Ślimak, ślimak, pokaż rogi… [Haribo Lakritz Schecken]

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Żelki firmy Haribo teoretycznie powinny być dostępne w co drugim nieco większym sklepie. Te jednak nie są, mało tego, nie są tak chętnie kupowane, jak inne ich produkty. Myślałam, że tylko w Polsce, jednak serial „The Middle”, gdzie Frankie w Halloween namawia Mike’a do napełnienia miski lukrecją, bo „przynajmniej nikt tego nie będzie wyjadał”, wyprowadził mnie z błędu. Lukrecjowe żelki i inne produkty nie są tak lubiane, jak te owocowe. A szkoda, bo są przepyszne.

haribo2

Lukrecjowe „ślimaki” możemy najczęściej kupić na przeróżnych jarmarkach, gdzie żelki Haribo Lakritz kosztują kilka złotych za 100 gram (takie jarmarczne zdzierstwo, jakich wiele) i gdzie dużymi szczypcami wkłada się dosłownie kilka do papierowej torby i słyszy potem „Okeeeej, dziesięć złoty prosze”. Dużo tańsze są te, które czasem można dorwać w sklepikach, zwłaszcza tych niemieckich.

Smak? Dla niektórych lukrecja ma tylko jeden: obrzydliwy. Te ślimaki są jednak dość słodkie. Nie tak słodkie jak te, które udało mi się kiedyś dostać w Lidlu, i które szybko odstawiłam na półkę i długo nie ruszałam (lukrecja bez uczucia mrowienia na języku? Fuuu). Po prostu słodkie, a przy tym leciutko słonawe. Bardzo leciutko. Właściwie tak bardzo, że są tym faktem zdziwieni zdeklarowani lukrecjowi przeciwnicy, którzy najczęściej biorą takiego ślimaczka do buzi, po czym słychać od nich „Kurczę, to w sumie nie jest takie złe, jak przewidywałem. Ale i tak chyba tego więcej nie kupię”. Jednak leciutkie uczucie mrowienia języka chyba uzależnia. Przynajmniej mnie.
Za egzemplarz testowy dziękuję pani Renacie 🙂

Zdaniem chłopa
Czarne zło – jak zwykłem nazywać dziwne, słono-kwaśne lukrecjowe żelki znalezione na półce w akademiku odcisnęły na mnie swoje piętno. Smak lukrecji został mi skutecznie obrzydzony. I nawet teraz, kiedy na moje kubki smakowe trafia lukrecja słodka, jak ta w omawianym produkcie, nie jestem w stanie powiedzieć o niej nic dobrego. Oddajmy zatem honor lukrecji jako jednemu z najstarszych ziół stosowanych w lecznictwie. Od starożytności korzeń tej rośliny pomagał w wielu schorzeniach. I tak, w pełni glorii i chwały, zapamiętajmy lukrecję. Na resztę opuśćmy zasłonę milczenia.
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować