Natura to bzdura! Twoim włosom pomoże silikon

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Odnoszę wrażenie, że agencje reklamowe prowadzą między sobą jakiś chory zakład: kto bardziej zniesmaczy odbiorców i spartaczy klientowi reklamę? Póki co, miejsce na podium wciąż zajmuje reklama Tigera, dotycząca Powstania Warszawskiego. Zaledwie kilka dni temu inny energetyk usiłował go stamtąd skopać sugestią seksu oralnego i pokazem tandetnego seksizmu. Czy niechlubne trzecie miejsce za żenującą reklamę zajmie marka L’Oreal?

Co stało się tym razem? Spokojnie, nikt tym razem nie wplątał się w ideologiczną wojenkę ani nawet nie szczuł cycem. Teoretycznie wszystko odbyło się w granicach dobrego smaku. Teoretycznie. Założono bowiem nowy fanpage, na który wstawiono grafiki całkowicie naturalnych odżywek do włosów. Wiecie, takich jakie używały nasze babcie, zanim półki w drogerii zapełniły się rozmaitymi propozycjami do każdego rodzaju włosów. Każdą z odżywek opatrzono kąśliwym komentarzem typu: „jajko – żółtko w nich zawarte znane jest z właściwości oklejających. Podgrzane zachwycająco ścina się na głowie.” „Miód – nałożony na włosy, zjawiskowo je skleja.” „Majonez – nadaje wątpliwego uroku tuż po nałożeniu.”

Czyli już wiemy, że właściwości składników naturalnych to pic na wodę i fotomontaż. Co w takim razie sprawi, że włosy będą jako tako wyglądać? Wchodzimy na zaproponowaną stronę i wiemy że zamiast okładać się jajem i polewać octem jabłkowym, powinniśmy powierzyć włosy specjalistom w odpowiednim salonie albo przynajmniej zakupić kosmetyki nowej linii L’Oreal. Cytatu nie będzie, bo w chwili gdy piszę, strona jest „chwilowo niedostępna„. Czy jeszcze wróci? Czy też kryzys w social media wybuchł w weekend i cały zespół marketingu musiał nagle z niedzielnego obiadu biec do pracy?

Natura to bzdura?

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że L’Oreal słynie z naprawdę kiepskich składów. Nie jestem z tych, którzy zamiast pasty do zębów, żują patyk, a szampon zastępują naturalnymi składnikami lub szamponami o najprostszym składzie. Szanuję, nie praktykuję. Staram się jednak, by moja półka z kosmetykami nie „świeciła” od produktów, które zawierają wszystko, co może w jakiś sposób zaszkodzić.

I tak szampon L’Oreal na półce posiadam – córa ostatnio strąciła go w drogerii, łamiąc nakrętkę. Wypadało kupić. Posiadamy więc i jak najbardziej zużyjemy. Gdybym jednak miała wybór, być może poszukałabym najpierw czegoś z nieco lepszym składem. I to mimo że włosy po nim mam całkiem ładne (ach, silikony).

Co z tego wyniknie?

Biorąc pod uwagę, że włosomaniaczek, które odstawiają chemię i biorą się za naturę, jest coraz więcej, L’Oreal strzelił sobie porządnie w stopę. Podczas gdy całkiem nieznane firmy przejmują rynek za pomocą ekologicznych produktów, a inne wielkie koncerny albo ulepszają nieco składy albo próbują choć udawać, że „ich szampon co prawda ma PEG-i i inne świństwa, ale malutko i oj tam, dodaliśmy Wam aloes”, L’Oreal poszedł w stronę wyśmiewania natury.

Natura się nie zemści. Prawdopodobnie wiatr nie zdmuchnie jutro głównej siedziby firmy albo chociaż działu marketingowego. Nie pozwą ich również producenci jaj i majonezu. Firma wykalkulowała zapewne, że ryzykuje co najwyżej krytyką „eko-maniaków”. Cała stylistyka fanpage’a była utrzymana w stylu „Hehe, no co wy, na żartach się nie znacie? Sarkazm, to jest to” I właśnie – ja na żartach się znam, eko-maniaczką nie jestem, a jednak poczułam, że reklama L’Oreal zeszła poniżej pewnego dopuszczalnego poziomu.

Cała reklama uświadomiła mi jeszcze jedno: przecież ocet jabłkowy, tak wyśmiewany przez firmę, był jedną z najlepszych odżywek, jakie używałam! Dlaczego nagle zniknął z mojej półki w łazience?

Tak więc, kończąc znęcanie się nad marką, lecę po ocet jabłkowy. Polecam i Wam. Mniej z nim zachodu niż z majonezem, jajami i innymi – wystarczy jedynie spłukać po myciu włosów. Zapach szybko schodzi, choć warto „zabieg” robić przed spaniem i jeśli myjemy włosy przed imprezą – raczej odpuścić. Efekt? Dużo trwalszy, niż ten po silikonach i parabenach.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować