Puste szkoły? A może ławki zapełnione dziećmi, ale bez nauczycieli? Jak będzie wyglądało przedszkole i szkoła za 5-10 lat i dlaczego jestem takim czarnowidzem? Powód jest prosty: sama byłam pedagogiem, a do tego śledzę pedagogiczne nowinki i w tym celu siedzę w nauczycielskich grupach.

Cześć! Jutro idę na rozmowę kwalifikacyjną do przedszkola! Jaram się jak flaga Unii Europejskiej! Powiedzcie mi, ile powinnam zaproponować, kiedy rozmowa będzie już tyczyć się zarobków?” Tu następują gratulacje, następnie kwoty. Jak się okazuje, przedszkole jest prywatne, a więc dziewczyna pracować będzie 8 godzin dziennie. 2500 najmniej! – padają odpowiedzi. „Trzeba się cenić! 3000 powinno być standardem! – rzuca ktoś.

Dziewczyna dziękuje, pilnie notuje, postanawia zatrzymać się na 2500, szczególnie że to jej pierwsza praca w zawodzie – choć doświadczenie w pracy jak najbardziej posiada! Wie, że być może będzie musiała spuścić nieco z tonu. Mowa tu w końcu o kwotach netto, a do rozmów o wynagrodzeniu można wrócić za jakiś czas. Idzie na rozmowę, gdzie proponują jej 100 złotych więcej, niż minimalna. Na zachętę. Z możliwością podniesienia za pół roku o kolejne 100 złotych. Ostatni komentarz dziewczyny? „Podziwiam Was. Chyba. Ja jednak pójdę pracować na kasę„.

Ile zarabia nauczyciel?

Co jakiś czas w mediach przewijają się bajońskie sumy, które zgarniają nauczyciele. Wynika z nich, że paaanie, na początku to może szału nie ma, ale za to ze 3-4 lata później, niczym lekarz, bez czterech tysiączków netto pensji taki nauczyciel ręką nie kiwnie.

Nie muszę dodawać czy muszę? Ok, napiszę. Nie znam nauczycieli, którzy tyle wyciągają. Poza takimi, którzy prócz etatu ogarniają pozaszkolne zajęcia dodatkowe i korepetycje, czyli taki drugi etat. I mimo że nie znam, pewnie znajdzie się kilku takich, co po awansie na dyplomowanego, a może nawet mianowanego, dostali te 4 tysiące. Bardzo się z tego cieszę, tyle że to nie norma. Norma kształtuje się mniej więcej tak:

  • nauczyciel stażysta – 2417 zł brutto
  • nauczyciel kontraktowy – 2487 zł brutto
  • mianowany – 2824 zł brutto
  • dyplomowany – 3317 zł brutto

Plus premia. Gdzieś większa, w innym miejscu mniejsza. A to tylko Karta Nauczyciela! Przedszkoli prywatnych coraz więcej, szkół zresztą również. A tam… Czasem lepiej. Częściej gorzej.

Ale przecież osób po pedagogice przybywa!

Ano. Niby pedagogika wciąż należy do bardziej oblężonych kierunków. Skąd więc tak złowieszcze prognozy? Przede wszystkim: pedagogika jest wszędzie. Na każdej wyższej szkółce lansu i bansu znajdziesz pedagogikę i administrację. Skutek? Zrobił się z tego kierunek, dzięki któremu można zdobyć jakiekolwiek wyższe wykształcenie, bez względu na to czy ktoś chce potem rzeczywiście uczyć. Wielu wcale nie chce.

Lepiej! Pedagogika przygotowuje do naprawdę wielu zawodów. Mamy tu sporo filozofii, historii, nauk biologicznych, ogólnych przepisów – łatwiej potem odnaleźć się wszędzie indziej. Na pedagogikę idą więc przyszli właściciele firm, szkoleniowcy i inni.

Reszta studiując, zdaje sobie sprawę, że to jednak nie dla nich. Siostrzenica była słodka i fajnie było uczyć ją wycinania, ale robić to z trzydzieściorgiem wrzeszczących maluchów, z czego połowa będzie miała z tym problemy? Boże, nie! Robić to za najniższą krajową w prywatnym przedszkolu? Za kilka groszy więcej w publicznym, gdzie te nożyczki będą, jak sama kupi? Obawiając się, że rodzic będzie groził pozwem cywilnym za ciachnięcie się nożyczkami w palec?

Są i pozostali. Ci, którzy zmierzą się z realiami i stwierdzą, że lepiej im w innym zawodzie. W końcu dziś przeciętny absolwent pedagogiki ma spore doświadczenie zawodowe, zdobyte podczas pracy na studiach. Tych, którzy chwilę popracują i pójdą gdzieś indziej, nawet nie liczę.

Jak będzie?

Od jakiegoś czasu z pracą w Polsce nie jest już tak najgorzej. Jeśli ten trend się utrzyma, zarobki nadal będą rosnąć. W sektorze prywatnym, bo ten publiczny, choćby się walił i palił, do podwyżek i koniecznych reform chętny nie jest. Pamiętasz chyba książkę „Mali bogowie”. Nie jest to więc jedynie problem szkolnictwa.

Może być różnie. W zależności od tego, jak zachowa się sektor prywatny. Stwierdzi, że jeśli podwyższy płacę przedszkolance, biznes już się nie opłaci? Czy jednak podwyższy i nie zginie, a „co najwyżej podrożeje”?

Szkolnictwo w Polsce trzyma się jeszcze dość mocno sektora publicznego. Po przedszkolu mało kto idzie do szkoły prywatnej, choć mam wrażenie, że takich szkół i dzieci w nich przybywa. Czy nauczycielowi starczy te dwa tysiące z groszem na rękę? Wątpię.

Starsi ratują szkolnictwo

Dlaczego starsi? Bo oni po przepracowaniu kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat w szkole innej pracy sobie często nie wyobrażają. Przysłowie o przesadzaniu starych drzew nie wzięło się znikąd. Stąd też są najbardziej chętni, by protestować. I choć trudno mi poprzeć protest ZNP czy podobny, mający najczęściej wymiar polityczny (w zależności od władzy przy korycie, protestują inne grupy. Nauczycielki to niestety osoby łatwo łapiące się w polityczny lep), potrafię zrozumieć. Żyć coraz trudniej, a pracy się nie zmieni.

Tylko że to kwestia czasu. Już teraz nauczyciele „starzeją się”, co widać po przekroczeniu szkolnego progu. Co będzie za kilka lat, kiedy spora część z nich osiągnie wiek emerytalny? A młodsza kadra po usłyszeniu stawki nerwowo zaśmieje się i pójdzie gdzieś indziej? Kto będzie uczyć Twoje dziecko?

25 godzin tygodniowo?

Nie będę namawiać do wsparcia protestów – z przyczyn o których pisałam powyżej. Mam tylko kilka refleksji na temat komentarzy, które za każdym razem podczas nich czytam. Bo opinii o darmozjadach jest mnóstwo. „Zarabiajo 4 tysiące za siedzenie 4 czy 5 h w szkole, chwilę się pobawią, wypiszą papierki i do domu!!! Tak i ja mogę pracować!” Rzeczywiście, Karta Nauczyciela często czyni pracę milszą, choć są w niej również zobowiązania. I to takie, które sprawiają, że wielu z pracy jednak raczej rezygnuje.

4-5 godzin pracy z dziećmi to dla większości jednak nie koniec. Przygotowanie się do zajęć, kolejne wydarzenia, których w placówce edukacyjnej pełno – występy dzieci, dni otwarte, święta, wycieczki, uzupełnianie stosu dokumentacji (mówiąc o stosie, nie przesadzam)… Spokojnie. Nauczyciel przepracuje te 40 godzin. Najczęściej, bo oczywiście różnie być potrafi, wszędzie znajdą się czarne owce ze znajomościami – tylko że one zostaną. Reszta pójdzie do innej pracy.

A mówię teraz o sektorze publicznym! Wiesz, co dzieje się w przedszkolu prywatnym? Pensja z reguły mniejsza, obowiązki te same (dokumentacji czasem mniej), praca 40 godzin tygodniowo. Czy się dziwię, widząc co chwilę te same ogłoszenia „Przedszkole Bura Ropucha zatrudni nauczyciela”? Dziwię się co najwyżej, że czasem kogoś znajduje. Najczęściej na chwilę i to studentów, którzy odchodzą, kiedy tylko znajdą coś lepszego. I tak dzieci co miesiąc mają inną panią, a czasem przez chwilę żadnej.

Co więc zrobić?

W czynie społecznym raczej nauczyciela nie zastąpisz. Nie miałoby to zresztą sensu. Dołączyć się do protestu? O tym już pisałam.

Więc co? Może po prostu reagować na hejty? Tłumaczyć, że nauczyciel z tej „ogromnej” pensji kupuje często pomoce, że ta pensja wcale taka spora nie jest? Wywierać nacisk na polityków i samorządy oraz innych odpowiedzialnych za te nieszczęsne pensje?

Zdaję sobie sprawę, że środowisko nauczycielskie wolne od wad nie jest. Wielu z nas zetknęło się z kimś, kto uczyć nie powinien. Być może również Ty albo Twoje dziecko. Jeśli jednak nic się nie zmieni, lepszych pedagogów z pewnością nie będzie. A może być i gorzej.

Kto będzie uczyć Twoje dziecko? Zależy troszkę od Ciebie.