„Dzieci w Afryce wiele by dały, by zjeść taki obiad, jak Twój! Nie masz prawa narzekać” – usłyszało do tej pory chyba z miliony dzieci, którym przydarzyło się kiedyś płakać nad schabowym z ziemniaczkami i buraczkami albo zupą szczawiową. Chwaliłam się już, że byłam niejadkiem. Więc tak, ja również kiedyś usłyszałam ten tekst.

Zrobiło mi się żal dzieci w Afryce i w pośpiechu spałaszowałam wszystko… No dobrze, czy komukolwiek i kiedykolwiek załączyła się taka reakcja? Bo ja zaczęłam się jedynie zastanawiać, jak tę znienawidzoną szczawiową wysłać bezpiecznie do Afryki, jak już tak bardzo ją tam chcą.

Okrutne? Z punktu widzenia osoby dorosłej może i tak. To oczywiście bardzo smutne, że w tym momencie dzieci na całym świecie cierpią z głodu. To smutne, że i dziś, poza wpłatami na godne zaufania zbiórki i fundacje, nie mogę zrobić dużo więcej. Przeraża mnie fakt, że dziś z głodu umrze 15 tys. dzieci i pewnie za dziecka też zrobiłoby to na mnie wrażenie. Tylko co z tego, skoro chciało mi się wymiotować od tej zupy?

Nie masz prawa narzekać

No nie masz i tyle. Bo widzisz, zawsze znajdzie się grupa ludzi, którzy mają gorzej. I rzeczywiście, nieraz będą się mieć bardzo źle. Bo co z tego, że frustruje Cię fakt, że mieszkasz kątem u teściowej? Ciesz się, że masz, gdzie mieszkać! Są tacy, którzy tracą dach nad głową i idą pod most. A Ty nie możesz znieść niedogodności w postaci ciągłych awantur.

A więc nie masz prawa narzekać. Bez względu na to czy po prostu w tym momencie coś Cię chwilowo przerosło i jest Ci z tego powodu źle, czy też rzeczywiście masz poważniejsze problemy. Trudno to czasem zresztą ocenić. Każdy ma swoją wytrzymałość. Jednemu trudno będzie się podnieść po drobnym życiowym kryzysie, inny jako bezdomny i głodny, zachowa pokój ducha i stwierdzi, że inni mają gorzej.

Za granicą są szczęśliwsi

Podobnie bawi mnie, a czasem irytuje, porównanie do zagranicy, gdzie ludzie są „bardziej uśmiechnięci i szczęśliwsi”. Zagranica, na dzień dzisiejszy przynajmniej, to niekoniecznie kraje europejskie blisko nas oraz USA. Zwiedzając zresztą Czechy, również nie zauważyłam, by uśmiechali się tam jak głupi do sera i ukrywali przed innymi swoje problemy. Niemcy? Też mało pogodny naród.

Zapewne chodzi o słynne „how do you do?” po którym narzekanie na bolący ząb jest wysoce niestosowne. Pisałam już, że lubimy oglądać się na inne kraje i płakać, że u nas jest tak źle, a oni mają fajnie. Oczywiście, bywa że tam trawa jest bardziej zielona – że łatwiej dostać pracę, że z tej pracy nie jest trudno utrzymać się w pojedynkę, że pogoda lepsza, że po prostu jest lepiej.

„How do you do” jednak nie należy do zbioru rzeczy lepszych. Nawet jeśli jest traktowane jako kulturalne zagajenie – co to za zagajenie, jeśli gdy przyznasz sie do problemów, popełniasz nietakt? Czyli w Anglii nie masz prawa narzekać?

Więc mamy marudzić, jak nam źle?

A broń Boże! Do tej pory pamiętam dziewczynę z roku, która nie znalazła chyba w niczym żadnych pozytywów. Dosłownie. Siedziała i marudziła, że te zajęcia nie są takie jakie powinny być, że wykładowca się spóźnia, że to bez sensu, że rząd i Kościół zły, że po tym kierunku to i tak pracy nie ma. Nawiasem mówiąc, chyba rzeczywiście do tej pory jej nie ma. W każdym razie po jakimś czasie każdy miał jej serdecznie dość.

Odradzam ciągłe marudzenie. Ludzie tego nie lubią, uwierz mi, sama jestem czasem marudą i ten, no… Dalej żalić się nie będę. W każdym razie, nie chodzi o to, żeby teraz triumfalnie obwieszczać: Ach tak! Olejmy te dzieci w Afryce, mam prawo sobie narzekać, ile tylko się da! Przecież zawsze ktoś będzie miał gorzej i nie oznacza to, że mi nie ma prawa być źle.

 

Chociaż jest w tym przecież trochę prawdy. Widzisz, od kilku dni umieram. Może niedosłownie, ale mając okropny katar, w upale sięgającym 30 stopni i na początku III trymestru ciąży, co pewien czas czuję, że to moje ostatnie godziny i już nigdy nie złapię normalnego oddechu. Nie mam prawa narzekać? Przecież tyle osób ma gorzej i to w samej tylko Polsce. Ba, pewnie na tej samej ulicy wielu by się znalazło! Nie choruję na nowotwór, nie rwie mnie ząb, nawet nie mam depresji. Ot, zwykły katar, w niewłaściwym czasie. Na tych samych studiach, o których przed chwilą wspomniałam, a następnie w pracy, uchodziłam za osobę widzącą w każdej sytuacji jasne strony. Czy to znaczy, że w ogóle nie narzekałam? Absolutnie nie.

Złoty środek?

I ja na ten katar narzekam, bo czuję się paskudnie. W odniesieniu do siebie, nie do innych. Jeśli w odniesieniu do siebie, poczuję się za jakiś czas zmęczona albo coś zmieni się na gorsze, również sobie ponarzekam. I innym też nie zabronię, o ile nie będą narzekać co chwilę.

A jeśli ktoś zarzuci mi egoizm, bo biedne dzieci w Afryce mają gorzej i tak prawdę mówiąc, mnóstwo osób ma ode mnie gorzej? Odpowiedzią na podobnym poziomie byłoby kazać przestać narzekać na mnie i wziąć się do roboty, żeby dzieciom w Afryce pomóc.

Tylko na kogo ja wtedy będę narzekać, jak mi nawet krytycy znikną? 🙂