Jakim ojcem jest ojciec dzisiejszy? Czym różni się od ojca dzisiejszego trzydziesto-czterdziestolatka? Bo raczej nie mamy wątpliwości, że się różni. Jeśli mamy dzieci, widzimy to, jak na dłoni. Zmieniający się kształt społeczeństwa zmienił również ojca. Czy na lepsze?

Trudno powiedzieć. Widzę jednak istotną różnicę – mieliśmy ojca. Oczywiście, zawsze bywało różnie, jednak rozwody i odejścia w siną dal zdarzały się rzadziej. Mam wrażenie, że częstszą przyczyną wychowania się bez taty była jego śmierć, przynajmniej w moim otoczeniu.

Czy nasze dzieci ojca mają? Niestety, nieco rzadziej. Częstsze rozwody (KLIK! Tu piszę o tym, że dużo częstsze) sprawiły, że i więzi tacierzyńskie ulegają rozluźnieniu. Inny kontakt ma się z rodzicem, którego nie widzi się codziennie. Mam też wrażenie, że mężczyźni bardziej się dziś ojcostwa boją. Ten lęk przed ojcostwem obserwuję naprawdę często. I myślę, że też wiesz, o czym ja mówię.

Czego tu się bać?

I tu nieśmiało wtrącą niektórzy wspomniani przeze mnie trzydziestolatkowie, że ojciec u nich co prawda był, ale to nie był ojciec marzeń. Ten ojciec często pracował od rana do wieczora, po czym resztę dnia spędzał przed telewizorem. Częściej pojawiał się alkohol. Tata rzadziej też angażował się we wspólną zabawę i pomoc w obowiązkach dotyczących dzieci – te spoczywały na matce. Oczywiście, nie chcę uogólniać, bo wielu z nas miało wspaniałych ojców. Nie bez powodu jednak słyszy się zdanie: dzieci chcę wychować całkowicie inaczej. Jak? Ciężko czerpać wzorce, jeśli nie chcemy powtórzyć błędów.

Mniejszą grupę stanowią ci, którzy ojca nie mieli. Zmarł, odszedł, pracował w innym miejscu i właściwie go nie było. Ciężar wychowania spadł w całości na matkę. Ta mogła radzić sobie z tym całkiem dobrze. Czy jednak mogła zastąpić ojca?

Na koniec wymienię jeszcze czynnik biologiczny. Kobieta ma czas na oswojenie się z macierzyństwem. Ma na to 9 miesięcy ciąży, następnie okres połogu i karmienia piersią. Lęk przed macierzyństwem, zwłaszcza jeśli nie jest ono obarczone większymi problemami, często zmniejsza się samoistnie, co związane jest z pojawieniem się instynktu macierzyńskiego.

A instynkt tacierzyński? Ten pierwotny, związany z chęcią ochrony malucha, również się pojawia. Reszty jednak mężczyzna musi się nauczyć. I nie sprawia on niestety, że lęk przed ojcostwem znika – mężczyzna nadal boi się zmian, które zajdą gdy w życie „brutalnie” wkroczy dziecko, do tego dochodzi strach przed straceniem kobiety na rzecz malucha. W kulturze wszechobecnego materializmu coraz częściej pojawia się również lęk przed utratą statusu materialnego i społecznego.

Czy lęk przed ojcostwem ma jakieś skutki?

Obserwowałam je podczas pracy z dziećmi w placówce. Mamy dziś dwie skrajności: ojciec albo stara się budować więź z dzieckiem, rozmawiać, być obecnym w jego życiu… Albo go nie ma lub jest rzadko. Często znika, gdy pojawiają się większe problemy.

Czy dziecko, któremu zabrakło ojca, dużo traci? Zanim powiem, przypomnę – statystycznie pan i pies mają po trzy nogi! Bardzo możliwe, że mimo omawianej sytuacji, którą znasz, te statystyki Cię nie dotyczą. Dotyczą jednak innych. Dzieci wychowujące się bez ojca częściej popadają w konflikt z prawem. Nieobecność taty współwystępuje również z innymi negatywnymi zachowaniami dziecka, m.in. porzucaniem szkoły, wagarowaniem, wcześniejszą inicjacją seksualną, przedwczesną ciążą, konfliktami z prawem, problemami wychowawczymi czy uzależnieniem od środków psychoaktywnych.

Brzmi źle? Dla mnie tak. I dlatego jestem za podkreślaniem roli ojca, szczególnie w przestrzeni publicznej. Jestem za tym, by pokazywać, że ojciec nie jest jedynie dodatkiem do matki w stylu „pokrowiec na laptop gratis”, a równorzędnym opiekunem. Jestem za tym, by namawiać mężczyzn, by walczyli o ojcostwo i pokazywać im, że nie taki diabeł straszny.

Dlatego też tak spodobała mi się inicjatywa Tato.Net., która angażuje mężczyzn w bycie tatą aktywnym. Tatą odważnym, który wie, co zrobić, żeby stale pogłębiać więź z własnym dzieckiem oraz reagować w kryzysowych sytuacjach. Tatą, który daje dziecku wsparcie.

Tato.Net? Co to takiego?

„Zawsze można być lepszym ojcem” – oto motto kampanii Tato.Net. Bo być może robisz już wiele w tym kierunku i wystarczy Ci tylko kilka słów zachęty albo pomocy. Inny natomiast potrzebuje więcej wsparcia. Niezależnie jednak, jaka jest sytuacja rodzinna czy finansowa, jeśli tylko jest kontakt z dzieckiem, ten kontakt może być lepszy!

I właśnie dlatego szczególnie ucieszyło mnie to, że kampania będzie prowadzona nie tylko w klubach, salach warsztatowych, ale i w zakładach karnych. A przecież możemy sobie jedynie wyobrażać, jak ciężko jest o kontakt z dzieckiem po wyjściu zza krat. Wstyd i upływ czasu mogą taką relację zabić. Czy więc może być lepsze miejsce, by pomóc w przerwaniu ojcowskiego łańcucha niepowodzeń?

Ci, którzy czytają mnie częściej, wiedzą że chętnie śledzę pojawiające się inicjatywy społeczne. Tę uważam za jedną z ważniejszych – może dlatego, że potrafię dostrzec, czego brakowało moim kolegom wychowującym się bez ojca i jaki to miało wpływ na ich życie. Tym bardziej zachęcam więc, do wejścia na stronę inicjatywy  i zapoznania się z nią. Można zacząć od pobrania ciekawego e-booka “Wspólne odkrywanie świata”.

A jako że „blogosfera jest kobietą” zachęcam do reakcji również i Was, babki czytające ten artykuł! Bo co prawda ojcem nie będziecie, ale możecie sprawić, że inny ojciec kampanię zauważy. Możesz udostępnić stronę inicjatywy lub ten artykuł, żeby pomóc w dotarciu dalej.

I sprawić, że kolejne dziecko za kilkanaście lat o ojcu napisze ciepło 🙂

Artykuł powstał we współpracy z Tato.Net.

Źródła badań: Dzierżęga, 2011; Urmański, Wac, 2016