Czy nauczyciele z TVP oberwali niesłusznie? Hejt hejtem, ale coś tu jest nie tak

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Niby jest nam w ostatnich czasach raczej nie do śmiechu – brak świeżego powietrza, gospodarka się sypie, zwolnienia z pracy to smutna norma, a jeszcze żyjemy w ciągłym zagrożeniu poważną chorobą.

Mimo to wciąż znajdujemy powody, by się pośmiać. I tak w TVP postawiono na zdalne nauczanie. Wystawiono prawdziwych nauczycieli, nie jakieś tam podróby, dano im tablicę i polecono uczyć dzieci przed telewizorami. Rezultat? W sumie jednak nie wiadomo czy bardziej śmiać się, czy płakać. Osobiście przy pierwszej wpadce uśmiałam się serdecznie, bo czy i mi się nie zdarzyło? I każdemu innemu? Przy kolejnych jednak mina mi rzedła i dopóki nie dowiedziałam się szczegółów, myślałam że za nauczanie wzięły się dziennikarki wzięte na szybko do programu.

Sprawa nie była jednowymiarowa. Okazało się bowiem, że odcinki kręcono na szybko, wszystko działo się „teraz, już” i nie można było nawet przejrzeć materiału, o poprawkach nie wspominając. Nauczyciele z TVP korzystali z własnych pomocy dydaktycznych i nie mieli pojęcia, co zastaną na miejscu. Czy będzie rzutnik? Tablica? Cokolwiek? Wszystko odbyło się w ogromnym stresie, nauczycielom nie zapewniono nawet jedzenia – koszty powstania programu to zapewne „grosze”, biorąc pod uwagę średnią, jaką zwykle się wydaje.

Mało tego, przed kamerą nie stanęli zawodowcy, czyli nauczyciele prowadzący szkolenia albo programy edukacyjne, a zwykli szeregowi nauczyciele ze zwykłych szeregowych szkół, prowadzący lekcje, być może właśnie u Twojego Jasia, Twojej Małgosi. Jak twierdzą „pokrzywdzeni”, o tym, że zostali wytypowani, dowiedzieli się nagle, od dyrekcji. Nie ćwiczyli występów przed kamerą, niektórzy stanęli przed nią pierwszy raz.

Nauczyciele z TVP niesłusznie stali się ofiarą hejtu?

Nie jestem związana z telewizją, nie znam się na tym… Ale nawet ja widziałam, że światło było bardzo niekorzystne, kolory beznadziejne, a panie świeciły się na twarzy jak psu jajca – czyli wizażystom zrobiono wolne. Średnio obcykany youtuber potrafiłby nakręcić to lepiej. I może właśnie powinien? Bo całość robiła wrażenie programu edukacyjnego z lat 90′ XX wieku. Jakieś 30 lat za późno.

Z drugiej strony, Polacy nie śmiali się ze źle dobranej bluzki i zbyt ciemnego podkładu nauczycielki. Śmiali się z nieudolnego tłumaczenia, co to jest liczba parzysta, ze średnicy zamiast obwodu, z literówek, które lały się strumieniami i przekłamań świadczących o tym, że nauczyciel kiepsko zna swój własny dział (wodorotlenki w różnych stanach skupienia to tylko przykład).

Przejęzyczenie można wybaczyć. To, że ktoś w toku tłumaczeń powiedział „dwa pierwiastki” tam, gdzie był tylko jeden, to naprawdę czepianie się i kopanie leżącego. Tylko co jeśli przejęzyczenia zdarzały się co chwilę, a do tego występowały w parze z poważnymi błędami? Co jeśli lekcji po prostu na ludzki rozum nie dało się zrozumieć?

Migawki ze studiów

Lata temu skończyłam studia licencjackie z pedagogiki specjalnej i wylądowałam, z musu trochę, na magisterskich z pedagogiki ogólnej. Na jedne z pierwszych zajęć z psychologii mieliśmy przygotować zagadnienia dotyczące omawianego tematu. Przygotowaniem zagadnienia było rozpisanie go na kartce i nauczenie się go tak, by je omówić i móc się tą kartką nieco wspomóc, gdy myśl ucieknie. Tymczasem, wywołana do „tablicy” studentka-mimoza wyszła z kartką i po cichutku zaczęła nam czytać. Kobieta prowadząca ćwiczenia spokojnie przerwała, prosząc o opowiedzenie nam tego własnymi słowami. Po jeszcze dwóch próbach czytania obrażona studentka w końcu wydukała coś od siebie, z wielkim trudem. „No i widzisz? O to chodziło!” – próbowała zachęcić do dalszych ćwiczeń prowadząca. Reakcją było wywrócenie oczami. „Ja tylko tak potrafię” – burknęła obrażona studentka.

W jaki sposób przeszła trzy lata licencjatu na jednej z lepszych uczelni? Tego nie wiem. Co jeśli stanie kiedyś przy tablicy? Wolę nie myśleć. Przypomnę tylko, że już wtedy, będąc po licencjacie, mogła uczyć.

Nauczyciele z TVP skarżyli się również, że mieli dosłownie jeden dzień na przygotowanie się. Gdy pracowałam „w zawodzie”, zdarzało się, że dyrektorka z dnia na dzień zapowiadała kontrolę moich zajęć. Oczywiście, była to sytuacja stresowa, więc siedziałam dłużej nad scenariuszem, wiedząc, że nie mogę sobie pozwolić na codzienny luz. Uczyłam się, powtarzałam i tyle. Przecież zajęcia prowadzimy codziennie, mamy wprawę.

Hejtu nie popieram, ale…

Tak, warunki były trudne. Czy jednak nie dało się w nich czegoś wycisnąć? Obejrzałam sobie ciekawą lekcję muzyki, w której pan z zapałem pokazywał różne instrumenty, a potem uczył wybijać rytm w „We will rock you”. Dało się to oglądać? Dało się!

Tak jak mówię, TVP dało ciała po całości. Nie wiem czy było to zamierzone, w końcu nadarzyła się okazja, by skłócić strajkujących niedawno nauczycieli z resztą społeczeństwa. Pokazać „nierobów, którzy za naszą kasę gadają głupoty”. Tylko że nauczyciele po raz kolejny bardzo im w tym pomogli. Na podstawie odcinków „Szkoły z TVP” rysuje nam się smutny obraz grona nauczycielskiego.

Rozumiem, gdyby jeden czy dwóch nauczycieli wyszło gorzej, ale tu mieliśmy do czynienia z morzem, jeśli nie oceanem wpadek. Dziś nauczyciele twierdzą, że nie mogą spać w nocy, że śni im się hejt, z którym się spotkali, że cała ta sytuacja bardzo się na nich odbija i że mają tylko nadzieję na przycichnięcie tematu. Bardzo to przykre, nie popieram hejtu, z drugiej strony trochę nie dziwię się krytyce.

Nauczyciel siedzący

Opowiadałam niedawno o swoich nauczycielach. Byli wśród nich zapaleńcy, dzięki którym tak wiele zrozumiałam i ci, którzy zajęcia dosłownie odbębniali po łebkach, a nawet tacy, którzy wręcz nie umieli materiału, który chcieli nam wtłoczyć do głów. Jak do tego doszło? Nie wiem. Wiem, że gdyby wytypowano ich do tego programu, być może poparzyliby się na wizji kwasem z probówki, jak zrobiła to moja nauczycielka w liceum.

Nie uwierzę niestety, że ci wszyscy nauczyciele, którzy odwalili taką manianę w TVP, na co dzień są świetnymi nauczycielami, nie prowadzą lekcji zza biurka i znają dobrze swój materiał. Przykro mi, ale nie uwierzę. Być może część uległa stresowi, kiepskim warunkom i całkowicie się pogubiła, jasne. Tylko że tego było za dużo.

Niestety, TVP się udało. Po raz kolejny już dostaliśmy przekrój umiejętności nauczycieli. I nawet jeśli telewizja sporo dołożyła do całkowitego obrazu klęski, wyszło po prostu słabo.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować