„A więc się hajtasz?” pytam uradowana, wrednie dodając w myśli „No w końcu”. Poważnie jednak, zawsze to miła wiadomość, więc podjarana, niczym Rzym za Nerona, dopytuję o szczegóły, używając wszystkich pytań okolicznika. Jak, gdzie, kiedy, po co, dlaczego, w jakim celu? I słyszę zblazowane: Wiesz, dla nas to trochę pro forma. W sumie małżeństwo nic nie zmienia u nas.

I mina mi rzednie, przyznam. Robi mi się wręcz dziwnie, że tak się ucieszyłam. Bo wiesz – jeśli z całej trójki: pan młody, panna młoda i ja, jakaś tam przeciętna rozmówczyni, ja się najbardziej cieszę, to jest troszkę dziwnie.

Nie, to nie jest konkretny przypadek, gdzie usiadłam sobie z konkretną koleżanką w konkretnym miejscu i teraz to wspominam. Tak sobie teraz myślę, że w latach „ślubnych”, gdzie przysięgi małżeńskie wśród znajomych wypowiadane były wręcz taśmowo, słyszałam to nieraz. Zdarzało mi się również podsłuchać takie rozmowy, choćby w pracy (moja wina, wiem. Podsłuchiwać nie wolno).

To po co w takim razie?

Takie pytanie cisnęło mi się dosłownie za każdym razem. To po co Ci to? Skoro małżeństwo nic nie zmienia, przynajmniej u Ciebie, po co dokładać sobie ryzyka rozwodu (KLIK! Tu przeczytasz o rosnącej liczbie rozwodów), męczyć się z organizacją tego wszystkiego, żeby dosłownie nic nie zmienić?

Może więc zacząć od podstaw? Dlaczego nic nie zmienia? „Wiesz, bo my już długo ze sobą mieszkamy, w sumie jak mąż i żona, to wszystko jest jedynie formalnością”. No dobrze – to teraz drugie pytanie: dlaczego w takim razie ten ślub bierzecie?

I tu odpowiedzi padają różne: „Bo rodzina wciąż nalega”. „Bo wokół wszyscy jednak ten ślub biorą, to może warto? Poza tym ta nerwowa, a zarazem ekscytująca otoczka wybierania sali, sukni trochę przyciąga”. „Bo zdaliśmy sobie sprawę, że skoro chcemy żyć jak mąż i żona, to chcemy przestać udawać i zacząć żyć tak naprawdę”. Czyli jednak ślub nic nie zmienia czy zmienia?

Warto zadać sobie pytanie: która odpowiedź rokuje najlepiej? Która pozwoli nam przypuszczać, że to małżeństwo ma szansę przetrwać?

Ślub powinien zmieniać!

Jeśli ślubujesz komuś miłość, wierność i uczciwość małżeńską (albo jeśli to ślub cywilny, że uczynisz wszystko, by małżeństwo było trwałe), zmienia się wiele. Tak, możesz na co dzień żyć „niewypowiedzianym” i twierdzić, że u Was czyny oraz uczucia mówią więcej. Być może rzeczywiście u Ciebie tak jest – nie wnikam. Nie da się jednak ukryć, że wypowiedzenie na głos, najczęściej przy świadkach, słów zapewnienia o swojej miłości i chęci przeżycia reszty czasu razem dają naprawdę dużo.

Małżeństwo daje więc pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Nie bezpieczeństwa w sensie finansowym czy w sensie zapewnienia opieki nad dziećmi. Tu chodzi o pewien bardzo specyficzny komfort psychiczny – powiedzieliście sobie, że będziecie się oboje starać. Oczywiście, powiesz że bywa różnie. I o tym już wspomniałam – nie będę Ci kłamać, że małżonek/małżonka z urzędu jest człowiekiem niezawodnym, który na 100% do końca życia będzie z Tobą bez większych problemów. Wiesz, jak jest. Jednak wciąż przysięga sprawia, że staramy się ratować co się da, gdy pojawią się kryzysy.

A skoro już wiesz, z każdym miesiącem docierania się łatwiej jest o budowanie wspólnych przyzwyczajeń, rozwiązywanie konfliktu na swój sposób.

Ja wiem, że coraz częściej trudno jest wyłuskać tę drobną zmianę – szczególnie dziś, gdy coraz częściej zamieszkujemy „na próbę” wcześniej razem, nie mówiąc o innych szczegółach. Nawet wtedy jednak da się ustalić, dlaczego bierzemy ten ślub i co ma się po nim zmienić.

Inaczej po co?

O tym, że ciężko czasem zmianę uchwycić, przekonała się moja koleżanka, której zapytałam się kilka miesięcy po ślubie, jak tam życie. „A wiesz, mówiłaś, że nie mam gadać głupot, bo będzie inaczej. I masz rację. Jest jakby inaczej! Tak… uroczyściej? Ja nie wiem, jak to wytłumaczyć!”

Ja też do końca nie wiem, ale cholernie się cieszyłam. Udało się, może ona miała więcej szczęścia, ale się udało. Bo pamiętam również drugą sytuację z mojej pracy na studiach, gdzie odpowiedź na pytanie: Jak teraz jest? Brzmiała: No, tak samo, jak było.

I wiesz, ona jest już po rozwodzie.

Warto sobie więc zadać pytanie: co ma u nas to małżeństwo zmienić? A może warto sobie to pytanie zadawać również później, w małżeństwie? Czy coś się nadal zmienia? Na lepsze czy na gorsze?

Trwa Międzynarodowy Tydzień Małżeństwa. Z inicjatywy Mocem, ten tydzień zaistniał również w przestrzeni internetowej i TUTAJ możesz znaleźć tego efekty. Powyższym tekstem natomiast chciałam pokazać, że „Małżeństwo jest WAŻNE„. Ma na celu pewną zmianę i nie warto jej lekceważyć.

Co małżeństwo zmieniło w Twoim życiu? Co Twoim zdaniem, zmienić powinno? Będę wdzięczna, jeśli się tym podzielisz 🙂

Komentarze

komentarze