Sobotni ranek w Katowicach. Przed maską autobusu wywiązała się awantura. Dziś wiadomo tylko, że podczas przepychanki autobus ruszył, a pod kołami zginęła młoda dziewczyna. Matka dwójki dzieci.

Media skupiają się dziś na postaci kierowcy. Zewsząd słychać głosy, że sadysta, że z zimną krwią zabił. Że specjalnie.

Ustalmy, że na razie nic nie wiadomo. Są nagrania uczestników i świadków zdarzenia. Na nagraniach widać, jak autobus wciąga kobietę. Jak pcha przed sobą jednego z mężczyzn. Serce podchodzi do gardła.

Nie widać jednak nic więcej. Czy kierowca czuł się zagrożony? Może bał się o pasażerów? Awantura wygląda na poważną, a z perspektywy osoby, która w komunikacji miejskiej przeżyła niejedno, dziś wstrzymuję się od oceny.

Skupmy się jednak na ofierze

Jak wspomniałam, najwięcej głosów krytycznych zebrał kierowca. Nie obyło się jednak bez hejtu w stronę kobiety.

  • Jak się ma małe dzieci, to się w domu siedzi, a nie szlaja po imprezach!

  • Co ona tam robiła?

  • Matka dwójki dzieci, w dodatku 19-latka. I już wszystko wiadomo.

To chyba główne zarzuty, skierowane w stronę ofiary. W stronę kobiety, która w tragicznych okolicznościach straciła życie.

Czy była w jakikolwiek sposób winna temu, że się tam znalazła? Słychać głosy, że nie uczestniczyła w awanturze, a na ulicy pojawiła się by uspokoić pieniaczy. Czy to prawda? Dziś tego nie wiem, nie zmienia to faktu, że przeszłości nie cofniemy i nie przywrócimy jej życia. Chcę jednak, by wybrzmiało jedno:

Matka dwójki dzieci nie musi siedzieć w domu!

Nie. Po prostu nie. Bez względu na to czy szła do pracy, czy też wracała z całonocnej zabawy, miała do tego prawo. Być może była szczęściarą i z jej półrocznym dzieckiem ktoś mógł w nocy zostać. A może to było jej pierwsze wyjście od kiedy urodziła drugiego malucha?

Kogo to obchodzi? Bo nikogo, poza nią, nie powinno. Tak, matka MA PRAWO do swojego życia. Sama czasem zostawiałam dzieci mężowi i szłam z koleżanką do kina, do ciucholandu, na kawę. Wciąż tak robię. I dziękuję Bogu, że miałam i mam taką możliwość, bo wiem, że nie każda z nas ją ma.

Nie wychodziłam na całonocną imprezę. Delikatnie mówiąc, to nie jest mój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. Gdybym została matką w wieku 17 lat, możliwe że wyszłabym.

Potem wróciłabym do dzieci. Wypoczęta psychicznie, gotowa na dalsze matczyne wyzwania.

Nastolatka z dwójką dzieci. Cóż więcej dodać?

Najlepiej nic. Bo po co?

Może po prostu spojrzeć na siebie i ogarnąć refleksją swój stan? Pomyśleć, co można poprawić w sobie? Wypielić najpierw swój ogródek, zanim sąsiadowi wygarniemy jego chwasty?

Tak, dziewczyna zaszła w ciążę przed 18 rokiem życia. Niedługo potem zaszła znów. Na profilu 19-latki widać piękne, zadbane maluchy.

Rzecz jasna zdjęcia nie powiedzą wszystkiego. Tak samo nie wiesz czy Twoja znajoma, która na dziecko zdecydowała się świadomie, gdy już wybudowała z mężem dom, dziś się nad tym dzieckiem nie znęca. Nigdy nie wiesz.

Kobiecie w trudnej sytuacji życiowej należy się dobre słowo. I pomoc, jeśli jej potrzebuje. Wszelkie dobre rady dotyczące wyjścia na prostą winny być dawane z miłością, a najlepiej osobistym wsparciem. Czyli umówmy się, komentarz: “nastolatka z dwójką dzieci to w domu powinna siedzieć” do takich nie należy.

Zresztą, o jakim wsparciu mówimy, skoro kobieta nie żyje?

Co tam robiła?

Na tę chwilę nie wiemy. Szła do pracy? Wracała z imprezy? Czy to coś zmienia? Jeśli wracała z imprezy, kierowcy należy się 20 lat odsiadki, a jeśli szła do pracy, już 25?

Matka dwójki dzieci nie przeczyta już tych komentarzy. Nie obchodzi jej, jakie masz o niej zdanie.

Mogą je przeczytać bliscy dziewczyny. Być może także kiedyś jej dzieci. W Internecie nic nie ginie.

Być może wpłyną na samopoczucie innej nastolatki w trudnej sytuacji. “Tamta została skrytykowana. Co powiedzą o mnie znajomi, gdy wyjdzie na jaw, że jestem w ciąży?“.

Nie ma sensu czepiać się kierowcy, póki o sprawie nic nie wiemy.

Tym bardziej jednak nie ma sensu czepiać się zabitej dziewczyny.

Podziel się tym wpisem!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

O mnie

Karolina Jurkowska

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Archiwum

 

Instagram

Zapraszam do dyskusji