Tematyka niepełnosprawności jest moją tematyką — z racji wykształcenia i tego, czym zajmowałam się przez te parę lat, a także zwyczajnie z powodu zainteresowań.

Powieść “Mój syn”, którą zaraz przedstawię, nie jest jednak powieścią stricte o niepełnosprawności. Właściwie to gra ona któreś z kolei skrzypce, choć przecież poruszona została tematyka rodziców dzieci z niepełnosprawnościami, ich rozmowy, troski i wspólne spotkania.

Tu jednak chodzi o coś więcej. Coś, co nie tak łatwo uchwycić, szczególnie w dobie świata przesiąkniętego materializmem, lękiem przed innością, a szczególnie przed innością, która jest słaba, zależna od nas. I nie — to nie jest narzekanie na współczesny świat, bo nasiąkamy tym od stuleci, jeśli nie dłużej.

To mój syn! Czyli gorzej być nie może?

Witka poznajemy w chwili, gdy właśnie zawala kolejne egzaminy na uczelni. A jest wnukiem i synem znanych prawników. Od urodzenia hartowany “zimnym chowem”, by przejął schedę po przodkach, ma dość takiego życia. Nie bardzo jednak widzi jakiekolwiek wyjście.

Mało? Chwilę potem bohatera odwiedza jego była dziewczyna. Z maleńkim synem. Synem Witka. Nie ma zamiaru dalej uczestniczyć w jego wychowaniu, zwłaszcza że u maluszka zdiagnozowano zespół Downa. Oddaje więc dziecko, o którym Witek właśnie się dowiedział i odjeżdża. Czy na zawsze?

Co teraz? Klan Kochanowskich nie toleruje słabości. Choroba i niepełnosprawność budzą u nich obrzydzenie. Nad Witkiem wisi groźba odcięcia kurka z pieniędzmi. Obręcz na szyi niebezpiecznie się zaciska…

I właśnie wtedy, w pewną noc, podczas której sytuacja wydaje się bez wyjścia, rozpoczyna się splot niesamowitych, magicznych wręcz wydarzeń!

Pozornie jest dobrze

Witek, bohater książki “Mój syn”, na pierwszy rzut oka był szczęściarzem. Urodził się w bogatej rodzinie, tak naprawdę miał się tylko uczyć i mógł korzystać z życia. Czy to dawało mu szczęście?

A może to wszystko, co sprawiło, że jego życie wywróciło się do góry nogami, nie pozostawiając szans na powrót, stało się tak naprawdę szansą na wyzwolenie?

Co z innymi bohaterami książki? Okazuje się bowiem, że Witek nie jest jedynym bohaterem. Ci, którzy pomagają, za chwilę sami potrzebują pomocy. Potrzeba pomocy okazuje się tak samo ludzka, jak jej dawanie.

Lubię odnosić historie z książek do mojego życia. Wiecie o tym. Czytaliście, jak dzięki książkom co wiosnę umieram. Również tym razem nie odebrałam sobie przyjemności zadania pytania: czy coś, co zadało mi ból, zacisnęło w potrzasku, nie okazało się być “po coś”?

To trudne pytanie i zachęcam, żebyście je sobie postawili. I nie, nie oczekuję, że odpowiedź zawsze będzie twierdząca, bo różnie odbieramy rozmaite wydarzenia.

Dla kogo?

Tym razem nie będę kategoryzować ze względu na płeć. Książka, mimo pewnej dozy nieprawdopodobności, zarezerwowanej dla tego typu powieści, może jednak dodać odwagi tym, którzy:

  • nie wiedzą jak wydostać się z sieci zależności,
  • nie potrafią przyjąć pomocy,
  • chcą podjąć decyzję, która może zmienić ich życie.

Ugh! Brzmi dosadnie, prawda? Na okładce książki “Mój syn” widnieje wskazówka: “Powieść o dojrzewaniu do miłości”. Są też góry, zwiastujące pewne tło wydarzeń… Póki co jednak okazuje się, że problem z kochaniem ma nie tylko Witek, pozbawiony wzorców z domu.

Czy bohaterowie do miłości dojrzeją?

Oceńmy sami!

Ja natomiast zachęcam do lektury – wraz z Wydawnictwem EsPe 🙂

Podziel się tym wpisem!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

O mnie

Karolina Jurkowska

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Archiwum

 

Instagram

Zapraszam do dyskusji