Pamiętasz grafikę o ośle i młynarzu? Nawet powstała na jej podstawie piosenka, której uczyłam się na muzyce w podstawówce.

Młynarz na ośle swym jechał, a wnuk ledwo nadążyć za osłem tym mógł,
Spójrzcie, wołanie rozległo się wnet, dziadek pozwala, by wnuk jego szedł,
Czy to widziano gdzie, czy to słyszano gdzie, dziadek pozwala, by wnuk jego szedł

A może grafika powstała na podstawie piosenki? Kto wie? Pamiętam moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że śmieszna „animepodobna” kreskówka „Kimba, biały lew” to nie nieudolna podróba „Króla Lwa”, ale animacja, na której wzorowali się twórcy słynnej sieroty po Mufasie. Wróćmy jednak do piosenki! Sednem było to, że czego młynarz nie zrobił, ludzie i tak krytykowali. Krytykowali, gdy obaj weszli na osła, gdy obaj z niego zeszli, gdy wnuk usiadł – żadna konfiguracja nie była tą, która pasowałaby każdemu.

Czy wina zawsze leży po stronie krytykującego?

Czasem od krytyki warto się powstrzymać. Czy jednak każda jest zła? Mężczyzna, który doradził młynarzowi, że osioł udźwignie zarówno jego, jak i wnuka, zrobił to przecież kulturalnie, z uśmiechem. Miał dobre intencje – nie chciał, żeby ktoś się niepotrzebnie zmęczył.

A jednak i z taką krytyką mamy problem. Słyszymy „A może w skarpetkach byłoby mu cieplej?” i już warczymy. Najeżamy się, strzelamy kolcami: „Nie, do jasnej cholery, nie będzie! To moje dziecko, lubi bez skarpetek łazić! Najchętniej wlazłoby teraz na boso do kałuży, ty durna babo„. Fajnie, tylko po co? Nie lepiej uśmiechnąć się i olać? Podziękować albo powiedzieć, że nie, że tak lepiej?

Mieszkam na osiedlu pełnym starszych ludzi. Taka specyfika płyty z lat 70′, młodzi ludzie którzy kupili te mieszkania, mają dziś około 70 lat. Co tydzień w parafii mamy litanię osób, którzy „odeszli do wieczności”. W każdym razie, ci starsi ludzie lubią spytać się o przysłowiową czapeczkę. Przy czym rzadko jest to krytyka! Kiedy starsza córka po burzy wyszła w sandałkach i skakała w nich radośnie w największej kałuży, babcie przystawały i z zachwytem połączonym z nostalgią wspominały, że tak bawiło się kiedyś i to dobrze, że jej pozwalam.

Owszem, tak jak pisałam, pytanie „o czapeczkę” padało często. Kiedy wyjaśniałam w jednym zdaniu, że córka tak lubi, że trzeba hartować, starsze panie uśmiechały się i kwitowały „Aha, no tak„. Dosłownie raz kobieta oburzyła się, że Młoda nie ma rajstop i straszy gołymi nogami. Sama ubrana była w ciepły żakiet, mimo ciepła na dworze, co sugerowało problem zdrowotny. Machnęłam ręką. Raz na jakiś czas ktoś się zdarzył. Tragedia, panie!

Ludzie obchodzą nas za mocno?

A jednak, z krytyką mamy problem. Między innymi dlatego, że ludzie obchodzą nas za mocno. Zdarza się, że inni takie sytuacje wykorzystują – pamiętasz kobietę, która upominała swoją córkę, szukającą u niej porady? Tu nie ma co mówić, że krytyką nie należy się przejmować. Sytuacja, w której znalazła się córka, sprawiła że święty by zwątpił.

Ja mówię jednak o krytyce takiej, z jaką spotykamy się najczęściej. Krytyka światopoglądu, krytyka dotycząca ubioru, wyznawanych wartości, sposobu wychowania dziecka… Uwierzysz, jak bardzo przeciętny człowiek jest na taką krytykę podatny? A nie mówię teraz o ludziach-chorągiewkach, którzy zdanie zmieniają bez krytyki, pod wpływem właściwie każdej silniejszej psychicznie od chorągiewki osoby.

Naprawdę, zadziwia mnie, jak bardzo przejmujemy się krytyką. Jak mocno usiłujemy zadowolić wszystkich wokół. „Ale bajzel na łóżku” – rzuci ktoś niby żartem pod zdjęciem, a my czerwoni ze wstydu usuwamy zdjęcie i przed trzy dni myjemy okna, kąty i podłogi, bo na łóżku leżały dwie bluzki albo zabawki dziecka. „Taka kościółkowa jesteś?” – a my spieszymy, udowadniać, że to nie jest tak, że jesteśmy radykalnymi katolami, a w kosmetyczce mamy przecież szminkę i wiesz, to nie grzech, że się czasem malujemy.

Kurczę, ludzie!

Jak się postawisz, odpuszczą. A jednak nie

Wiesz, dlaczego się przejmujemy i dlaczego odpuszczamy? Bo chcemy, by ludzie odpuścili również nam. Tak się jednak nie stanie… A guzik! Możliwe, że tak właśnie będzie. Że jeśli założysz czapkę na łeb swojego bąbelka, zadowolona starsza pani podrepta z pieskiem w stronę zachodzącego słońca i w poczuciu spełnionego obowiązku. Całkiem możliwe, że jeśli przyznasz mężowi, że Toyota jest lepsza od Twojego ukochanego Citroena, kłótnia się skończy, a mąż wcale nie będzie wszczynał nowej, tylko ucieszy się, że jednak będziecie jeździć Toyotą, a nie jak ostatnie wieśniaki…

Pytanie tylko czy Tobie będzie z tym dobrze? Czy jesteś w stanie jeździć Toyotą, żeby mąż się odczepił? Czy nie będziesz wściekła, że dziecko grzało się w czapie, żeby pani z pieskiem była wesoła?

Nie obiecuję, że jeśli na spokojnie, z uśmiechem, ale zdecydowanie postawisz na swoim, wszyscy się odczepią. Bo oto mają przed sobą ostoję asertywności, której nie ma co denerwować i której nie ma co próbować przekonać. Wręcz przeciwnie. Jestem uznawana na osobę, która lubi mieć własne zdanie. Nie mówię, że nigdy go nie zmieniam pod wpływem konkretnych i mocnych argumentów, ale jestem raczej odporna na „psychologię tłumu”.

Panuje opinia, że takich osób jak ja, się nie naprawia i jeśli masz sprecyzowane poglądy, inni odpuszczają, bo co mają się wadzić z koniem. O nie, takie bajki to u Disneya – ludzie uwielbiają się wadzić z koniem, serio. Uwielbiają udowadniać takim ludziom, że głupoty gadają, że czapeczka być musi, bo co to za matka, że co ona sobie znowu wymyśliła, że po głupiemu, a po swojemu. A nuż widelec uda się zachwiać pewnością?

Młynarz powinien mieć Cię gdzieś?

Wróćmy do Młynarza! I wstawmy w to miejsce choćby matkę, której co chwila każdy mówi, jak ma ubrać swoje dziecko: ubierz! rozbierz! Wstawmy ucznia: jak ty się uczysz, że masz czwórkę? Pamiętaj, oceny są drugorzędne! Kiedy ludzie obchodzą nas za mocno, każde zdanie jest tym najważniejszym. Tylko nie Twoje własne.

Egoizm poglądowy” jest chyba najzdrowszym ze wszystkich egoizmów. Nie uchroni Cię przed błędami. Z drugiej strony, to będą przynajmniej Twoje błędy.

A przy odrobinie szczęścia, jeśli przejedziesz się na tym ośle do końca, ignorując resztę, „krytykanci” pobiją się o to, jakim stylem powinno się w końcu z tym osłem jechać. Pozostanie Ci posadzić wnuczka na kanapie, wziąć popcorn i obejrzeć komedię. Widziałam nieraz. Polecam!

Grafika: Katja i M W z Pixabay