Pamiętasz jeszcze, jak opowiadałam Ci o pierwszej części książki „Mali Bogowie”? Tak, to tam, gdzie próbowałam rozwikłać zagadkę, dlaczego system opieki medycznej w Polsce jest tak patologiczny. Dlaczego mimo opłacania wysokich składek, czekamy w gigantycznych kolejkach, a lekarze leczyć czasem nie chcą.

Z recenzją możesz zapoznać się tutaj (KLIK!). Ja tymczasem byłam znów w księgarni. Tak, to właśnie wtedy, gdy kupiłam dziecku hulajnogę, a sobie upragnione buciki! Właściwie weszłam po całkowicie inną książkę, która ma sprawić, że moje finanse ulegną całkowitemu uporządkowaniu i nie będę miotać się z portfelem. Potrafisz zgadnąć, o jaką popularną książkę chodzi?

Ile sandałków musi przymierzyć Tina, zanim kupi w końcu te, konkretne?Nie, to nie jest zagadka, bo sama nie znam…

Opublikowany przez Rozkminy Tiny 19 maja 2018

Nie mam pojęcia czy ta książka wtedy tam była, bo oto z półeczki pomachała do mnie i zalotnie mrugnęła inna. „Kup mnie! Piszę o ratownikach medycznych!” – obiecała. Z wywieszonym językiem, niczym bohater kreskówki Looney Tones, posłusznie poleciałam do kasy.

Ciało to moje hobby!

Przyznam Ci się do czegoś – od niepamiętnych czasów fascynuje mnie świat medyczny! Fascynuje mnie ciało człowieka, te neuroniki, dendryciki, różne układy, ich wpływ na siebie, to ile jeszcze tajemnic zostało nieodkrytych, ile już wiemy. W liceum potrafiłam przyćmić znajomych wiedzą o zanikających na starość kosmkach jelitowych (Co?! To te od tasiemca? – komentarz koleżanki), wtedy też myślałam o szpitalu jako o miejscu przyszłej pracy. Nie, nie jako lekarz. Na to byłam jednak za głupia. Myślałam o pielęgniarstwie, a potem zamarzyła mi się kariera położnej (i nie, nie sugeruję, że głupi ludzie idą na pielęgniarstwo czy położnictwo 🙂 ).

Nawet o ratownictwie medycznym myślałam, ale dosłownie przez chwilę. „Tina, zwariowałaś? Mój znajomy opowiadał, jak pojechał do takiego trupa z morderstwa. Wymiotowali wszyscy! Od ratowników, po policję i prokuraturę. Serio, chcesz się w to bawić?”. Nie to mnie jednak odstraszyło, bo w mojej pracy też się zdarzało wymiotować wespół z resztą personelu (Trudne Sprawy) a fakt, że z tężyzną fizyczną u mnie kiepsko.

Mimo że nadal uwielbiałam położnicze ciekawostki i to jest ta najbardziej interesująca mnie gałąź medyczna, a na studiach podczas zajęć z biomedyki ratowałam tyłki koleżankom, opowiadając anegdotki o hormonie luteinizującym i folikulotropowym, akurat w moim roczniku nie prowadzono naboru na pobliskiej uczelni na położnictwo. Pewnie palec Boży, biorąc pod uwagę dzisiejszą smutną szpitalną rzeczywistość.

Niestraszne mi jednak opowieści o operacjach, zawałach i innych. Ot, nic co ludzkie nie jest mi obce. Oczywiście, wszystko ma swoje granice, ale jestem osobą raczej odporną na różne opowiastki o anomaliach cielesnych oraz realistyczne fotografie narządów wewnętrznych. Kiedyś z lubością wczytywałam się w blogi ratowników medycznych. Niestety, większość pisać przestała. Znasz jakieś, które istnieją do dziś?

Mali bogowie 2. Jak umierają Polacy – czyli brutalne opisy?

Przyznam, że i kupując książkę, miałam chęć na kilka dobrych opowieści z „trasy”. W końcu dziennikarz Paweł Reszka wcielił się tym razem w ratownika medycznego. Bo szpital to również oni – ci, którzy przywożą zawałowców, rannych z wypadku, babcie, których rodziny chcą się pozbyć przed świętami.

I tu nieco się rozczarowałam. To znaczy, kilka pięknych opisów było. Społeczeństwo w pełnej krasie: pijaczyny rozwalające się na rowerach, agresorzy pchający się z łapami do medyków ratujących życie, narkomanki. To oczywiście nie wszystko, mimo uogólnień, ratowników wzywają przecież różni ludzie. Nie dziwię się jednak, że przy natężeniu patologii, pamięta się ją aż za dobrze.

W każdym razie, tych przypadków było niewiele. Niby dobrze, bo nie o tym jest książka, ale czułam pewien niedosyt. To oczywiście niedosyt mój prywatny, spowodowany fiołem na punkcie przypadków medycznych.

O czym są „Mali Bogowie 2. Jak umierają Polacy”?

Jeśli zainteresował Cię wątek lekarzy i szpitalnej patologii, tu będzie on kontynuowany. Mało tego, autor książki uczestniczył nawet w strajku medycznym, żeby dokładniej poznać jego przyczyny. Po czasie, gdy emocje opadły i nie pamiętamy już nawet dobrze, na ile byliśmy „za”, a na ile „przeciw”, jest to ciekawa analiza.

A sami ratownicy medyczni? I tu system nie wygląda ciekawie. Walka ze szpitalami, które nie chcą przyjmować nieplanowanych pacjentów, specyficzne relacje pomiędzy lekarzami, a ratownikami (niby napięte, a jednak pełne solidarności w razie ataków z zewnątrz), podobnie jak w szpitalu, brak sprzętu niezbędnego do szybkiego ratowania pacjenta, no i pensje.

Pensje. Głodowe, biorąc pod uwagę ogrom pracy. Ale przecież możesz brać dodatkowe dyżury! Możesz. I w ten sposób niektórzy, by zarobić na mieszkanie, w pracy siedzą cały tydzień. Dosłownie. Cały tydzień stykania się ze śmiercią, brudem i innymi atrakcjami, przerywany góra trzygodzinnymi fazami snu. Żyć, nie umierać? Niestety, kończy się to różnie. Psychika rzadko jest ze stali. Jak umierają Polacy? Również podczas dyżurów.

Co znajdziemy jeszcze?

Właściwie wszystko. Nie ma wybielania środowiska. Jest afera z „pawulonem”, po której ludzie bali się wzywać karetkę. Niesłusznie, bo afera była przecież tylko w Łodzi… Prawda? Co Ci będę więcej mówić. Przeczytaj „Mali bogowie 2. Jak umierają Polacy” (muzyczka i miejsce na reklamy).

Są też sposoby na dodatkowy zarobek, nieco inne niż całotygodniowe dyżury. A także sposoby na „ujarzmienie” nieco trudniejszych pacjentów. Jest aż tak źle? – chciałoby się zakrzyknąć. I nie, nie jest. Książka opowiada przecież głównie o bohaterach, którzy często od lat marzyli, by ratować ludzi. O bohaterach, którzy nie boją się prawdy i odważnie mówią o patologiach w swoim środowisku.

Nie brakuje również krytyki samych pacjentów. Przypadki umierających na kaca, samotnych starszych ludzi bojących się śmierci i wzywających karetkę co kilka dni. Rodzin oddających babcię do szpitala na czas zagranicznego wyjazdu – smutny obraz dewiacji na miarę naszych czasów. Niekoniecznie dewiacji w postaci Wieśka spod budki z piwem. Również tej na miarę klasy średniej!

Czy więc polecam?

Jeszcze jak! Szczególnie że to wspaniałe dopełnienie szpitalnej smutnej rzeczywistości. Jak wali się jedna, druga również nie będzie idealna.