzie są „bardziej uśmiechnięci i szczęśliwsi”. Zagranica, na dzień dzisiejszy przynajmniej, to niekoniecznie kraje europejskie blisko nas oraz USA. Zwiedzając zresztą Czechy, również nie zauważyłam, by uśmiechali się tam jak głupi do sera i ukrywali przed innymi swoje problemy. Niemcy? Też mało pogodny naród.

Zapewne chodzi o słynne „how do you do?” po którym narzekanie na bolący ząb jest wysoce niestosowne. Pisałam już, że lubimy oglądać się na inne kraje i płakać, że u nas jest tak źle, a oni mają fajnie. Oczywiście, bywa że tam trawa jest bardziej zielona – że łatwiej dostać pracę, że z tej pracy nie jest trudno utrzymać się w pojedynkę, że pogoda lepsza, że po prostu jest lepiej.

„How do you do” jednak nie należy do zbioru rzeczy lepszych. Nawet jeśli jest traktowane jako kulturalne zagajenie – co to za zagajenie, jeśli gdy przyznasz sie do problemów, popełniasz nietakt? Czyli w Anglii nie masz prawa narzekać?

Więc mamy marudzić, jak nam źle?

A broń Boże! Do tej pory pamiętam dziewczynę z roku, która nie znalazła chyba w niczym żadnych pozytywów. Dosłownie. Siedziała i marudziła, że te zajęcia nie są takie jakie powinny być, że wykładowca się spóźnia, że to bez sensu, że rząd i Kościół zły, że po tym kierunku to i tak pracy nie ma. Nawiasem mówiąc, chyba rzeczywiście do tej pory jej nie ma. W każdym razie po jakimś czasie każdy miał jej serdecznie dość.

Odradzam ciągłe marudzenie. Ludzie tego nie lubią, uwierz mi, sama jestem czasem marudą i ten, no… Dalej żalić się nie będę. W każdym razie, nie chodzi o to, żeby teraz triumfalnie obwieszczać: Ach tak! Olejmy te dzieci w Afryce, mam prawo sobie narzekać, ile tylko się da! Przecież zawsze ktoś będzie miał gorzej i nie oznacza to, że mi nie ma prawa być źle.

 

Chociaż jest w tym przecież trochę prawdy. Widzisz, od kilku dni umieram. Może niedosłownie, ale mając okropny katar, w upale sięgającym 30 stopni i na początku III trymestru ciąży, co pewien czas czuję, że to moje ostatnie godziny i już nigdy nie złapię normalnego oddechu. Nie mam prawa narzekać? Przecież tyle osób ma gorzej i to w samej tylko Polsce. Ba, pewnie na tej samej ulicy wielu by się znalazło! Nie choruję na nowotwór, nie rwie mnie ząb, nawet nie mam depresji. Ot, zwykły katar, w niewłaściwym czasie. Na tych samych studiach, o których przed chwilą wspomniałam, a następnie w pracy, uchodziłam za osobę widzącą w każdej sytuacji jasne strony. Czy to znaczy, że w ogóle nie narzekałam? Absolutnie nie.

Złoty środek?

I ja na ten katar narzekam, bo czuję się paskudnie. W odniesieniu do siebie, nie do innych. Jeśli w odniesieniu do siebie, poczuję się za jakiś czas zmęczona albo coś zmieni się na gorsze, również sobie ponarzekam. I innym też nie zabronię, o ile nie będą narzekać co chwilę.

A jeśli ktoś zarzuci mi egoizm, bo biedne dzieci w Afryce mają gorzej i tak prawdę mówiąc, mnóstwo osób ma ode mnie gorzej? Odpowiedzią na podobnym poziomie byłoby kazać przestać narzekać na mnie i wziąć się do roboty, żeby dzieciom w Afryce pomóc.

Tylko na kogo ja wtedy będę narzekać, jak mi nawet krytycy znikną? 🙂

 

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować